"monster_hunter_world.vdata" { "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1000_RadiantCreeps_LocFieldNotes" "Kiedy pierwszy raz spotkałam barbarzyńcę Fruga, siedział na skale na leśnej polanie i opatrywał dość boleśnie wyglądające rany od ostrza. Obok niego leżały ciała kilku stworzeń, które wyglądały na zrobione z drewna. Albo z drzazg po tym, jak Frug już z nimi skończył.

Przedstawiłam się, a Frug wyjaśnił, że ma nadzieję zostać bohaterem. Mówi, że mogę jako pierwsza opisać jego wyczyny, zaczynając od następstw bitwy, którą właśnie wygrał.

– Jeśli chcesz zostać bohaterem, ci goście to dobry sposób na nabranie wprawy – mruczy barbarzyńca. – Nawet prawdziwi bohaterowie wciąż ostrzą na nich swoje szpice.

– A to najlepsza część – dodaje, a następnie pochyla się i zabiera monety trupom, które stworzył.

Zwracam uwagę, że rzeź ofiar i grabież ich ciał nie wydaje się zbyt heroiczna. Frug drapie się po brodzie i marszczy brwi.

– Wszyscy bohaterowie to robią – mówi, choć wydaje się nieprzekonany do własnych słów. – Skoro wszyscy bohaterowie to robią, to nie może być złe. Prawda?

Następnie znowu chrząka, chwyta swój ciężki topór i odchodzi w głąb lasu." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1000_RadiantCreeps_LocNonHeroName" "Stwór Świetlistych" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1001_DireCreeps_LocFieldNotes" "Przebywam w Głowie Dzika, małej tawernie w Hauptsztadzie, kiedy wkracza do niej barbarzyńca Frug. Pod jego ręką znajduje się głowa nosząca coś, co wygląda jak maska wykonana z kości.

– Czy to pozwala mi TUTAJ wejść? – pyta z gniewem oberżystę. – Bo każdy cholerny bar dla bohaterów mówi, że to nie wystarcza.

Oberżysta ostrożnie mówi Frugowi, że może usiąść, gdzie tylko chce. Po tym, jak barbarzyńca kupuje piwo i siada ociężale przy małym stole, postanawiam zaryzykować kolejne spotkanie.

– Och, to ty – mówi. – Ta, pomyślałem o tym, co mówiłaś i zdecydowałem, by nie iść rozglądać się za okazją na pozabijanie więcej tych drewniaków. A przynajmniej do czasu, aż oni zaczną robić problem.

– Teraz moim celem są ci goście.

Z dumą szczerzy zęby i wskazuje na zamaskowaną czaszkę, którą przyniósł do baru. Zarówno maska, jak i rana, którą zadał Frug, by odrąbać głowę właścicielowi, są makabrycznym widokiem.

– No i monetę też mają – Frug się uśmiecha.

Zwracam uwagę, że zabijanie innych stworzeń i grabież ich zwłok nie jest ogromną poprawą jego wcześniejszego zachowania.

– Noż niektórym to nie dogodzisz! – krzyczy barbarzyńca. – Daj mi się napić w spokoju!

Co też czynię. Nie ma pewności, co Frug zrobiłby za monety w mojej sakiewce." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1001_DireCreeps_LocNonHeroName" "Stwór Mrocznych" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1002_Courier_LocFieldNotes" "Daz Cardle przerzuca gnój pozostawiony przez jednego z setek niewielkich i krzepkich jucznych osiołków pasących się na zielonej trawie na jednym z wielu zadbanych pól należących do Hodowli Kurierów Cardle'a. Dostrzega, że się zbliżam, opiera się o szuflę i ociera pot z czoła.

– Zachodzisz tu, bo szukasz kuriera? – pyta. – Moi klienci są zwykle wiele większych gabarytów od ciebie.

Mówię mu, że chcę tylko podpytać o jego interes, na co on przystaje z ochotą. Ale pod warunkiem, że złapię za drugą szuflę i pomogę mu w pracy.

– Popyt na moich kurierów nigdy nie ustaje – rzecze, promieniejąc dumą i nabierając kolejną szuflę. – Na moje szczęście nawet sobie nie wyobrażasz, jak się mnożą.

Mówi mi, że niektórzy klienci wracają kilkukrotnie tego samego dnia. Uważa, że sukces zawdzięcza dwóm regułom, których nigdy nie łamie: robi wszystko, żeby jego juczny inwentarz był silny i zdrowy oraz nigdy nie pyta, do czego kupiec go użyje.

Głaska kuriera i daje mu do zjedzenia smakołyk z kieszeni. Niewątpliwie troszczy się o swoje zwierzęta. Nie wspominam nic o tym, co może im się stać po sprzedaży." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1002_Courier_LocNonHeroName" "Kurier" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1003_Tormentor_LocFieldNotes" "– Dziwne, prawda? – powiedziała Gren, mrużąc oczy w blasku słońca na gigantyczne pudło przykute łańcuchem, ale jakimś cudem unoszące się tuż nad pobliskim wzgórzem. – To się po prostu pojawiło pewnego dnia. Nie mam pojęcia, kto to tam postawił ani dlaczego.

Pudło rzeczywiście było dziwne. Unosiło się wysoko w powietrzu, świecąc, otoczone mglistym kręgiem. Rolnicy w wiosce Gren byli zdumieni, gdy się pojawiło. A następnie przestraszeni. A strach sprawia, że ludzie robią głupie rzeczy.

– Mój mąż Shev, niech spoczywa w pokoju, zebrał zgraję rolników, żeby je zniszczyć – powiedziała. – Shev nigdy nie był nic wart, ale miałam nadzieję, że któryś z nich da radę.

Nie dali. Widły, kamienie, topory – nic, czym w nie rzucali, nie wydawało się go uszkadzać. Co gorsza, ich ataki w jakiś sposób odbijały się, zabijając samych rolników. Teraz Gren sama zajmuje się swoimi uprawami. A co z pudłem?

– Nikomu nie szkodzi – powiedziała. – No, może poza tymi idiotami, którzy próbowali je uszkodzić. Poza tym, pozbyłam się Sheva, więc nie jest tak źle." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1003_Tormentor_LocNonHeroName" "Dręczyciel" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1004_Roshan_LocFieldNotes" "– Roshan? Och, zabicie go jest całkowicie możliwe – chwalił się posiwiały wojownik Barrios. Używał jedynej pozostałej ręki, by obrócić rożen, na którym piekł zająca. – Ale powiem ci, że nie jest takie łatwe.

Barrios był kiedyś członkiem Szkarłatnej Piątki, osławionej grupy najemników, którą wynajęła rada miejska Krimwohl do zabicia tego pradawnego stworzenia. Śmiercionośna siła zaatakowała szybko, ale Roshan odpowiedział mocniej. Tylko dwóm ze Szkarłatnej Piątki udało się uciec z jamy potwora, jeden ranny nie do odratowania. Roshan przeżył.

Kiedy poobijany, zmyślniejszy Barrios wrócił do Krimwohl, zebrał tym razem znacznie większą grupę wojowników, magów i bohaterów. Obietnica chwały, skarby Roshana i hojna nagroda z kufrów Krimwohl dodały im otuchy. Mimo to potrzebowali każdego zaklęcia i ostrza, by w końcu pokonać bestię. Dzierżące miecz ramię Barriosa było najmniejszą z ich strat.

– Ale okazuje się, że nie bez powodu nazywa się Roshana przeklętym nieśmiertelnym – westchnął wojownik. – Zanim wróciliśmy do Krimwohl, pojawił się ponownie, jakbyśmy nigdy nie zadrapali nawet łuski na jego ciele.

– Nigdy nie dostałem nagrody – mruknął, rozniecając ogień." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1004_Roshan_LocNonHeroName" "Roshan" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_100_Tusk_LocFieldNotes" "– Nie byłabyś dla mnie żadnym wyzwaniem – zarechotał Kieł, gdy po raz pierwszy poklepałam go po ramieniu. – Nie będę z tobą walczył, mały elfie. To żaden sport.

Być może naiwnie, przerwałam mu picie, gdy siedział w hałaśliwej piwiarni w mroźnym mieście Kobalt. Jego oczy błądziły to w jedną, to w drugą stronę, zaciskał i rozluźniał pięść w rękawicy. Druga ręka nie błądziła za daleko od ogromnego kufla przed nim.

Kiedy wyjaśniłam, że nie szukam walki, że mam nadzieję opisać jego wyczyny, wybuchnął śmiechem.

– Po co się wysilać? Wszyscy już znają wyczyny Kła – powiedział, uderzając pięścią w stół, prosząc o kolejne piwo. – Najlepszy wojownik w Krainie Mrozu. Najlepszy wojownik na świecie.

To usłyszał obecny niedaleko troll, który parsknął śmiechem i stanął przed Kłem. To był zły pomysł. Szybciej, niż można by się spodziewać, ten bestialski awanturnik wstał. Jeszcze szybciej uderzył przeciwnika z taką siłą, że usłyszałam siedem wyraźnych trzasków, których, jak sądzę, nie powinna wydawać pojedyncza czaszka trolla. Niedawno hałaśliwy tłum teraz milczał. Kieł rozejrzał się za kolejnym ochotnikiem. Jakimkolwiek innym ochotnikiem. Nie byłam w stanie stwierdzić, czy wyglądał na wyczekującego, czy zdesperowanego. Tak czy inaczej, nikt się nie postawił.

– Tu nie ma żadnej dobrej walki – mruknął rozczarowany Kieł. Po czym zwinął się w białą kulkę i wytoczył na mróz." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_100_Tusk_LocHeroName" "Kieł" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_101_SkywrathMage_LocFieldNotes" "Gdybym miała wybrać jedno słowo do opisania maga znanego jako Dragonus, byłoby to „imponujący” – choć „pozbawiony humoru” byłoby całkiem dobrym drugim wyborem.

Strzegł Siedliska Cierni w Upiornym Gnieździe, gdy poprosiłam go o chwilę czasu. Odmówił odpowiedzi, a pomocny przechodzień zasugerował, żebym wróciła na zmianę warty siedem godzin później. Kiedy w końcu wróciłam, zastąpił go krzepki uziemiony ptak o imieniu Grackle.

– Uziemieni są równie kompetentni i szanowani, jak wysoko urodzeni – prycha, choć mówi to tak, jakby jego usta nie przyzwyczaiły się jeszcze do tego kłamstwa.

Dragonus, Mag Niebogniewnych, maszeruje nadgorliwie, mówiąc. Wygląda na to, że nigdy nie uważa się za wolnego od służby. Przynajmniej tak spędza wolny czas, mówiąc wyłącznie o służbie.

– Ochrona królowej to najwyższe powołanie, do jakiego można aspirować – mówi mi.

– Prawdziwej królowej – wyjaśnia. – Upiornym Gniazdem rządzi teraz jego prawowita władczyni – jego głos rozbrzmiewa w majestatycznych komnatach Upiornego Gniazda. I tym razem mu wierzę. Po raz pierwszy dostrzegam błysk w jego oku i malutki cień dumnego uśmiechu." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_101_SkywrathMage_LocHeroName" "Mag Niebogniewnych" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_102_Abaddon_LocFieldNotes" "Nie było dane mi zbliżyć się do chrzcielnicy rodu Avernus. Niewielu się to udaje. Nie jest to fontanna na dziedzińcu, lecz biegnąca pod twierdzą szczelina, z której sączy się mgła czarna i gęsta niczym wydzielina mątwy.

Nawdychaj się jej, mawiają, a dziwaczne moce i wizje zostaną ci dane. Wieść niesie też, że tajemniczy Lord Abaddon tyle się jej nawdychał, że więcej ma z mgły niźli z człowieka. Dlatego też, żeby poznać tajemnicę, trzeba poznać mgłę. Sęk w tym, że strzegący jej kapłani muszą cię do niej wpuścić, a tego nie robią.

Uciekłem się zatem do drugiej najlepszej opcji – pomówiłem z tymi, którym dane było tam wejść.

Do jakiejś pani sprzątającej doleciał zaledwie powiew tej mgły i od tamtej pory nie śpi. Śni tylko w kółko o swojej śmierci. Rycerz, któremu przyszło raz jej „posmakować” wali teraz pięściami w bramę do krwi, błagając o więcej.

Jakie to uczucie? W swoich opowieściach opisali ją jako zimną i… obdarzoną świadomością. Jakby ktoś obcy przetrząsał ci mózg i co jakiś czas pozostawiał w nim coś błyszczącego.

A Abaddon? To, co on z tego ma, to już sprawa między nim a mgłą. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_102_Abaddon_LocHeroName" "Abaddon" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_103_ElderTitan_LocFieldNotes" "Wysoko na zębiastym, spalonym słońcem płaskowzgórzu na Pustkowiach Chaosu zatoczyłem się pod występ skalny w poszukiwaniu cienia. Ku mojemu zaskoczeniu, kryło się tam już wiele malowideł naściennych. Barwnik, którym zostały namalowane, był równie popękany i pradawny co roztaczający się tam krajobraz.

Na pierwszy rzut oka murale wyglądały na mit o stworzeniu. Najstarsze namalowane obrazy przedstawiały tytaniczne sylwetki formujące góry i wylewające oceany, tak jakby sam wszechświat był gliną.

A potem największa z postaci roztrzaskuje świat na kawałki (z pozoru przypadkiem). Raz po raz późniejsze malunki nakreślone przez rozmaite ręce ukazują ją z trudem łatającą te kawałki fragmentami wziętymi czort wie skąd. Tymczasem maleńkie sylwetki krzątają się wokół krawędzi, zapewne są to sami artyści. Przejechałem po jednym z malowideł palcem. Płaskowzgórze się zatrzęsło. Zapewne zbiegiem okoliczności.

I wtedy zaświtała mi w głowie myśl: nie był to mit o stworzeniu, lecz ostrzeżenie. Kimkolwiek byli ci artyści lub jakikolwiek spotkał ich los, ich przesłanie pozostało całkowicie nienaruszone przez tysiąclecia: UWAGA! TEREN BUDOWY. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_103_ElderTitan_LocHeroName" "Prastary Tytan" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_104_LegionCommander_LocFieldNotes" "Pełen majestatu imperialny pałac w Kamieniogrodzie góruje nad resztą miasta, roztaczając widok na starannie wykonane z kamienia konstrukcje zakrywające odcinki, które lata temu zostały zrównane z ziemią przez Hordę z Otchłani. Do tego nowość: masywne żelazne ogrodzenie otaczające konstrukcję.

Cesarz Galaniusz jest zajęty (w języku cesarzy oznacza to, że jest zbyt ważny na rozmawianie ze skrybami), ale pałacowy ochmistrz, nadgorliwy mężczyzna o imieniu Lorath, oferuje mi kapkę swojego czasu.

– Po latach miasto wciąż jest w odbudowie – ciągnie jednostajnym głosem – ale jakby nie Tresdin, to nie byłoby ani co odbudowywać, ani komu.

Jako dowódczyni osławionego i formowanego na miejscu Brązowego Legionu, Tresdin odegrała kluczową rolę w odparciu oblegających je demonów. Gdy Legion osłabł, wyzwała dowódcę z Otchłani na pojedynek. I mimo że z pozoru szanse na to wydawały się znikome, pokonała go.

– Po przezwyciężeniu swojego dowódcy horda została zesłana z powrotem do Otchłani – mówi Lorath.

Dodał też, że był świadkiem, jak walczyła z bezwzględnymi wrogami jeden na jednego i odpierała całe patrole najeźdźców. Dodał ze swojego położonego wysoko na wieży punktu obserwacyjnego, rzecz jasna.

– Poszła szukać zemsty na tych, którzy zniszczyli nasze miasto, ale gdyby Kamieniogród kiedykolwiek potrzebował obrończyni, to mamy Tresdin." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_104_LegionCommander_LocHeroName" "Dowódczyni Legionu" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_105_Techies_LocFieldNotes" "Stłumione eksplozje niosące się w oddali stawały się coraz głośniejsze, gdy z mozołem przedzierałam się przez Krainy Żalu. Osmalone ślady i kratery rozrzucone po piaszczystym terenie także wytyczały mi drogę. Jak się okazało, najęcie przewodnika do znalezienia Bystrych znanych jako Technicy, nie było konieczne. Ale to dobrze, bo ten, którego wzięłam, nadepnął na minę i wyleciał w powietrze jakieś półtora kilometra temu.

W końcu udało mi się na nich natknąć, gdy majstrowali przy kablach przyczepionych do dużej skrzyni z drewna, z której bokami wysypywał się proch.

– Hej, chcesz zobaczyć, jak coś robi bum? – pisnął największy osobnik z ich grupy.

– Jak nie, to lepiej nie patrz w tę stronę – burknął chuderlak z papierosem w zębach.

Wyjaśniłam, że z radością popatrzę na eksplozję, lecz pod warunkiem, że odpowiedzą mi najpierw na kilka pytań.

– To zwykle odpowiada na wszystkie pytania – rzekł chuderlak, rzucając zardzewiałą kulę z metalu przez wydmę. Eksplozja wywołała u grupy napad śmiechu.

Nie dając za wygraną, spytałam, co skłoniło ich do przystąpienia do walki o Starożytnych.

– A czo to Starożytny? – dobiega z beczki na plecach tego dużego." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_105_Techies_LocHeroName" "Technicy" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_106_EmberSpirit_LocFieldNotes" "– Żaden z ciebie wojownik – rzecze płonący wojownik Xin, a głos jego głęboki i spokojny.

Z wahaniem wyjaśniłam, że owszem, nie jestem. Tak naprawdę to spędziłam całe dnie na wędrówce przez Lamentujące Góry w poszukiwaniu Fortecy Płomieni, nie by nauczyć się walczyć, ale by dowiedzieć się więcej o nim. Na szczęście Duch Żaru Xin nie poczuł się urażony.

– Wiedza jest również istotna – powiedział, prosząc mnie o usiądnięcie z nim. – By wyżywić nasze umysły.

Zachowałam pewien dystans. Nie miał złych zamiarów, ale wciąż emanowało z niego niekomfortowe gorąco.

Xin opowiedział, jak jeszcze za czasów swojej ludzkiej postaci pogłębiał wiedzę nie tylko jako wojownik, ale i jako poeta. Poprzez mądrość i siłę opanował do perfekcji tajemną sztukę walki znaną jako Więzi Strażniczego Ognia. Następnie zamierzał uczyć jej innych. Nie minęło wiele czasu, nim słowo trafiło do niewłaściwych uszu.

– Sprostać nie miałem szans. Zbyt wielu mnie tropiło – wyjaśnił.

Zabili Xina, ale owoc jego żywota zainspirował Istotę Płomienną, która przywróciła go do życia jako Duch Żaru. Xin postawił sobie za cel wyjaśniać innym mądrość ognia. Same jego słowa były niczym gorejący płomień: okiełznać je niemożliwość, zignorować je nierozsądność." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_106_EmberSpirit_LocHeroName" "Duch Żaru" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_107_EarthSpirit_LocFieldNotes" "Na pokrytym zielenią położonym na wyżynie urwisku z widokiem na spadzistą kopalnię korundu ze skrzyżowanymi nogami siedzi Kaolin. Gdy drapie małego łuskowatego wierzchowca pod brodą, jego łagodność zdaje się stać w sprzeczności z jego gabarytami. A jednak w jakiś sposób jest to dokładnie to, czego byście się spodziewali.

Podczas naszej rozmowy używa niewidzialnej mocy do prowadzenia zygzakiem kamienia, żeby archtyrexątko mogło za nim biegać. Jest to niezaprzeczalnie urocze.

Niegdyś był wielkim generałem, którego wyczyny zostały upamiętnione w kamieniu. Jednak jadeit przechodzący przez ziemię również nosił w sobie jej ducha. Duch ten został tchnięty w statuę Kaolina. Znany teraz jako Duch Ziemi, jest on obdarzony zdolnością postrzegania wykraczającą poza jego kamienną postać.

– Moja wiedza płynie z praprzyczyn, które uformowały ten ląd po same kości rowów mórz – rzecze do mnie.

Jego nowy cel: obrona bezbronnych. Zagłada temu, co żyje tylko po to, by niszczyć.

Gdy wstaję, by się przeciągnąć, mój skrawek urwiska nagle się obrywa. Spadam, wrzeszcząc więcej niż odrobinę i modląc się do każdego bóstwa, które przychodzi mi do głowy. Ale nagle mój upadek powoli się odwraca, aż z powrotem jestem twarzą w twarz z Kaolinem.

– Wszyscy wzięliśmy się z ziemi, ale nie powrócisz do niej dzisiaj – zwraca się do mnie z uśmiechem.

Gorąco mu dziękuję, i mając na dziś dość klifów, daję mu medytować. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_107_EarthSpirit_LocHeroName" "Duch Ziemi" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_108_Underlord_LocFieldNotes" "Mimo trwającej latami odbudowy nadal są w Kamieniogrodzie całe dzielnice pozostawione w ruinie przez Hordę z Otchłani. Nie zaskoczyło mnie, gdy dowiedziałem się, że są to biedniejsze dzielnice, pobawione majętnych kupców czy ambitnych arystokratów poszukujących chwały w roli wybawców. Od dawna jednak wierzyłem, że zgorzkniali ludzie mają najlepszą pamięć, zatem do tych właśnie dzielnic się udałem.

Mieszkańcy nader chętnie garnęli się do rozmowy, w tym okaleczeni żołnierze, którzy mieli wystarczająco szczęścia, by przeżyć tamtą bitwę. Z wielką pogardą wypowiadali się oni o arogancji Brązowego Legionu oraz o jego niedorzecznej decyzji nakazania obywatelom pozostanie w domach. Legion zrozumiał swój błąd, gdy Vrogros, Władca Podziemi, większy od każdego opancerzonego powozu, przedarł się przez mury miasta, jakby były z papieru.

Mówili, że Władca Otchłani jednakowo odtrącał miecze, strzały i katapulty. Jedna osoba powiedziała mi, że gdy w niego trafiały, to odgłos był jakby stal zgrzytała o kamień.

A potem Vrogros otworzył portal. I co do jednego obecnego, żaden z żołnierzy nie ważył się kontynuować opowieści. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_108_Underlord_LocHeroName" "Władca Podziemi" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_109_Terrorblade_LocFieldNotes" "Uwięziony za pomocą znaków i świec fioletowy diabełek unosi się nad wypożyczonym mi na godzinę przez pazernego czarodzieja pentagramem. Rzuciwszy zaklęcie przywołujące, czarodziej oddalił się, by obsłużyć kolejnego klienta.

Moja znajomość ozkawoszkiego do perfekcyjnych nie należy, ale bluzgi mają to do siebie, że wybijają się w każdym języku. Wreszcie diabełek mówi mi, dlaczego mieszkańcy piekieł tak straszliwie boją się Terrorblade'a.

Nawet Panowie Diabelni, których okradł, nie ważyliby się stawić mu czoła w pojedynkę. Zawiązali więc piekielny układ, by wspólnie go dorwać i posłali za nim połączone siły swoich Gniewnych Strażników, lecz żaden z nich nie powrócił.

Wzbierając mocą po wypiciu ich diabelskich sił witalnych, Terrorblade był nie do pokonania. Dało się go tylko posłać przez portal do Plugawyżu – więzienia znanego jako piekło piekieł. Ale nawet to nie było w stanie na długo go powstrzymać.

Diabełek miał już mi pokazać lustrzany odłamek, który wykradł z ruin Plugawyżu po zniszczeniu go przez Terrorblade'a, ale ja wtedy kicham i zdmuchuję świeczki, co powoduje jego wypędzenie (oby – możliwe, że go uwolniłem). I całe szczęście. Naciskał mnie, żebym podpisał ileś tam rzeczy, których nie pofatygowałem się przeczytać i jeszcze trochę, a bym mu je podpisał. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_109_Terrorblade_LocHeroName" "Terrorblade" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_10_Morphling_LocFieldNotes" "– Burmistrzyni panią teraz przyjmie – chrypkim głosem mówi asystent, wskazując w kierunku dębowych drzwi po północnej stronie salonu, gdzie czekałam.

To w Podróżaniu, czyli w tej małej wiosce, po raz ostatni widziano tajemniczą istotę znaną jedynie jako Przemiennik. Wioska ta była słabo zaludniona – ani razu nie widziałam więcej niż jedną osobę na raz.

Przechodzę przez drzwi do pokoju, po którym roztacza się zapach lawendy, podczas gdy burmistrzyni wchodzi do swojej sali przez inne drzwi położone na wschód. Ściskamy sobie dłonie. Jej jest spocona.

– Niech pani nie zadaje zbyt wielu pytań o Przemienniku – ostrzega mnie zaskakująco niskim głosem.

Stworzenie to pokazało się tu już trochę dni temu i natychmiast zostało zaatakowane przez zatrwożonych mieszkańców wioski. Broniło się, ale uważało, żeby nikogo nie skrzywdzić – mówi burmistrzyni. – W końcu zorientowali się, że nie chciało zrobić nikomu krzywdy i zaprzestali walki.

– Było, minęło – mówi burmistrzyni. – A teraz muszę zająć się innymi sprawami.

Udaje się z powrotem w kierunku drzwi, przez które weszła. Otwiera je, a za nimi moim oczom ukazują się trupy. Dziesiątki trupów, nabrzmiali topielcy. Twarz burmistrzyni połyskuje i, ku mojemu przerażeniu, przekształca się w moją." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_10_Morphling_LocHeroName" "Przemiennik" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_110_Phoenix_LocFieldNotes" "Byłem już w trzech miastach, do których ponoć zawitał Feniks, ale póki co nic nie powstawało z żadnych popiołów, z którymi udało mi się porozmawiać. Mimo to, nawet jeśli nie widziałem żadnego Feniksa, to podążając jego śladami, natykałem się na sporo popiołu. Całe miasta w popiele, od drewnianych bel do rozsypującego się granitu. Za to w kwestii tego, gdzie podziali się wszyscy ludzie… cóż, obok wszystkich większych stert popiołu rozmiarów budynku było mrowie mniejszych jego kup na ulicy, więc pewna myśl nasuwała się sama. Wyglądało na to, że nici z wywiadów. Musiałem podejść do sprawy w naukowy sposób.

No i jestem 19 pięter pod ziemią w Fioletowych Archiwach, kiedy udaje mi się odnaleźć akta, o których napomknęła mi ekipa szabrowników. Dokumenty spięte w oprawie z wytłoczonym na niej Feniksem. Są wewnątrz pudła o grubych ściankach, którego nie sposób podnieść, wykonanego z kamienia podobnego do zadymionego diamentu i pokrytego wypalonymi śladami wszędzie po bokach.

Akta zaczynają się od hipotez o minimalnym bezpiecznym dystansie i jakież to egzotyczne minerały z jakichże to krain mogą utrzymać w ryzach płonącego ptaka. Większość z tych akt jest niezrozumiała – symbole i liczby nabazgrane przy określeniach typu „tempo spalania” albo „współczynnik żarzenia się” na przypalonych stronach.

Pudło znaleziono, cudem nienaruszone, pośrodku zeszklonego krateru na polu stężałej, stopionej skały. Sądzę, że badacze mogli źle ocenić minimalny bezpieczny dystans. Dobra robota z samym pudłem, tak czy siak. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_110_Phoenix_LocHeroName" "Feniks" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_111_Oracle_LocFieldNotes" "Często mówi się, że szczęście sprzyja odważnym. Ale jak uświadomili sobie doradcy Cymurri, stojąc w obliczu ostatecznego zniszczenia, szczęście w rzeczywistości sprzyja temu, kogo wybierze.

Wyrocznia imieniem Nerif była ostatnim przedstawicielem długiej linii wyroczni służących Rzeźbionemu Królowi, ale zamiast przewidywać przyszłość jak inni, zdawał się mieć sposób na jej kształtowanie. Zdeterminowany, by podbijać nowe ziemie, Rzeźbiony Król uważał Nerifa za tajną broń. Z kimś, kto pod jego rozkazem potrafił nagiąć wolę rzeczywistości, nigdy nie przegrałby kolejnej bitwy.

Aż pewnego dnia Nerif odmówił przewidzenia zwycięstwa.

– Po prostu powiedziałem Królowi, że różnie to się może potoczyć – rozbrzmiewał mi w głowie jego głos.

I tak się stało. Żołnierze ginęli i przeżywali jednocześnie. Bitwa została wygrana i przegrana w tym samym czasie. Rzeczywistość podzieliła się na dwie części, podobnie jak umysły walczących. A potem pozdzieliły się znowu. I znowu.

Czy Nerif ukształtował tę przyszłość, tworząc nieskończone, sprzeczne rzeczywistości, by zniszczyć Rzeźbionego Króla i się uwolnić? Wygląda na to, że on sam tego nie wie.

– Nie widzę przeszłości. Tylko przyszłość – powiedział.

Co do tego, co widzi w mojej przyszłości… biorąc pod uwagę los jego poprzedniego pana, wolałbym nie wiedzieć. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_111_Oracle_LocHeroName" "Wyrocznia" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_112_WinterWyvern_LocFieldNotes" "– Nie sposób wybrać tylko jeden – kłamię.

Auroth zapytała mnie, czy czytałam jej twórczość, a kiedy skłamałam i powiedziałam, że tak, zapytała, który z jej wierszy jest moim ulubionym.

Musiałam skłamać. Nie przedarłam się przez jałową tundrę Lodowej Ruiny tylko po to, żeby obrazić Zimową Wiwernę i pozwolić jej zamrozić mnie na śmierć (i tak zamarzłabym na śmierć bez jej pomocy, gdybym wkrótce nie znalazła ognia).

Nie mogę jej też powiedzieć, że unikałam jej poezji, bo recenzje były miażdżące. Niestety, umiejętności Auroth są na polu bitwy, choć sama wolałaby wierzyć inaczej.

– Powinnyśmy stworzyć coś wspólnie – syczy z nadzieją. – Tak rzadko można tu spotkać równie twórczą osobę ze swoim stylem.

Choć jej nastawienie jest ciepłe, jej oddech zmraża mnie do szpiku kości. Kiwam energicznie głową, żeby odróżnić to od mojego drżenia.

Uśmiecha się szeroko, a jej skórzaste skrzydła skrzypią, gdy rozpościera je na całą szerokość swojej obszernej biblioteki. Puszcza do mnie oko.

– Doskonale – mówi i wylatuje przez ogromne okno. – Może dam nam coś imponującego do opisania?" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_112_WinterWyvern_LocHeroName" "Zimowa Wiwerna" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_113_ArcWarden_LocFieldNotes" "– Rodzeństwo jaźni nie wie, jaką powoduje rozpacz – rzekła stojąca koło mnie bezwieczna istota.

Zet, Łukowy Strażnik i ja stoimy pod porąbanymi i osmalonymi kamiennymi filarami. Znajdujący się między nimi zbiornik, okolony krwią i wnętrznościami jarzył się nikłym światłem.

Zet przez chwilę lustruje szkody. Przenikliwe poczucie rozczarowania przebija coś, co zdawało się niewyczerpanych rozmiarów beznamiętnością.

Wyjaśnia, że niegdyś był częścią większej całości nazywanej przez siebie „jednością”. Gdy został stworzony wszechświat, ta większa całość została jakimś sposobem roztrzaskana, a dwa jej fragmenty (czyli „rodzeństwo” Zeta, Mroczny i Świetlisty) rywalizowały, by zdobyć władzę nad kosmosem i podporządkować wszystko, co tylko istnieje, zaspokajaniu ich potrzeb.

– Nie może być na to zgody – ostrzega strażnik. – Jaźni już kiedyś udało się schwytać swoje rodzeństwo. Jaźń dokona tego znowu.

Tylko poprzez schwytanie wojujących ze sobą stron, rzecze, porządek może powrócić do kosmosu. A jeśli mu się nie uda?

– Nie może królować nieporządek – mówi. – Żadne z rodzeństwa nie może królować. Każde z nich musi być zjednoczone z resztą. Albo każde z nich musi zostać zniszczone.

Modliłabym się do bogów o to, żeby Zetowi udało się naprawić jedność. Tylko że z takim właśnie bogiem akurat rozmawiałam i wydawało się, że już się tym zajmuje." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_113_ArcWarden_LocHeroName" "Łukowy Strażnik" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_114_MonkeyKing_LocFieldNotes" "Choć bogowie mają nieograniczoną moc, nie zostali obdarzeni bezgraniczną cierpliwością. Nie żeby Sun Wukong się tym przejmował. Dla Małpiego Króla sianie chaosu było nagrodą samą w sobie – nagrodą, za którą przyszło mu spłacić dług.

Chciałam zapytać go o jego pokutę, pół tysiąclecia pod ciężarem góry po tym, jak zbytnio rozgniewał bogów, ale Sun Wukong był jeszcze sprytniejszy, niż sugerowały historie.

Mignął mi przed oczami usadowiony wśród pokrytych liśćmi gałęziami na czubku wysokiego drzewa. Potem dostrzegłam go hasającego przez leśną polanę, zanim całkowicie zniknął w maleńkiej gęstwinie drzew, której, słowo daję, jeszcze przed chwilą w tym miejscu nie było. Czy to wszystko było iluzją? Złudzeniem?

I cały czas, bez przerwy, armia przeklętych małp, pohukuje, rechocze, rzuca się na moje notatki i kradnie wszystkie moje przeklęte ołówki, a potem odskakuje. Przynajmniej powstrzymały się od rzucania odchodami. Z wyjątkiem tej jednej, ale myślę, że zrobiła to tylko dlatego, że wiedziała, że mnie to drażni.

To było szczerze wyczerpujące i po zaledwie kilku dniach w terenie musiałam przyznać: byłam wykończona. Skoro Małpi Król drażnił nawet bóstwa, to jakie szanse miałam ja?" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_114_MonkeyKing_LocHeroName" "Małpi Król" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_119_DarkWillow_LocFieldNotes" "Tor wyścigowy w Białej Iglicy jest w połowie wypełniony pijanymi niecnikami wszelkiej maści, którzy wiwatują lub przeklinają, gdy kurierzy ścigają się po torze.

W jednym z pierwszych rzędów znajduję Mireskę Sunbreeze, Mroczną Wiklę, która chłodno obserwuje wydarzenie z zakładem w dłoni. Zauważa, że na nią patrzę i podfruwa.

– Niebezpieczne miejsce dla kogoś takiego jak ty – mówi melodyjnym, ale ostrym głosem. – Lepiej uważaj, żeby nie dać się kolnąć.

Wyjąkuję, że to właśnie jej szukałam. W tym samym momencie podlatuje do niej mały ognik i wręcza jej monetę, którą przyjmuje z mrugnięciem oka.

– Właściwie niewiele mam do powiedzenia – mówi Mireska. – Moi rodzice byli tępymi ponurakami, nie ma co tu wiele mówić, więc poszłam swoją drogą.

Ognik daje jej kolejną monetę.

– Rzecz w tym świecie jest taka, że trzeba radzić sobie samemu – mówi, znowu mrugając.

Teraz ognik przynosi jej pełną sakiewkę. Znajomą sakiewkę. Sięgam do paska i odkrywam, że brakuje mi mojej. Nim zdążyłam spojrzeć stronę, gdzie przed chwilą była Mireska, jej też już nie było." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_119_DarkWillow_LocHeroName" "Mroczna Wikla" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_11_ShadowFiend_LocFieldNotes" "Rycerze Bazaltowych Pól to dumny i szlachetny zakon. Jak się okazuje, mają też tragiczne braki personalne. Jestem zszokowana, jak niewielu ich jest, patrząc na to, że są znani z nieustannego czyszczenia Pól Rzezi z nieumarłych i demonów.

– Witaj! Bądź pozdrowiona! – mówi ich general polny, Endalor, przechadzając się po leżących odłogiem polach, by spotkać się ze mną na skraju ich obozowiska. – Wierzę, że podróż waćpanny była zdarzeń pozbawiona?

Po nadmiarze formalności pytam go o Czarta Cienia imieniem Nevermore. Jego arogancka postawa mięknie, nim wraca do siebie.

– To była bitwa, jakiej mam nadzieję nigdy więcej nie ujrzeć. Rzuciliśmy się na parszywego demona ze wszystkich stron. Niestety jego cienista postać odepchnęła napaść wszelkiego pokroju.

Endalor opowiadał, jak padał wojak za wojakiem, a Nevermore przejmował ich dusze jedna za drugą. Setka ludzi stanęła do walki z nim. Tuzin rycerzy kurczowo trzymających się tego małego obozowiska to wszyscy, którzy przetrwali.

– Ma przysięga wzbrania mnie od składania wymijającego świadectwa – mówi, spuszczając głowę. – Paskudztwo odparło nas. Pozostaje on jedynym wrogiem, jakiego jeszcze nie pokonaliśmy.

– Pozostaje on jedynym wrogiem, jakiego mamy nadzieję nigdy więcej nie spotkać." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_11_ShadowFiend_LocHeroName" "Czart Cienia" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_120_Pangolier_LocFieldNotes" "Miejscowi w urokliwym pubie w Białej Iglicy raczyli mnie opowieściami o wyczynach Donté Panlina, gdy nagle zjawił się nasz słynny awanturnik we własnej osobie.

– Powiedziano mi, że o mnie wypytujesz – mruknął, mrugając i uchylając kapelusza. – Nie powiedziano mi za to, jaka jesteś CZARUJĄCA. Donté Panlin, do usług.

Ukłonił się głęboko, wziął moją dłoń i pocałował ją, po czym wsunął się na krzesło naprzeciwko mnie. Nie byłoby przesadą powiedzieć, że pozostali przy stoliku byli bliscy omdlenia na ten widok .

– Chcesz może posłuchać o tym, jak powaliłem olbrzyma? – rzekł chełpliwym tonem Panlin. – A może o tym, jak powaliłem innego olbrzyma? Smoki? Demony? Despotów?

Odgrywał wielkie bitwy, opowiadając niezliczone skrupulatne historie o uratowanych monarchach, ocalonych wioskach, pokonanych potworach, a każda była była wymyślniejsza od poprzedniej. Słyszałam już kilka z tych historii, a wersje Dontégo lawirowały między „grubą przesadą” a „wierutnym kłamstwem”.

Łuskowiec ma swoje grono wielbicieli. Ale nikt nie podziwia Donté Panlina bardziej niż sam Donté Panlin." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_120_Pangolier_LocHeroName" "Łuskowiec" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_121_Grimstroke_LocFieldNotes" "W pozbawionej życia centralnej świątyni Ashkavoru leży kamień runiczny, poczerniały od zaschniętego atramentu i starych grzechów, rodzaj artefaktu, który cicho krzyczy: „Tu działy się złe rzeczy”.

Właściwie, tu odbywał się kiedyś święty rytuał: wtajemniczeni malowali go magicznym atramentem, by połączyć swoje dusze z ludźmi, stając się Wyniesionymi.

Do czasu, aż Kałamarnik dostrzegł szansę tam, gdzie inni widzieli tylko tradycję. Ulepszył atrament, pragnąc wzmocnić jego moc, a co za tym idzie, swoją własną. Każdy, kto mu się napatoczył, sam się o to prosił.

W taki właśnie sposób przepisuje historię. A teraz zedrzyjmy z niej warstwy samochwalczej interpretacji.

Pragnąc wznieść się wyżej, nasączył swoje atramenty zakazanym ichorem. Zły pomysł, bo zakazany był nie bez powodu. Ocalił własną skórę, zamieniając całe Ashkavor w potworne cienie, przekreślając jego całą cywilizację jednym pociągnięciem.

Takie są podstawowe fakty. Jestem pewien, że chciałby, żebym rozpływał się nad jego wspaniałymi projektami przemalowania świata na jego podobieństwo. Nie zrobię tego. Za sprawą Kałamarnika przelano już wystarczająco dużo atramentu. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_121_Grimstroke_LocHeroName" "Kałamarnik" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_123_Hoodwink_LocFieldNotes" "Każdy przewodnik w pobliżu Lasu Tomo'kan ostrzegał mnie tak samo: nie próbuj szukać Zwodzicielki. Więc tego nie robiłem. Zamiast tego pozwoliłem Zwodzicielce znaleźć mnie. Rozbiłem obóz i rozstawiłem sidła, które zdobyłem od Gruchota, żeby powstrzymać mniej sprytne drapieżniki i, teoretycznie, żeby oszukać Zwodzicielkę, żeby pomyślała, że ma do czynienia z głupcem. Zanim zdążyłem udać, że zasypiam, lecący żołądź oderwał nade mną korę dębu.

Była mniejsza, niż się spodziewałem, a jej kusza była prawie tak duża jak ona sama. A jednak trzymała ją z większą pewnością siebie niż jakikolwiek wyszkolony członek Brązowego Legionu.

– Nikt nie zastawia pułapek w MOIM lesie – zadrwiła.

Spokojnie przyznałem się do podstępu i poprosiłem o rozmowę. Chętnie rozmawiała, to dobrze. Opowiadała o jedzeniu, które wyjęła z mojej torby. Opowiadała o złocie, które ukradła z mojej sakiewki. I mówiła o tym, jak opuścić Las Tomo'kan, zanim zmieni zdanie. Oddała mi moje sidła, pocięte na kawałki. Szczerze mówiąc, było to więcej, niż się spodziewałem. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_123_Hoodwink_LocHeroName" "Zwodzicielka" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_126_VoidSpirit_LocFieldNotes" "– Twoja rzeczywistość jest ulotna – mówi Inai, Duch Pustki, który wyświadczył mi przysługę, udając się do mojego domu na rozmowę. To miły gest, choć dla niego bezwysiłkowy.

– To tylko jedna z nieskończonych rzeczywistości, składających i rozwijających się zarówno oddzielnie, jak i wzajemnie.

To najbardziej sensowne, co powiedział podczas naszej wielogodzinnej rozmowy, przynajmniej dla mnie. Kiedy proszę go o parafrazę lub wyjaśnienie, po prostu patrzy na mnie bez wyrazu.

Z tego, co udało mi się wywnioskować, to to, że Inai podróżuje między rzeczywistościami, starając się, by nie zboczyły ze swojej z góry określonej przeszłości. Ale nie chce mówić o sobie. Bardziej interesuje go istnienie jako całość. Jego słowa bez wątpienia wprawiłyby w zakłopotanie największych myślicieli (a ja do nich nie należę). – Mmhmm – mówię, bazgrząc w notesie.

Po wyjątkowo długim monologu pyta: „Zrozumiałaś wszystko?”

Kłamię i mówię, że tak. Jego stoicki wyraz twarzy zamienia się w sceptycyzm. „To powtórz”.

Staram się jak mogę z pamięci. – Yyy… mówiłeś, że istnienie to po prostu… iteracyjna rekurencja ontologicznych… ram, tak myślę… i one zapadają się pod własnymi… czy to było epistemiczne? Epistemicznymi iluzjami? Urojeniami?

Z prychnięciem otwiera pod sobą portal i znika w nim. Dokąd, nie potrafię nawet zgadnąć.

Epistemiczne sprzeczności. Tak to było." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_126_VoidSpirit_LocHeroName" "Duch Pustki" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_128_Snapfire_LocFieldNotes" "– Wytwarzanie cusiów, które wysadzają twoich wrogów w powietrze, ciężką rzeczą nie jest. Mortimer, siad – mówi Beatrix Spłonka.

Siedzimy w jej rozpadającej się szopie na środku palącej pustyni Nanarak, otoczonej w połowie dokończonymi ustrojstwami wykonanymi w połowie rozwalonymi narzędziami. Zwracam uwagę, że rozniesione od eksplozji szopy jej sąsiadów sugerowałyby, że produkcja uzbrojenia nie jest tak łatwa, jak ona twierdzi.

– Jest łatwa dla kogokolwiek mającego choć odrobinę oleju w głowie – poprawia się. – Siad, Mortimer. Jeszcze herbatki, kochanieńka?

Jej ogromny zwierz wreszcie przestaje lizać moją twarz na tyle, bym mogła odstąpić od jej oferty. Herbata jest zbyt pieprzna jak na mój gust. Wciąż lepsza niż ciasteczka, które są O WIELE za pieprzne jak na mój gust.

– Tutejsze ludziska, za wiele to oleju nie mają – Beatrix potrząsa głową. – Szczęśliwie dla nich, mają mnie i Mortimera. Mortimer, SIAD!

To powiedziawszy, bierze się za spawanie długiej metalowej rury do jakiegoś zardzewiałego kawałka złomu, który jakimś trafem wygląda na jeszcze starszy od niej.

– To, o czym oni wszyscy zapominają: proch wchodzi NA KONIEC – rzuca z dezaprobatą w tym samym momencie, jak eksplozja roznosi się po najbliższej okolicy." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_128_Snapfire_LocHeroName" "Spłonka" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_129_Mars_LocFieldNotes" "– Kiedyś byłem bezczelny – grzmi Mars, starożytny bóg wojny, ze szczytu swojego majestatycznego złotego tronu. – Byłem zarozumiały. Toczyłem wojnę tylko po to, by widzieć przerażone twarze śmiertelników, gdy przebijałem ich włócznią.

Jeśli jego wspaniała sala tronowa jest dziś oznaką skromniejszego Marsa, to musiał być nieznośnie arogancki. Na ścianach wiszą ogromne gobeliny, każdy z nich celebruje go jako zwycięzcę w bitwie na epicką skalę, mającej przyćmić bitwy na epicką skalę na wszystkich innych gobelinach. Dziesiątki posągów walczą o miejsce, każdy przedstawiający boga wojny w heroicznej pozie podczas walki, przez co w niektórych z ciasnych kątów wygląda, jakby bez końca walczył z innymi wersjami samego siebie.

Mars mówi o tym, jak nie pozwala już, by jego najbardziej prymitywne impulsy prowadziły go do bitwy. Nie pożąda już strachu i szacunku śmiertelników. Ale to nie powstrzyma go przed szerzeniem wojny.

– Wojna jest niezbędna – jego głos rozbrzmiewa w ogromnej komnacie. – Pokazuje, kto jest godny.

– Starzy bogowie – mówi – stali się obojętni i słabi. Z nowo odkrytą pokorą i odpowiedzialnością postanowił, że to on musi wziąć na siebie ciężar rządzenia żelazną ręką nad wszystkim, co widzi.

– Wcześniej myślałem, że powinienem być Królem Bogów, bo byłem zarozumiały i głupi – przyznaje. – Teraz widzę, że muszę nim być… bo jestem rozsądny." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_129_Mars_LocHeroName" "Mars" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_12_PhantomLancer_LocFieldNotes" "Azwraith obserwował łagodny nurt rzeki, ściskając włócznię tak mocno, jakby był w trakcie bitwy. Nie miał jednak ochoty rozmawiać o włóczniach, których użył w bitwie z magiem terroru Vornem.

Biorąc pod uwagę, że jako jedyny spośród swoich ludzi przetrwał jego brutalny atak, nie mogłem mieć do niego pretensji. Zbył moje pytanie prostym: „Nie interesują nas wojny innych. Dopóki oni nie przyniosą swoich wojen do nas”.

Po tych słowach ponownie skupił się na wodzie i licznych pływających w niej rybach. Powiedział mi, które są jadalne, a które trujące, które łatwo się łowią, a które będą się bronić. Nie przyszedłem na lekcję ichtiologii, ale zmiana tematu okazała się bezskuteczna.

Postanowiłem więc cieszyć się spokojem tego dnia. Prawie się zdrzemnąłem, kiedy zobaczyłem, jak Azwraith niezgrabnie drażni wodę swoją bronią, płosząc wszystkie ryby na przeciwległy brzeg. Zaczynałem myśleć, że może nie nadaje się do prostego życia rybaka… aż do momentu, gdy na przeciwległym brzegu pojawiła się jego kopia, przebijając jednym ruchem trzy z tych, które określił jako najbardziej jadalne. Jak się okazało, były przepysznie jadalne, i ucztowaliśmy tego wieczoru przy ognisku. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_12_PhantomLancer_LocHeroName" "Widmowy Lansjer" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_131_Ringmaster_LocFieldNotes" "Nazwanie kowala chłopem jak dąb nie byłoby uczciwe względem dębów, ale oto mamy olbrzyma trzęsącego się od spazmatycznego szlochu. Siedzimy w zagraconym warsztacie, gdzie wykonuje części zamienne do Sztukmistrza.

– Z początku odmówiłem prosto z mostu. A potem wytargał to przeklęte koło. Ani się obejrzałem, a podaję mu te cholerne zębatki i siedzimy z synem wpakowani w zatłoczony namiot na jego pokazie.

Trzęsącymi się rękami odbandażowuje lewą stopę, stłuczoną na miazgę przy numerze z udziałem publiczności pod tytułem „ Zakłuć czy zatłuc”. Ale to, co sprawiło, że naprawdę wybuchnął, to wzmianka o jego synu, którego Cogliostro zgłosił na ochotnika do sztuczki ze znikaniem. Powiedział, że wypuści go ze „skrzyni”, jeśli części mechanizmu od kowala będą działać.

I chyba zadziałały. Rozlega się pukanie do drzwi, a cieniutki głosik woła: – Tatusiu? – Kowal pędem kuśtyka do drzwi i otwiera je pchnięciem. To, co za nimi stoi przypomina bardziej mechanizm niż chłopca. Odsłonięte zębatki furkoczą, sprężyny podskakują, a maleńkie miechy falują w górę i w dół. Własnoręczne dzieło kowala użyte do zadawania mu jeszcze więcej cierpienia.

– Cogliostro kazał mi cię pilnować – trajkocze abominacja, a jej głowa przekrzywia się mechanicznie w bok.

Kowal łka. Łkam też i ja. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_131_Ringmaster_LocHeroName" "Sztukmistrz" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_135_Dawnbreaker_LocFieldNotes" "Zwykle, gdybym usłyszał „idź w stronę światła”, przewróciłbym oczami i poprosił o rozmowę z kimś, kto ma nieco mniej talentu do poezji dramatycznej, a nieco więcej konkretnych informacji. Ale w przypadku Valory, zwanej Jutrzenką, była ona najlepszą opcją, jaką mieli mieszkańcy wioski w pobliżu Lasu Srebrzystej Nocy.

Weszła do tego ciemnego lasu zaledwie kilka dni wcześniej, a świadkowie z odległości wielu kilometrów twierdzili, że widzieli jasne kule światła pojawiające się nad drzewami.

Na szczęście dla tej wyprawy, nie była to tylko kolejna przesada ze strony podekscytowanych mieszkańców wioski, którzy mieli nadzieję zobaczyć swoje imię w druku. Mrok Lasu Srebrzystej Nocy ułatwiał podążanie za jasnymi błyskami. Nie wspominając o stale narastającej kakofonii młota Valory miażdżącego drewno, kamień i wrogów.

Zanim oślepłem – na szczęście tylko na tydzień – zobaczyłem ją na krótko: żywą gwiazdę, rozbijającą nadciągającą ciemność samą siłą woli.

Zbyt dużo ciemności to nic dobrego, myślę, że wszyscy się zgodzimy, że trzeba ją częściowo wygnać. Ale wygnać całą ciemność? Przez cały czas tylko ta czysta, oślepiająca jasność? Uchwyciłem zaledwie sekundę jej utopii, a moje siatkówki by się z tym nie zgodziły. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_135_Dawnbreaker_LocHeroName" "Jutrzenka" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_136_Marci_LocFieldNotes" "Powiedziano mi, że Marci nie mówi. Sprawiło to tylko to, że jeszcze bardziej zapragnąłem ją poznać. Uwierz mi, rzadko się zdarza na tym świecie, by mieć taką reputację jak Marci bez towarzyszącej jej prostackiej przechwałki.

Na szczęście jej znajomi z chęcią mówili w jej imieniu w zamian za kilka monet. Spotkaliśmy się w Lesie Srebrzystej Nocy, dzieląc się swoimi wspomnieniami, podczas gdy Marci przechadzała się w pobliżu, czujnie obserwując drzewa, wypatrując powrotu księżniczki Mirany, której służyła za ochronę. Każdy z nich miał historię, którą twierdziili widzieć na własne oczy, a każda z nich była jeszcze bardziej fantastyczna od poprzedniej. Marci zabijała bandytów, armie, a od czasu do czasu nawet boga, gołymi pięściami, a przynajmniej tak mówili.

Biorąc pod uwagę niepozorny wygląd Marci, podejrzewałem, że to wszystko bzdura. To znaczy, dopóki Marci nie zagwizdała. Zanim odwróciłem głowę wbiegała do lasu. Jej znajomi zapewniali, że nie ma potrzeby za nią podążać, więc czekaliśmy. Wkrótce Marci wróciła cała we krwi, krocząc z nieskazitelną Księżniczką Miraną u swojego boku. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_136_Marci_LocHeroName" "Marci" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_137_PrimalBeast_LocFieldNotes" "Niektórzy sugerują, że Pierwotna Bestia jest tylko dzieckiem. Oglądając szczątki wokół byłej wioski rybackiej Andujar, z pewnością można rzec, że nosi ona ślady napadu złości ogromnego niemowlęcia. Zniszczenia jednak wskazują na złośliwość, której dziecko nie byłoby w stanie pojąć.

Całe budynki zrównane z ziemią, pomosty rozbite na drzazgi, całe łodzie roztrzaskane na kawałki na brzegu. Brak wyraźnego powodu za tym szaleństwem. Mieszkańcy wioski? Zniknęli. Mam tylko nadzieję, że uciekli, a nie zostali pożarci.

Tak czy inaczej, dodaj Andujar do rosnącej listy kolonii, które Pierwotna Bestia zmiotła z mapy. Była pewna przerwa, gdy stworzenie zostało zwabione w pułapkę i związane przez Gleipnir, mistyczny łańcuch zaprojektowany do trzymania boskich stworzeń. Ale nie można utrzymać tak potężnej, tak wściekłej bestii przez długi czas. Teraz stąpa po krainach bez uwięzi.

Gdy tak patrzę na te zniszczenia, nie mogę przestać myśleć: jeśli Pierwotna Bestia jest tylko dzieckiem, to niech bogowie mają nas w swojej opiece, jeśli kiedykolwiek odnajdą się jego rodzice." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_137_PrimalBeast_LocHeroName" "Pierwotna Bestia" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_138_Muerta_LocFieldNotes" "Właściciel tego podupadłego, wyblakłego od słońca zajazdu otarł pot z czoła. Nawet w cieniu pustego lokalu stojącego samotnie pośrodku pustych, pełnych pyłu równin, panował upał.

– Pochodziła ze starego miasta o nazwie Skirm, które kiedyś było o tam – powiedział. – Była jeszcze młodą dziewczyną.

– Bandyci bywali w tych okolicach dość często. Prawdziwi nikczemnicy. Okradli każde miasto w promieniu wielu kilometrów. Zastrzelili ją z zimną krwią. Zabili też jej krewnych.

Nalał nam po kieliszku dymiącego płynu, który mnie palił w gardle, ale jemu rozwiązywał język. Wmuszałam go w siebie, dopóki gadał.

– A potem… cóż, nikt nie wie, co potem – Rozejrzał się ukradkiem, zanim kontynuował. – Słyszałem, że pokonała samą Śmierć. Słyszałem, że szuka zemsty na tych, którzy ją skrzywdzili.

Ponownie otarł pot z czoła, ale tym razem nie z powodu upału. Mężczyzna był blady jak ściana.

– Ci bandyci to była bezwzględna, okrutna banda – wyszeptał ochryple. – Bogowie, żal mi ich." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_138_Muerta_LocHeroName" "Muerta" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_13_Puck_LocFieldNotes" "Ogromne, wielobarwne motyle trzepoczą skrzydełkami wśród migoczących liści Lasu Wróżkocienia w południowo-zachodnim Revtel. Jestem zapatrzona w ich lotny taniec, gdy Baśniowy Smok znany jako Puk pojawia się znikąd nad moim prawym ramieniem.

– Ciekawe stworzenie – mówi, a jego głos jest chwiejny i sztywny, jakby naśladował słowa, które ledwo rozumie. – Jakiego rodzaju istotą jesteś?

Zanim mogę odpowiedzieć, Puk krąży już wokół wyjątkowo dużej ćmy cynobrowej, chichocząc. Przyglądam się przez chwilę, po czym on znika z pola widzenia, a potem pojawia się ponownie nad moim lewym ramieniem.

– Pytałem, jakiego rodzaju istotą jesteś – powtarza Puk z nutą ostrości w głosie. Baśniowe Smoki podobno żyją dłużej niż całe światy. Najwyraźniej to im nie dodaje cierpliwości.

– Jestem leśnym elfem – jąkam się. On wyciąga jedną ze swoich czterech trójpalczastych dłoni i bada moją twarz. Jego palce są miękkie jak powietrze i pachną polnymi kwiatami i siarką.

– Nie czuję żebyś była z drewna – pada odpowiedź. Jego uśmiech nie daje mi żadnych wskazówek, czy żartuje, czy oskarża mnie o kłamstwo.

Puk ponownie znika migotem. Motyle się rozpraszają, a wraz z tym w lesie zapada grobowa cisza." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_13_Puck_LocHeroName" "Puk" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_145_Kez_LocFieldNotes" "W Krzywym Dziobie, wykwintnej karczmie położonej wysoko w chmurach w Gnieździe, panuje tłok. Dzieje się tak przy okazji każdego Dnia Wstąpienia, ale w tym roku jest inaczej.

Tam, gdzie zazwyczaj ramię przy ramieniu roiło się od wysoko urodzonych, dało się widzieć niższych ptakoludzi wmieszanych w tłum. Jeden z nich podsuwa trunek przed dziarsko wyglądającą niebieską postacią siedzącą naprzeciwko mnie i klepie ją w plecy.

– Nie wkręcałem się w to wszystko dla chwały, ale muszę przyznać, że to całkiem miły dodatek – mówi.

Kez, jak go nazywają, użył stali i podstępu, by pomóc obalić Imperię, królową-uzurpatorkę. Zadanie to nie należało do łatwych, ale zyskało mu (a co za tym idzie, jego uziemionym braciom) szacunek, którego tak długo im odmawiano. Do tamtej pory byli postrzegani przez wyniosłe Niebogniewie jako ludzie gorszej kategorii.

– Otrzymaliśmy pomoc – przyznaje. – I była nam potrzebna, naprawdę. Imperia nie zamierzała tak łatwo oddać korony. Kosztowało to wiele przelanej krwi.

Obecnie Kez przemierza krainy w poszukiwaniu zła do naprawienia, zazwyczaj powracając do Gniazda jedynie na największe święto w mieście. Uziemiony podaje mu kolejny kufel.

– Darmowe trunki też nie są złym dodatkiem – uśmiecha się szyderczo." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_145_Kez_LocHeroName" "Kez" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_14_Pudge_LocFieldNotes" "Dobromiła zachowywała się, jakby przydzielenie mi napisania materiału o Tłuściochu było jakimś błogosławieństwem, ale nie ze mną te numery. I co z tego, że czytelnicy uwielbiają opowieści o żądzy jatki Tłuściocha? To nie oni muszą zbliżać się do jego haków, a co gorsza, jego zapachu. Nie oni muszą brnąć przez błoto, wnętrzności i inne substancje, o których wolałbym nie myśleć.

Lecz obserwując go z bezpiecznej odległości poza Quoidge, doszedłem do wniosku, że Tłuścioch jest bardziej złożony, niżeli przypuszczałem. Wciąż jest odrażający, co do tego nie ma żadnych złudzeń. Ale jeżeli przymknie się oko na plugastwo, to zauważalne staje się, że w rzeźni Tłuściocha jest metoda.

Zje wszystko, ale woli osobników, którzy wciąż wrzeszczą, podtrzymując ich przy życiu jak najdłużej, gdy kawałek po kawałku odcina fragmenty ciał, nabijając strzępy tkanek z twarzy na swój hak.

Przekonanie się o tym, czy tę część wykonywał, by zachować pożywienie na później, czy też w celach dekoracyjnych, wymagałoby podejścia bliżej, czego czynić zamiaru nie miałem. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_14_Pudge_LocHeroName" "Tłuścioch" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_14_Pudge_LocPersonaFieldNotes" "Właściciel zakładu pogrzebowego w Zapłakanej Róży wciąż zszywał trupy, gdy przybyłem. Wszyscy członkowie elitarnej rodziny co do jednego zginęli w wypadku powozowym. Z początku zdenerwowałem się, że posłuchałem pijanego milicjanta. Tego typu wypadek to oczywiście tragedia, ale czy to coś niezwykłego?

Domyślając się tego pytania po moich oczach, właściciel skierował mnie gestem w kierunku ciał wyłożonych na porozstawianych stołach przypominających marmurowe prycze. I wtem zobaczyłem, co w tym niezwykłego. Prócz przewidywanych połamanych kości i szerokich rozcięć, ciała miały na sobie także maleńkie cięcia i otwory, a z niektórych miejsc ze skóry wystawała nić. Zobaczyłem poucinane palce, oczy wyglądające jak wyszarpane z oczodołów i niewielkie poobdzierane płaty skóry i innych tkanek.

Przed umieszczeniem w zakładzie psychiatrycznym kierowca, który przeżył wypadek, ciągle bredził coś o pluszaku znalezionym na poboczu na postoju. Małe paskudztwo. Dzieciakom bardzo się spodobało. Niech spoczywają w pokoju. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_155_Largo_LocFieldNotes" "Umawiam się z Farcinem, Grobumiłem i Kalamburiuszem w Przepiórczej Głowie – nadmorskiej knajpie popularnej wśród pisarzy z racji panującej w niej ciszy i (względnego) braku awantur – w celu porównania notatek. Ale gdy docieram na miejsce, oni już tam siedzą z zielonym nieznajomym słusznej postury, targającym na plecach instrument strunowy.

– Właśnie się do nas dosiadł – przepraszającym tonem mamrocze Farcin. – On…

– Zwą mnie Largo – wtrąca się nieznajomy, gdy ja zajmuję miejsce. – Ci chłopcy właśnie opowiadali mi o Piórykach.

Rzeczą jest raczej niesłychaną, żeby ktoś chciał przeprowadzać wywiad z nami kronikarzami. Interesowanie się innymi to nasza praca. Pytam Largo, skąd jest, a on zbywa to pytanie machnięciem w kierunku wody i ogólnikowym: „Oj, hen, hen z daleka”.

Nie przestaje zasypywać nas pytaniami w życzliwym i rozbrajającym tonie. Okazuje się, że opuszczamy swoją zwyczajową gardę i otwarcie dzielimy się swoją wiedzą na temat Pióryków. Nawet ponury Grobumił w niespotykany dla siebie sposób trajkocze do naszego przybysza.

W końcu Largo wstaje i rzuca radośnie: „I myk”, po czym wskakuje na ladę. Nagle rozbrzmiewa jego śpiew – piękna, melodyjna ballada, której głównymi bohaterami jest nasza czwórka, a jej refren to chwytliwy przyśpiew: „Inaczej kto by nam wierzył?”.

Choć raz w Przepiórczej Głowie panuje zgiełk. Niedługo potem do naszego śpiewu o Piórykach dołączają wszyscy w barze. I pomimo że skrytość naszego ludu jest rzeczą powszechnie znaną, to nikomu przy stoliku nie zdaje się to przeszkadzać. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_155_Largo_LocHeroName" "Largo" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_15_Razor_LocFieldNotes" "Mówi się, że gdy umrzemy, nasze dusze trafiają do Wąskiego Labiryntu, gdzie wyznaczane są nasze wieczne losy. Brzmi to jak bajka, której założeniem jest, byśmy nie zbaczali ze ścieżki prawości, lecz mężczyzna w postrzępionych łachmanach idący obok mnie po zatłoczonym bazarze w Helioimperium zarzekał się, że to prawda.

– Razor, to on popędza dusze – mówi, wzdrygając się. – Przyrżnie ci prądem tyle razy, aż będziesz przebierać nogami tak, że będą ledwo dotykać ziemi.

Mężczyzna ten (nie zdradził mi swojego imienia) w jakiś sposób umknął spod czujnego wzroku Razora, a potem z Wąskiego Labiryntu. Opowiada mi historię swojego życia. Zaczyna to brzmieć mniej jak podtrzymywanie rozmowy, a bardziej jak przedstawienie swojej sprawy. W końcu wraca do tematu Razora.

– Ma księgę z imionami wszystkich zmarłych – mówi mężczyzna. – Nie wiem, czy moje nadal tam jest po ucieczce, ale i tak daję dyla. Nie chcę, żeby zauważył, że mnie brakuje i mnie namierzył.

Wtem powietrze się elektryzuje. Mimo jasnego nieba pojawia się grom. A wraz z nim znika mężczyzna." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_15_Razor_LocHeroName" "Razor" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_16_SandKing_LocFieldNotes" "Spieczone słońcem targowisko w Qaldin tętni energią. Uliczni handlarze przekrzykują harmider nadjeżdżających karawan. Przyprawy wypełniają swoja wonią powietrze. Wirujący derwisze dopełniają tajemnych obrzędów tańcem. Pogryzając szaszłyk z jagnięciną, zwracam mojemu przewodnikowi uwagę na to, jak pełne życia pośród martwej pustyni wydaje się to królestwo.

Wasim wybucha śmiechem. – Pustynia jest jak najbardziej żywa! Migotliwe Pustkowia myślą. Poruszają się. A kiedy pragną ciała, posyłają Króla Pustyni. To ucieleśnienie – rozwodzi się – objawia się jako wielki pajęczak zwany Crixalis, czy też „Duszą Piasku”. – Nachyla się bliżej. – A kto wykuł pancerz, który daje mu przybrać postać? Dżin z Qaldin! – Jego oczy skrzą z rozbawienia (lub dumy).

Zastanawiam się, dlaczego dżin miałby to zrobić? A Wasim wzrusza ramionami. – Niektórzy powiadają, że po to, żeby dać pustyni formę, z którą można iść na układ, żeby nie połknęła Qualdin. Inni zaś, żeby stworzyć potwora do dręczenia ludzi. Jeszcze inni, że po prostu dla krotochwili.

Pytam Wasima dlaczego uważa, że dżin wyczarował magicznego piaskowego skorpiona.

– Kto u licha wie, po co dżiny robią cokolwiek? – śmieje się Wasim. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_16_SandKing_LocHeroName" "Król Pustyni" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_17_StormSpirit_LocFieldNotes" "Jak na w połowie niebiańską istotę, która zdaje się wykonana z czystej elektryczności, po Raijinie Beczkogromie nie widać żadnych śladów napięcia.

W swoich stronach jest znany lepiej jako Duch Burzy, ale nalega, żebym mówił mu „Raijin”.

– Tak mówią na mnie przyjaciele, a moim przyjacielem jest każdy, kogo spotkam – rechocze.

Myślę sobie, że tutaj bym polemizował, a on raczy mnie opowieściami o stoczonych i wygranych przez siebie bojach, przechadzając się ze mną po Krainie Burz. Błyskawice są niepokojące, ale zdaje się, że zmusza je do strzelania tylko w niego. Mówi, że to łaskocze. Po raz kolejny, polemizowałbym.

Potem Raijin dzieli się ze mną historią o tym, jak zdobył swoją moc. Przy próbie przywołania deszczu z użyciem magii, by pomóc swojemu głodującemu ludowi, rozwścieczył Niebianina burzy, który następnie chciał go zabić. Jednak kolejne zaklęcie, które, jak miał nadzieję, miało poświęcić go w celu ratowania wioski, zamiast tego złączyło razem maga i Niebianina w jedną istotę.

Jego nastrój staje się tak pochmurny, jak ciemne niebo nad nami, jednak szybko z powrotem się rozchmurza.

– Teraz staram się używać mocy burzy w służbie dobra – rozpromienia się, klepiąc mnie serdecznie po plecach. Uderzenie jest mocne, ale to elektrostatyczny wstrząs z jego ręki wyrzuca mnie w powietrze. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_17_StormSpirit_LocHeroName" "Duch Burzy" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_18_Sven_LocFieldNotes" "Muszle i porzucone pancerze krabów chrupią pod opancerzonymi stopami Svena, gdy maszeruje wzdłuż krwawych piasków brzegów Wąskiego Kanału. Trzymałem się dwadzieścia kroków za nim od tygodnia. Raz pomachałem. Brak odpowiedzi.

Więc oto, co wiem: biegnie, jakby karał ziemię za to, że ma ją pod nogami. Czuje się równie dobrze w wodzie, jak na lądzie, więc może opowieści o jego matce, która była jakimś morskim stworzeniem, są prawdziwe. Włada Ostrzem Wyrzutka równie dobrze w polowaniu, jak i w walce.

Nie żartuję. Widziałem, jak rzucił nim sto metrów w biegnącego jelenia, wbijając go prosto w grzbiet żelaznego drzewa, wbiło się nawet na głębokość 15 centymetrów. Następnego ranka zostawił też przy ognisku jeden z ugotowanych udźców jelenia. Część jego osobistego kodeksu rycerskiego? Ofiara pokoju? Może po prostu nie był głodny.

W końcu przykuwszy jego uwagę, próbuję rozpocząć nasz wywiad i pytam go, czy to prawda, że jest pół-Merantem. Rzuca mi ukradkowe spojrzenie, wchodzi na jeden z licznych pomostów Wąskiego Kanału, zeskakuje z niego w pełnej zbroi i bez śladu znika w atramentowej głębi kanału.

– Tak – piszę. Właśnie zakończyłem najdłuższy wywiad, jaki ktokolwiek kiedykolwiek przeprowadził ze Svenem. Nieźle. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_18_Sven_LocHeroName" "Sven" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_19_Tiny_LocFieldNotes" "Siarkowe powietrze w dolinie między dwoma mniejszymi górami Vuurcrag wywołuje u mnie gwałtowny kaszel. Z trudem nadążam za potężnymi krokami Kamiennego Giganta znanego, nieco przekąśliwie, jako Maluch. Kiedy idziemy, zdaje się powoli rosnąć. Chwila, czy jego kroki stają się dłuższe? Czy on wchłania w siebie otaczający go kamień?

– Tak, może zacząłem jako lawa – mówi, odpowiadając na pytanie, z którego zadania na głos nie zdawałem sobie sprawy. – Jeden z tych wulkanów mógł mnie stworzyć. Dziękuję, mały – zadudnił.

Kilka godzin temu znalazłem go ćwiczącego rzut drzewem na skraju lasu w dolinie. Kiedy skomentowałem zaokrąglone, koncentryczne linie na jego głowie, sugerując, że mogą być wskazówką co do jego pochodzenia, wydawał się zdezorientowany. Twierdził, że nigdy wcześniej ich nie widział. Kiedy dałem mu przejrzeć się w lustrzanej płytce z mojego oporządzenia, mógłbym przysiąc, że się uśmiechnął.

– Kiedyś wspiąłem się na szczyt najwyższego szczytu gór Vuurcrag. Z góry całe pasmo wyglądało jak te kręgi – powiedział Maluch.

Kiedy to piszę, on już się oddala. Nabiera prędkości. Mam napad kaszlu. – Powodzenia, olbrzymie – sapię. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_19_Tiny_LocHeroName" "Maluch" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1_Antimage_LocFieldNotes" "Moje długie poszukiwania Antymaga ostatecznie, nieuchronnie, zaprowadziły mnie z powrotem do Akademii Ultimyru – miejsca, które najchętniej podpaliłby ze wszystkimi w środku.

Po potwierdzeniu mojej tożsamości przez magiczne drzwi udałem się do refektarza. Jednego z moich bardziej wiarygodnych czarodziejskich informatorów znalazłem mniej więcej tam, gdzie go ostatnio zostawiłem: na stołku, wpatrującego się zamglonym wzrokiem w bezdenny puchar pitnego miodu, który się sam napełniał.

To osoba, która swobodnie rozmawiałaby na niemal każdy temat pod słońcem, od wściekłych, trzymających urazy bogów, przez wielkie wojny czarodziejów, po ciekawostki o księżycu. Wygląda na to, że jedyną rzeczą, o której nie chciał mówić, była osoba, o którą go ciągle pytałem. Ostrza Antymaga, które mogą wysysać magię? „Słyszałeś o gigantycznych pająkach z lękodrzewia?” Praca Antymaga polegająca na więzieniu jego towarzyszy w majątku Tylera? „Powiem ci, gdzie kupić wysokiej jakości szaty w rozsądnej cenie”. Jakieś ostatnie obserwacje?

Dreszcz. Skończyły mu się pomysły na zmianę tematu i ze znużeniem – z nagłą, niepewną trzeźwością – spojrzał mi w oczy i powiedział: „Nie zmuszaj mnie do mówienia o nim”. Potem odwrócił się do mnie plecami, z na nowo skupionym zainteresowaniem na miodzie pitnym, który znów wznosił się w jego kuflu. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1_Antimage_LocHeroName" "Antymag" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_1_Antimage_LocPersonaFieldNotes" "Wei przechadzała się w tę i z powrotem, a ja zająłem miejsce siedzące w skromnie umeblowanej kwaterze jej mistrza w majątku Tylera, zakładzie dla niezrównoważonych magicznie przestępców. Z początku byliśmy rozczarowani w równym stopniu. Ja miałem nadzieję na przeprowadzenie w końcu wywiadu z Antymagiem. A ona, że pukanie do drzwi oznaczało kolejną „fajną” okazję do zabicia uciekiniera. Ale gdy wspomniałem o tym, że jestem od Dobromiły, Wei uśmiechnęła się i z zauważalnym entuzjazmem powiedziała, że zawsze skrycie życzyła jej, by jej imię pojawiło się w druku. – Ale tej części nie pisz – dodała. Na niby wymazałem zdania, które właśnie czytacie.

Nasza dyskusja przypominała próbę okiełznania rzeki. Opowieść o rzezi jej rodziny z ręki bandyckiej wiedźmy gwałtownie się zatrzymała i przemieniła w tyradę o surowej diecie Antymaga, co z kolei natychmiast przeszło w anegdotę o pierwszej głowie, której pozbawiła czarodzieja, a potem jakimś cudem przeskoczyło w polecanie mi jedynej książki na półce jej nauczyciela, która nie była „strasznie nudna”.

Wreszcie zapytałem, jak Antymag ją znalazł. – A, tak, to świetna historia do twojego dziennika. – Zaczęła zbierać myśli i dodała: – Przepraszam, na czym my to skończyliśmy? " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_20_VengefulSpirit_LocFieldNotes" "– Mów mi Shendelzare – mówi uprzejmie Królowa Gniazda.

Jej przydomek w królestwach sugerowałby raczej obsesję na punkcie… cóż, zemsty. Ale według wszystkich relacji rządzi królestwem wyjątkowo dobrze i wydaje się być uwielbiana przez wszystkich. Prawdopodobnie pomaga jej fakt, że jej poprzedniczka na tronie, jej siostra Imperia, była okrutną i bezwzględną dyktatorką. Jeśli chcesz być popularnym władcą, bycie jej następstwem daje ci przewagę.

Zwłaszcza że zaczęło się od tego, że Imperia ukradła tron Shendelzare, odcinając jej skrzydła w pałacowym zamachu i zrzucając ją z najwyższej wieży, gdzie została pozostawiona na pewną śmierć. Tylko przypadkowe spotkanie z wędrowną boginią psot uratowało jej życie.

No, w większości. Przez lata była w stanie, który nie był ani do końca żywy, ani do końca martwy. Zakładam, że stąd bierze się „dusza” w jej przydomku. Domyślam się też, że „mściwa” bierze się z tego, że jej zła siostra przejęła jej tron i prawie ją zamordowała.

Shendelzare wydaje się teraz spokojna. Jakakolwiek zemsta nią kierowała, została już zaspokojona. Sama nowa królowa też, o ile to ma jakieś znaczenie, wygląda teraz znacznie bardziej cieleśnie. Jedno powstanie i jedno królobójstwo później w królestwie Niebiogniewia zapanował spokój.

Cóż, w większości spokój. Jest też sprawa Uziemionych, kasty ptasich stworzeń, które połączyły siły z Shendelzare, by pomóc obalić jej siostrę, w zamian za równe traktowanie w królestwie. Wygląda na to, że trzymają ją za słowo i pojawiły się problemy.

Mimo to jest przekonana, że może zaprowadzić pokój, o ile będzie sprawiedliwa i uczciwa – innymi słowy, nie będzie swoją siostrą. Wydaje się, że ostatnio nie jest specjalnie zainteresowana zemstą. – Zemsta może i przyniosła mi królestwo – mówi – ale nie zdobędzie mi jego ludu." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_20_VengefulSpirit_LocHeroName" "Mściwa Dusza" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_21_Windranger_LocFieldNotes" "Drzewa za Zaru'Kiną zdają się poruszać w pełnym zgraniu z dłonią Lyralei. Ten sam wietrzyk, który popycha gałęzie i za nie pociąga, niestety również przejmuje mnie chłodem takim, że aż wzbudza we mnie dreszcze. Wiecznie coś.

– Aj, wybacz – mówi ona, wzruszając ramionami, wciąż w radosnym nastroju.

Zdejmuje swoje okrycie i mi je proponuje. Mimo mojej solidnie uzasadnionej rezerwy co do przyjmowania podarków od nowych „przyjaciół” zachłannie się nim owijam.

– Spytałeś mnie, jakim sposobem mogę kochać wiatr, gdy burza zabiła moich rodziców – rzecze z tą samą dziwaczną lekkością. – Ale ty nie rozumiesz tego, że wiatr sam w sobie jest moim rodzicem, a nie oni. Lepsza z niego matka niż jakaś osoba, która mnie urodziła. Śpiewa mi do snu i przeczesuje mi palcami włosy.

Bez zastanowienia wykonuje gest ponownie, sprawiając, że iskry z naszego ogniska lecą w moją stronę. Odsuwam się, a ona znowu przeprasza z chichotem.

– Moja matka jest dzisiaj całkiem rozochocona, prawda? " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_21_Windranger_LocHeroName" "Strzeliwiatr" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_22_Zeus_LocFieldNotes" "Niebo nad Gospodą pod Pokrzykiem przeszywa piorun, a przez obite żaluzje z drewna powstrzymujące deszcz przed dostaniem się do środka dają się przelotnie ujrzeć jasne błyski. Tak silna burza może oznaczać tylko jedno:

Zeus jest wkurzony.

I rzeczywiście drzwi do przybytku otwierają się z kopa i wparowuje przez nie Ojciec Bogów we własnej osobie.

– Pański stolik jest gotowy! – wykrztusza z siebie służalczym tonem postawny szynkarz. Biegnie już do stolika na środku sali, przeganiając siedzących za nim gości. Jedno spojrzenie na elektryczne smugi wychodzące z oczu i palców Zeusa daje im do zrozumienia, żeby lepiej zeszli mu z drogi.

Zeus podchodzi do stolika ciężkim krokiem i równie ciężko usadawia się na siedzeniu, które skrzypi pod jego ciężarem. Kufel piwa pojawia się przed nim jeszcze zanim zdąży o niego poprosić.

– Ile jeszcze muszę wykazywać się przed tymi śmiertelnikami, nim będę mógł powrócić na Olimp? – ryczy Zeus.

–…Z pewnością już nie tak długo – bąka szynkarz, nim decyduje, że lepiej trzymać język za zębami.

Oczy Zeusa wodzą za barmanką o krągłych kształtach, a potem potrząsa głową i wali na hejnał swój trunek. Zbyt wiele razy zdarzyło mu się pobłądzić, co spowodowało, że żona go pogoniła.

– Czeka mnie więcej bitew – wzdycha głośno i ciężkim krokiem wychodzi w ulewę. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_22_Zeus_LocHeroName" "Zeus" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_23_Kunkka_LocFieldNotes" "Wysokie fale obmywały klify zachodniego wybrzeża Drżącej Wyspy. Trzymałem się na bezpieczną odległość od krawędzi, gdy wraz z kladdyjskim hodowcą kóz o imieniu Tarn wałęsaliśmy się po przylegającej do klifu równinie.

– To wszystko wydarzyło się o tam – rzekł Tarn, wskazując w dal na morze. – Demony uderzały stadami, a nasza marynarka miała roboty po łokcie, próbując je odeprzeć.

– Inne floty zostałyby przytłoczone w mgnieniu oka – zapewnia. Ale inne floty nie miały Kunkki. Opanowany admirał poprowadził natarcie mimo pozornie zerowych szans, nie godząc się na rozważenie odwrotu czy kapitulacji, nawet gdy statki jeden za drugim szły na dno.

– Magowie powiedzą ci, że pomogli, i może tak było, ale dajcie mi jeden statek z Kunkką u steru, a popróbuję szczęścia – powiedział Tarn.

Ale rzecz jasna, ni demon, ni kladdyjska marynarka nie mogły równać się Maelrawnowi, ogromnej morskiej bestii, która wynurzyła się z głębin i obróciła wszystkich w perzynę. Są tacy, co powiadają, że potwór zatopił okręt Kunkki, ale Tarn nie chce tego słyszeć.

– W bezchmurne noce nadal można zobaczyć jego statek patrolujący te wody – zapewnia. – A dopóki mamy go w pobliżu, dopóty nic nam nie grozi." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_23_Kunkka_LocHeroName" "Kunkka" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_25_Lina_LocFieldNotes" "Z opustoszałego nieba bez ani jednej chmury słońce zsyła palące promienie na Pustynię Bezładu.

Rzut cieplną błyskawicą Liny w mgnieniu oka smaży długiego na stopę skorpiona, którego nie udało mi się zauważyć niemal do ostatniej chwili. Pachnie jak bażant, aczkolwiek najmniej apetyczny bażant w historii. – Tędy – mówi Lina, skopując trupa o ośmiu odnóżach z wydmy i dziarskim krokiem udając się do wylotu jaskini.

– Po raz pierwszy spotkałam pustynnego wyrma jako dziewięciolatka. Postrzega siebie jak coś w rodzaju gadziego ojcowskiego autorytetu, więc żadnych gwałtownych ruchów albo… – Wypuszcza ognistą kulę.

– Zrozumiano.

Wyłaniamy się zza rogu, a on ukazuje się naszym oczom, prostując się i wpatrując się we mnie spode łba jednym okiem z podłużną źrenicą. Potem mruga, otrząsa się jak pies i radośnie ryczy.

– Możesz już oddychać. – Lina daje mi lekkiego kuksańca.

Przy pomocy samego płomienia ich dwójka odtwarza największe boje Liny. Opowieści są tak imponujące, jak przyprawiający o zawroty głowy towarzyszący im pokaz pirotechniczny.

A potem pokaz przechodzi w wypalanie przez Linę niepochlebnych piktogramów swojej siostry na ścianie jaskini, co jednocześnie wprawia ją w rosnące wzburzenie. Zwijam się po cichutku, szczęśliwy z bycia jedynakiem. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_25_Lina_LocHeroName" "Lina" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_26_Lion_LocFieldNotes" "– Zebrałem tysiące dusz – mówi demon Azagar z kręgu do przywoływania, który trzyma go na uwięzi. – Każdy demon musi zebrać ich 10 000, żeby awansować na arcydemona. Brakowało mi do tego 2 dusz.

Azagar był jedną z największych gwiazd w piekle. Zebrał najbardziej niesplamione dusze, oszukując świętych przywódców, altruistów, a nawet prawdziwego świętego. Jednym z jego największych trofeów był demoniczny czarownik Lion.

– Zawsze stawał w obronie maluczkich – mówi demon. – Ale jedyną rzeczą, którą kochał bardziej niż czynienie dobra, było płynące z niego uwielbienie.

Azagar obiecał Lionowi nieskończoną sławę i chwałę, jeśli ten będzie tylko wykonywał rozkazy. Demon zniekształcił pojęcie dobra i zła Liona, obracając jego wysiłki przeciwko prawym. Gdy tylko jego dusza stała się kompletnie zdeprawowana, Azagar porzucił go, powracając z duszą Liona do piekła i pozostawiając czarownika w obliczu wyrządzonych przez niego krzywd.

– Opracowywałem plany zdeprawowania gorliwego kapłana, by zdobyć 10 000. duszę, gdy w piekle zjawił się Lion, żądając swojej duszy z powrotem – rzekł Azagar.

Ale w piekle nie ma żadnych zwrotów. Lion nie mógł odzyskać swojej duszy. Zamiast tego wpadł w szał i odrąbał demonowi rękę. Po powrocie z piekła przepełniony był gniewem i nienawiścią.

– Ej, a wiedziałaś, że jak weźmiesz miesiąc wolnego od zbierania dusz na powrót do zdrowia, to resetują ci rejestr do zera? – pyta gorzko Azagar. – No bo ja nie wiedziałem.

– Musiałem więc zacząć od nowa. Słuchaj, wygląda na to, że kończy ci się tusz. Mógłbym załatwić ci niekończący się nigdy zapas. Za odpowiednią cenę." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_26_Lion_LocHeroName" "Lion" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_27_ShadowShaman_LocFieldNotes" "Rhasta, Szaman Cienia, wyciągnął dłonie. Z lekką irytacją i sporą dozą sceptycyzmu (w końcu nie jestem głupcem) chwyciłem je. Reputacja trolla była mieszana, a ja wiedziałem, że ci tak zwani „szamani” lepiej radzą sobie z odczytywaniem ludzi, których oszukują, niż z zaprzyjaźnianiem się ze zmarłymi. Rhasta zamknął swoje przenikliwe białe oczy i zaczął nucić melodię.

Czas na oszustwo, pomyślałem. Kolejna strata czasu i pieniędzy. Ale gdy melodia trwała, coś z tyłu głowy przyciągnęło moją uwagę. Było tak znajome, niemal jak zapach, który ciągnie za duszę, szukając wspomnienia. Rhasta cmoknął językiem i zadał mi bardzo osobiste pytanie, którym tu się nie podzielę.

Próbowałem ukryć swoją reakcję, gdy Rhasta zaczął mówić z nowym zaśpiewem, jakby ktoś, kogo znałem dawno temu, używał jego gardła do mówienia. Gdy on, a raczej ona, wygłosiła swoje zdanie, Rhasta otworzył oczy.

Uniósł kapelusz z szerokim rondem i uśmiechnął się swoim upiornym uśmiechem.

– Teraz nadchodzi najlepsza część: twoja darowizna. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_27_ShadowShaman_LocHeroName" "Szaman Cienia" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_28_Slardar_LocFieldNotes" "Maleńkie czółno wykonane z drewna zielonu pożyczone od przyjaciela wroga mojego wroga podskakuje chaotycznie, gdy wiosłuję na wietrze po wzburzonych falach Cieniobrzegu. Wiecznie pod wiatr. Dzięki, Dobromiła.

Wtem wita mnie wyłaniająca się zielona płetwa i uderza w powierzchnię wody. Mój kontakt. Jednym baletowym saltem Naga, dawna strażniczka Zatopionego Skarbca, wirującym ruchem podpływa koło mojego czółna i żąda zapłaty z góry. Ciągle powtarza też, że „obecnie nie ma nikogo do pary”.

Po zapłaceniu jej (w samych monetach i tylko w monetach) opowiada mi, jak niegdyś ze Slardarem ścigała meranta, który ukradł jakiś płomienny kostur i dał drapaka w głębiny. Slithereeńczyk nie dbał o to, że sprzęt ten był praktycznie bezużyteczny pod wodą, gdzie ogień gaśnie, nim zostanie wzniecony. Tu chodziło o zasadę.

Więc gdy bezlitosny Slardar schwytał złodzieja, wytargał go na brzeg, przystawił czubek kostura do jego brzucha i przez cały dzień piekł go żywcem na wolnym ogniu.

– Smród był nie do wytrzymania – syczy z podziwem Naga. – Ale Slardar dał mu ostateczną nauczkę, którą zabrał ze sobą do grobu. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_28_Slardar_LocHeroName" "Slardar" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_29_Tidehunter_LocFieldNotes" "Plaże na południe od Dymnej Przystani to ciągnące się kilometrami nieskazitelnie czyste, nietknięte białe piaski poprzeplatane pojedynczymi pasmami mgły opadającej od strony portu. Jeśli mgła jest wyjątkowo gęsta, to może nawet pochłonąć znak „ZAKAZ PŁYWANIA” umieszczony nad brzegiem wody. Więc na wszelki wypadek rada miasta Dymnej Przystani ustawiła taki znak co kilka kroków. Nie chce, żeby ktokolwiek przeoczył ten przekaz.

Pellen, właściciel położonego kawałek od plaży opustoszałego ośrodka turystycznego mówi mi, że niegdyś ta okolica stanowiła miejsce docelowe wypraw dla zamożnych podróżnych.

– Iluż tu przyjeżdżało kupców – jego głos brzmi posępnie. – Zabierali tu swoje rodziny na tygodniowy wypoczynek albo dobijać targu z innymi kupcami.

Ale potem przybył Łowca Pływów.

Najpierw pojawiła się zmącona woda. A potem rozległ się pierwszy wrzask. A po nim przyszły kolejne, a potem jeszcze więcej. Każda osoba w wodzie stanowiła łatwą ofiarę. Niektórzy na lądzie mieli jakieś szanse na ucieczkę, ale tylko ze względu na swoją liczebność. Ich oprawca działał metodycznie i z upodobaniem zarzynał wszystkich po kolei.

– Ta lazurowa woda o tutaj? Wszystko było czerwone. Biała plaża? Miesiącami pływ wypłukiwał z niej krew – mówi Pellen. – To było rok temu. A ludzie jeszcze nie zaczęli wracać. I może nigdy nie wrócą.

– Plaża, co nie można na niej pływać – mówi, prostując jeden ze znaków. – Nie powiem, żebym im się dziwił." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_29_Tidehunter_LocHeroName" "Łowca Pływów" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_2_Axe_LocFieldNotes" "Ze wszystkich bohaterów, którzy kiedykolwiek postawili stopę w ziemskim wymiarze, zaledwie garstka praktycznie żaden absolutnie żaden nie dorastał do pięt wielkiemu Mogul-chanowi czy też Katowi Potężnemu Katowi Wielkiemu i Potężnemu Katowi, jak powszechnie jest znany. Ujrzawszy jego brutalność kunszt z bliska, bez cienia zawahania mogę powiedzieć, że należy do najodważniejszych jest absolutnie i bez dyskusji najodważniejszym wojownikiem, jakiego ta ziemia nosiła.

Generał Czerwonej Mgły, największy z Oglodich, jest równie nielękający się śmierci nielękający się śmierci, co oznacza, że nie jest zastraszony przystojny, co śmiertelnie groźny.

Jest także nadzwyczaj bezpośredni, jeśli chodzi o jego spuściznę. Prawdę mówiąc, nie byłoby niewłaściwym sugerowanie, że nie jestem całkowicie niezachęcany do spisywania jego niezliczonych cnót.

Mogul mówi mi, że podobało mu się ostatnie zdanie o jego niezliczonych cnotach. Pragnie również, żebym zwrócił uwagę na to, że nie zmusza mnie po prostu do zapisywania wszystkiego, co mówi na temat swojej wspaniałości.

No ale jest także bardzo wspaniały. Sam z siebie tak właśnie napisałem. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_2_Axe_LocHeroName" "Kat" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_30_WitchDoctor_LocFieldNotes" "– Przybywasz po uzdrowienie? A może słodką klątwę dla dawnej miłości?

Znachor Zharvakko kręcił się po swojej chacie, największej w jego osadzie położonej w dżungli na wyspie Prefektura. Rozpadające się półki uginały się od miszmaszu plecionych bibelotów, martwych jaszczurek oraz różnorodnych czaszek. Tak wielu czaszek.

– Nieważne, czego chcesz, trafiłeś do dobrego doktora – powiedział z nieoczekiwaną przeze mnie wesołością.

Jego entuzjazm przygasł, gdy wyjaśniłam, że nie przybywam w poszukiwaniu uzdrowienia ani klątw, ale rozchmurzył się znowu, kiedy powiedziałem mu, że nadal gotowa jestem mu zapłacić. Jednak nie za mikstury, a za opowieść.

– Chcesz poznać moją historię? Ile masz czasu? – zachichotał. – Mam najlepszą historię.

– Wiele lat temu, jak byłem maleńką kruszyną, byłem załamany i brzydki. Ale bogowie, jacy oni są miłościwi. Dali mi moce. Naprawiłem się.

Wyprostował się, jak tylko mógł, przez co chcę powiedzieć, że nadal był zgarbiony i krzywy. Rozłożył szeroko ręce i dumnie wziął głęboki wdech, przewracając kupkę kości.

– A teraz… wyglądam całkiem nieźle, co?

Na widok czaszki toczącej się w kierunku moich stóp zabrakło mi serca i odwagi, żeby powiedzieć mu, że jest inaczej." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_30_WitchDoctor_LocHeroName" "Znachor" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_31_Lich_LocFieldNotes" "Po prostu nie widzę sposobu, w jaki miałaby istnieć dziura bez dna. Bo widzę ich dokładnie pięć.

Jeden: tunel prosto przez planetę. Dwa: portal w nieskończoną pustkę. Trzy: brama do nicości. Cztery: dylatacja czasu spowalniająca upadek do nieskończenie żółwiego tempa. Pięć: coś jeszcze całkowicie innego.

Napełnić dziurę wodą i mamy staw. Dodajmy jeszcze brak dna, a robi się z tego Czarny Staw. Nikt nie przebadał go równie ściśle, co wbrew własnej woli, jak Licz. Pewnego razu Ethreain, mag mrozu i tyran, został obalony. A potem go tu wrzucili. Przez rok spadał w dół, a do tego spędził niezliczone lata, zwisając z poszczerbionego cypla. To mnóstwo czasu na przemyślenia.

Spytałem go, czy staw w istocie nie miał dna. Wyszczerzył zęby w uśmiechu. Jego twarz to pozbawiona ust czaszka, więc za dużego wyboru to on nie miał. Tak czy siak, było to niepokojące.

– Ktoś mnie kiedyś o to spytał. Anhil? Ciekawski jegomość. Aż za bardzo. – Nachylił się bliżej, a jego głos brzmiał radośnie. – Uwielbiam smak nieroztropnych geomantów.

Co tam Czarny Staw. Wystarczająco jasne jest, że dna pozbawiona jest niegodziwość Licza. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_31_Lich_LocHeroName" "Licz" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_32_Riki_LocFieldNotes" "Ulicami Slom snuła się mgła, a słabe światło ulicznych lamp pozostawiało mnóstwo terenu w cieniu. Nie to, żebym miała go zauważyć, jak się zbliża nawet w blasku słońca w południe. Przedstawił się poprzez przystawienie mi noża do gardła.

– Po co o mnie wypytujesz? – syknął Riki. – Gadaj, a to już. Nie mam całego dnia na zastanawianie się, czy zginiesz, czy nie.

Obiło mi się o uszy, że armia, która zamordowała jego królewską rodzinę, osiedliła się w Slom. Nim zdążyłam przybyć, by z nim pomówić, nieliczni, którzy nie wpadli w zasadzkę i nie zostali uśmierceni, uciekli. Mówiąc powoli (stal przy moim gardle skłaniała mnie do zachowania niebywałej ostrożności w poruszaniu lekkomyślnie strunami głosowymi), spytałam swojego oprawcę, czy zabójstwa ugasiły jego pragnienie zemsty.

– Zemsty? – zdawał się autentycznie zaskoczony. – Jakiej zemsty? Nie pałałem do mojej rodziny zbytnią miłością. Nie miałem też prawa do tronu.

– Nie zabiłem zabójców rodziny ze względu na zemstę. Zrobiłem to, bo mogłem.

I z tymi słowy zniknął. Ale prócz łomotu mojego serca nie pozostał żaden ślad, że kiedykolwiek tu był." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_32_Riki_LocHeroName" "Riki" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_33_Enigma_LocFieldNotes" "Historie o tym, kim lub czym jest Enigma, różnią się między sobą: przeklętym alchemikiem, świadomą czarną dziurą albo otchłanią wcieloną. Nie za bardzo paliło mi się do spotkania z którymkolwiek z tych wcieleń.

Mój najlepszy trop stanowił dziennik jednego takiego Jovata Kazrana podarowany mi przez syna oszalałego alchemika.

– Z chęcią się go pozbędę – powiedział niemal ze skruchą w głosie. – Lepiej go nie czytaj.

Mimo jego ostrzeżeń, spróbowałem. Przyznaję, że ta księga do mnie nie dotarła. Były w niej głównie rozmyślania nad czarną magią. Sprawy nie ułatwiał fakt, że brakowało w niej ostatniej strony. Udałem się więc na poszukiwania rzeczoznawcy, który by mi ją objaśnił, co z kolei naprowadziło mnie na ślad jeszcze jednego alchemika imieniem Cedric.

Znalazłem jego laboratorium na strychu z widokiem na gwiazdy. Wszędzie walały się księgi i buteleczki. Na kamiennej posadzce nakreślone czerwoną kredą były tajemnicze kręgi otoczone nadpalonymi świecami. Ale Cedrica od dawna nie było.

Ślepy zaułek, przydział zakończony. Powinno to mi dać oddech ulgi. Ale zamiast tego poczułem się straszliwie nieswojo. Księga z obietnicą nieśmiertelności, w której brakuje ostatniej strony. Podejrzewałem, że nie będę ostatnią osobą próbującą swoich sił w tych poszukiwaniach. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_33_Enigma_LocHeroName" "Enigma" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_34_Tinker_LocFieldNotes" "Nawet po latach zapomnienia i zaniedbań ściany pieczary ściekają płynem, który, jak się okazuje po dokładniejszych oględzinach, może nie być wodą – Fioletowe Archiwa i tak były schludniejsze niż przeciętna nora Bystrych. Przewidziałem obecność (i udało mi się uniknąć) zwyczajowych śmiertelnych pułapek zastawianych nadzwyczaj chętnie przez lud Bystrych na ciekawskich odwiedzających ich przechowalnię wiedzy. Zajęło to nieco poszukiwań, ale po uchyleniu się od ognistego działa i pułapki z kolcami w głębi korytarza, który prowadził do bocznego pomieszczenia (i dołu z kolcami), znalazłem wreszcie notatki Bousha na temat tego, co doprowadziło do tzw. incydentu na Purpurowym Płaskowyżu.

Żaden ze mnie inżynier, ale miałem wystarczająco wiedzy, by chociaż jako tako zrozumieć gryzmoły Bousha. Jego praca wykraczała daleko poza pracę wszelkich innych Bystrych, jakich miałem irytującą przykrość poznać. Boush opanował samo światło, używając w tym celu pogmatwanych metalowych rurek i sfer, by wygiąć je wedle swojej woli.

Ton dzienników z rozentuzjazmowanego przerodził się w spanikowany, gdy Boush, jak można się było spodziewać, utracił kontrolę nad nową zabawką zbudowaną do stworzenia międzywymiarowej tarczy obronnej. Światło zagięło się samo w sobie, a potem raz po raz i znowu, aż, niczym sprężyna na granicy napięcia, gwałtownie wskoczyło z powrotem na swoje miejsce i wyrwało dziurę między naszym światem a innym, mroczniejszym.

To kończyło przedostatni dziennik w archiwach. Otworzyłem ostatni, a moim oczom ukazał się pojedynczy wpis: „Międzywymiarowa tarcza ochronna: podejście drugie…”." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_34_Tinker_LocHeroName" "Majster" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_35_Sniper_LocFieldNotes" "Kardel odmówił udzielenia mi wywiadu, chyba że zagram z nim w jego głupią i potencjalnie samobójczą grę. Pokonawszy sto kroków od niego, wyciągnąłem w górę kawałek papieru z mojego dziennika, na którym widniała naszkicowana niedbale twarz. Nie zdążyłem nawet mrugnąć, gdy zabrzęczał nade mną strzał, pozostawiając na środku celu otwór.

– Cofnij się o kolejne sto kroków – krzyknął. Wydarłem kolejną stronę i cofnąłem się jeszcze bardziej. Po raz kolejny strzał przeszedł prosto przez cel.

– Idź jeszcze dalej. – Co też uczyniłem. – Nie, jeszcze dalej. – Ledwie mogłem go zobaczyć, a co dopiero słyszeć. Po raz kolejny strzał okazał się czysty.

W rozmowie nad piwem Kardel wyznał, że ciężko mu z tym, że jest Bystrym, któremu z powodu jakiejś niedorzecznej przepowiedni nie ufają nawet inni Bystrzy. Większość ludzi zwracała na niego uwagę wtedy, gdy mieli ciężką kiesę i potrzebowali, żeby kogoś zabić. Ze wszystkich ludzi to we mnie akurat Kardel odnalazł chwilowe wytchnienie od swojej samotności. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_35_Sniper_LocHeroName" "Snajper" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_36_Necrophos_LocFieldNotes" "Ciężka zasłona z rozkładu spowijała maleńką osadę Brylesie niczym pogrzebowy całun. Oddychając przez grubą tkaninę, wędrowałam milczącymi ulicami w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby powiedzieć coś o zepsutym mnichu Rotund'jere.

Niedawno tędy przechodził. Tyle było wiadomo po wzdętych trupach walających się po ulicach. Pokryte były poczerniałymi czyrakami, z których większość popękała i przesiąkała grunt jakąś cuchnącą ropą, która nie chciała w pełni wyschnąć.

Niektórzy wykasłali coś, co w mojej ocenie było krwią. Inni zaś, miłosiernie, najwyraźniej skonali, jeszcze zanim choroba dosięgnęła ich płuc.

Żywiłam nadzieję, że ilość czasu, który upłynął od wizyty Rotund'jere w Brylesiu, wystarczyła do rozproszenia morowego powietrza. Ale wciąż niczego nie dotykałam do momentu opuszczenia osady.

Odkąd ją opuściłam, minęła już doba, a byle łaskotanie w gardle ściąga na mnie panicznie zimne poty. Modlę się tylko, że jakby choroba Nekrofosa miała mnie zabrać, to już by to zrobiła." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_36_Necrophos_LocHeroName" "Nekrofos" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_37_Warlock_LocFieldNotes" "– Nie jest tu mile widziany – burknął Umboldt Tarnath, dziekan Akademii Ultimyru.

W swoim przestronnym biurze, którego drugim przeznaczeniem jest zdobiona biblioteka (a trzecim sklepione laboratorium), dziekan dreptał w tę i z powrotem, zrzędząc na czarnoksiężnika Demnoka Lannika.

Lannik rozsławił się jako główny kustosz oraz szef akwizycji Ultymiru. Uznanie dla niego wzrosło, gdy wykazał się niespotykaną smykałką do sztuk magicznych.

Niestety, wykazywał także niezdrowe zamiłowanie do uwielbienia oraz maniakalną obsesję na punkcie opanowywania tajemnych mocy. Nie zadowoliwszy się zwykłym czarodziejstwem, poszukiwał tajemnych i niebezpiecznych rytuałów. Jego obsesja wzięła nad nim górę i zaczęła popychać go coraz mroczniejszymi ścieżkami.

– W końcu wyciosał kostur z lękodrzewia i użył go do przywołania demona, co jest bardzo zakazane na terenie szkoły – rzekł Tarnath.

Obecnie Lannik podobno pisze swój własny czarny grymuar, który zdaniem Tarnatha zawiera zakazane zaklęcia i złowrogie inkantacje.

– To o krok za dużo dla Ultymiru – syknął dziekan. – Więc nie, nie jest tu już mile widziany. I któregoś dnia ktoś zdobędzie się na odwagę, by mu to powiedzieć." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_37_Warlock_LocHeroName" "Czarnoksiężnik" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_38_Beastmaster_LocFieldNotes" "W niszczejącym, położonym wysoko mieście Slom stajenny zarzeka się, że pewnego razu Karroch oszołomił dzika. I to nie młotem, a ciętą ripostą.

– Zakwiczał na niego. On odchrumknął. Dzika zatkało.

Teraz znany jako Władca Bestii Karroch wzdryga się na dźwięk tego przydomku. Zapytałem, jak woli być nazywany. Odchrząknął, że Przyjaciel Bestii.

Karroch dorastał wśród bestii z królewskiej menażerii: lwów, małp, a nawet jeszcze bardziej egzotycznych stworzeń. – Sprzątałem tam zagrodę – ochoczo wyrywa się stajenny. – Widziałeś kiedykolwiek łajno gryfona? Nie takie, jakbyś sobie wyobrażał.

– Jedno ze stworzeń przemówiło, lecz nie głosem, a porozumiewając się w myślach i błagało o wolność. Król się zaśmiał, a potem wybił je do krwi. Karroch próbował je uleczyć, wytwarzając z nim więź przy desperackiej próbie ocalenia jego życia.

Tamtej nocy, kiedy w końcu skonało, stworzenie wyśpiewało pieśń śmierci, która niosła się echem po murach menażerii. Później słychać było odgłos pojedynczej duszy, łkała po cichu. A potem nic. Potem rozległ się odgłos otwierania setki klatek, powoli, systematycznie, jednej po drugiej.

Nazajutrz rano znaleziono rozszarpanego króla, a jego ciało nosiło ślady kopyt, dziobów, zębów i szponów. Nie wiadomo, co dotarło do jego uszu jako ostatnie, ale po jego minie widać było, że nie był zadowolony z tego, co usłyszał. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_38_Beastmaster_LocHeroName" "Władca Bestii" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_39_QueenofPain_LocFieldNotes" "Uldamina, samozwańcza historyczka upadłego miasta Elze, której książki cieszą się nadzwyczajną popularnością, spojrzała znad istnego chaosu stronic, nad którymi ślęczała. Obdarzyła mnie chłodnym uśmiechem.

W jej zawalonej bibliotece znajdowały się niezliczone tomy, których części była autorką. Niektóre z okładek sugerowały, że nie były one o czysto historycznej tematyce.

– Chcesz posłuchać o Akashy – rzuciła w moją stronę. – Przysuń sobie krzesło.

Siedziałam, a ona snuła opowieść o Akashy, Królowej Bólu. Ostatni król Elze nakazał swoim demonologom przyzwanie istoty oddanej sprawianiu udręki.

Mieszkańcy Elze to było pobożne grono. Sama myśl o stworzeniu przyzwanym do torturowania więźniów budziła w nich zgorszenie. Gdy dowiedzieli się, że Akasha tak naprawdę została przyzwana do torturowania króla w jego komnacie sypialnej, zamarli.

– Jego skowyt dało się słyszeć w całym Elze – rzekła, a jej twarz oblała się lekkim rumieńcem. – Pisałam o tym wszystkim w jednej z moich książek… Niech jej poszukam.

Przy szukaniu wspomniała, że lud Elze obalił króla z powodu… jego apetytu na różne rzeczy. To wyzwoliło Akashę spod jego władzy i teraz rozsiewa mękę po całym świecie.

– Właśnie piszę o tym książkę – powiedziała. – Rozejdzie się jak świeże bułeczki." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_39_QueenofPain_LocHeroName" "Królowa Bólu" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_3_Bane_LocFieldNotes" "Jak na świątynię wyrzeźbioną głęboko w nawierzchni Drżącej Wyspy u zarania dziejów i ukrytą od niechcianych spojrzeń za pomocą tajemnej magii, katedra Nyctashy była nadzwyczaj jasna.

Pochodnie umieszczone w kinkietach oświetlały drogę co kilka kroków, a mury były pomalowane na biało, by odbijały światło.

– Te mury były niegdyś czarne i karmazynowe – szepnęła kapłanka Nyctashy. – Jak jeszcze wierzyliśmy, że strach był zaledwie emocją, stanem umysłu.

Z ust uczennicy bogini strachu słowa te brzmiały zaskakująco. Jednak mimo że Nyctasha wywoływała przerażenie, to nie delektowała się nim.

– Po prostu emanowała swoim własnym strachem na świat śmiertelników – wyjaśniła uroczyście kapłanka. – Ale odbywało się to pod kontrolą. Służyło konkretnemu celowi. Zawsze było pozbawione okrucieństwa.

Zawsze pozbawione okrucieństwa, to znaczy, dopóki z koszmarów bogini nie został zrodzony Postrach. Ucieleśnienie przerażenia tak wielkie, że Nyctasha wyrzuciła je ze swojego umysłu, żeby tego umysłu nie postradać.

– Właśnie wtedy strach stał się czymś więcej. – Ciałem kapłanki wstrząsnął dreszcz. – To właśnie wtedy strach stał się żywiołem." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_3_Bane_LocHeroName" "Postrach" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_40_Venomancer_LocFieldNotes" "Otoczony zielonym, zadusznym mrokiem kwasowej dżungli na wyspie Jidi siedziałem ze skrzyżowanymi nogami przed wodzem Ocotem z plemienia Yomoco, a młody człowiek w pelerynie z piórami wytężał siły, przekładając słowa starego łowcy na mój język.

– Przedtem – rzekł młodzieniec – najechać ludzie Aktoka. Zabrać synów. Zabrać córki. Na ofiarę. By obudzić wężowego boga.

Wódz splunął w mech. – Zły bóg. Pożreć świat.

– Ale teraz – ciągnął młodzieniec, gestykulując – tyle księżyców, bez najazd. Idziemy szukać. Patrzeć z drzew. – Rzucił spojrzenie na wodza, który mu skinął. – Oni zniknąć. Cała wioska. Kości na ziemi, chaty zniszczone.

Zapytałem, czy to nie ulga. Młodzieniec przetłumaczył moje słowa, a starzec parsknął pozbawionym cienia wesołości śmiechem.

– Nie rozumiesz – przetłumaczył młodzieniec, a jego głos się obniżył. – Oni nie ponieść klęski. Obudzić Aktoka. My widzieć jak wypełza z ziemi. Zielona skóra. Kwiaty na grzbiecie. Wielkie i ostre zębiska. Kapiąca trucizna.

Wódz nachylił się bliżej i z zębami poczerniałymi od żuwipalmy zachrypiał w swoim języku. Przed przekazaniem jego słów młodzieniec przełknął ślinę.

– On odpełznąć. My mieć nadzieja, że on nie wracać. Ale teraz Aktok żywy. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_40_Venomancer_LocHeroName" "Jadomanta" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_41_FacelessVoid_LocFieldNotes" "Wziąwszy pod uwagę, jak niewiele wiemy o istotach z rozległej krainy Claszureme, zdecydowałam się analizować Bezlicą Pustkę z bezpiecznej odległości. Rzecz jasna, jeśli przedmiot waszych obserwacji jest znany jako Bezlica Pustka lub Mroczny Terror, to trudno powiedzieć co, o ile w ogóle, podpada pod tę bezpieczną odległość.

Stety lub niestety, nie miałam za wiele wyboru w tej kwestii. Śledziłam go pod gęstymi koronami drzew dżungli Srogiej Kotliny przez… dzień? Pięć dni? Nie mogłam stwierdzić. Ale za każdym razem, gdy kątem oka dostrzegłam jego wstrętną postać, moje nogi stawały się ciężkie niczym z ołowiu, co spowalniało moje tempo, podczas gdy on w niepohamowany sposób podążał dalej.

Sporadycznie udawało mi się podejść wystarczająco blisko, by dobrze mu się przyjrzeć, ale wtedy on od razu zdawał się znajdować dwukrotnie dalej niż sekundę temu.

W końcu znalazłam się w stanie kompletnego zmrożenia, a on przysunął się, by mnie powąchać. Zdaje się, że nie postrzegał mnie jako zagrożenia, bogom dzięki. Po prostu przechylił głowę, zmierzył mnie wzrokiem z góry do dołu swoją pozbawioną oczu i twarzy twarzą i się oddalił. Znieruchomiała stałam i się w niego wpatrywałam.

Po tym uznałam, że lepiej za nim więcej nie podążać. Mroczny Terror to zapewne jeden z tych sekretów, których rozwiązania lepiej nie poszukiwać." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_41_FacelessVoid_LocHeroName" "Bezlica Pustka" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_42_WraithKing_LocFieldNotes" "Wertując strony wielkiego tomiszcza w przestronnej bibliotece Qualdin, Aldric Jeżynokolcy nareszcie odnajduje to, czego szuka.

– Tu jest – oznajmia, wskazując z rechotem. – Makabra, co?

Prentiss, historyk świetnie zorientowany w kwestii opowieści o legendarnym królu Ostarionie, odnalazł stronicę opatrzoną rysunkiem przedstawiającym zamek zbudowany z kości. Kręgi czaszek zwieńczają kolumny wytworzone z piszczeli. Rozmiar zamku sugeruje, że materiały budowlane na niego zapewniły dziesiątki tysięcy osób i jakoś nie wydaje mi się, żeby zrobiły to po dobroci.

– Ostarion chciał władać całym królestwem. Ale bardziej niż tego pragnął rządzić całym królestwem przez całą wieczność – mówi Jeżynokolcy. Ambitny gość. Jego zamek był jednocześnie twierdzą i ostrzeżeniem.

Toteż król przeszedł zakazany rytuał. Używszy dusz zarówno swych wrogów, jak i poddanych, na wieczność przykuł się do krainy, nie jako człek, lecz upiór.

– Nie za bardzo jest żywy, ale wystarczająco żywy do… swoich celów w każdym razie – rzecze Jeżynokolcy. – Jego królestwo upadło, ale on nadal gdzieś tam jest, domagając się wierności lub śmierci. A nierzadko obu." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_42_WraithKing_LocHeroName" "Upiorny Król" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_43_DeathProphet_LocFieldNotes" "– Ojciec był jednym z ostatnich, którzy otrzymali wróżbę od Krobelus – wychrypiała siedząca w zdobionym ogrodzie zimowym sędziwa księżna. Młody służący nalał jej herbaty, a ona osunęła się na siedzenie.

Krobelus była wróżbitką dla obrzydliwie zamożnych. Została obdarzona zdolnością widzenia sięgającą poza zasłonę dzielącą życie i śmierć. Te przebłyski wizji wyszeptywały jej to, co nastanie.

– Powiedziała mojemu ojcu o ciemności, która miała pochłonąć go za dwa lata – rzekła księżna. – Ale on tryskał zdrowiem. I bezczelnością. – Zapytał wieszczki dlaczego, skoro tak dobrze potrafiła wywróżyć los innych, nigdy nie zadała sobie trudu, żeby zobaczyć własny.

Okazało się, że było to niewłaściwe pytanie. A to dlatego, że ostatecznie było to pytanie, na które Krobelus nie była w stanie odpowiedzieć. Latami szydziła sobie ze śmierci, sprzedając sekrety zasłony temu, kto da najwięcej. Ale kiedy skierowała wzrok do środka, śmierć zaszydziła sobie z niej. Jej przeznaczenie samo było przed nią ukryte.

Więc zamiast tego wkroczyła za zasłonę, składając się w ofierze, by wydrzeć jej sekrety. Śmierć ją zawróciła. Zawracała ją raz po raz, a za każdym wskrzeszeniem przemieniała się i nikła, pozbawiona swego wiecznego spoczynku. Oraz ostatecznej odpowiedzi.

Ojciec dopełnił w końcu swojego przeznaczenia – wyrzęziła księżna. – Bo Krobelus nie przepowiada już śmierci. Tylko ją sprowadza." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_43_DeathProphet_LocHeroName" "Prorokini Śmierci" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_44_PhantomAssassin_LocFieldNotes" "Obmacuję chłodną kamienną kompozycję przed kaplicą. Żadnych spoin. Ciekawe. Eskortująca mnie kobieta, pełna pruderii przeorysza w ciężkiej bojowej szacie mówi, że rozmawianie z Mortred (i rozmawianie z którąkolwiek z Sióstr Woalu) jest zakazane. Daje mi do zrozumienia, że odprawienie mnie to przysługa. I że gdybym został, to nie jest w stanie określić, co Mortred by mi zrobiła.

Świetnie. Dwa miesiące szukania tropów, odsiewania prawdy od plotek, rozmów z bezlitosnymi przywódczyniami gildii skrytobójczyń (nieszczególnie rozmownych), a moje opcje to albo się poddać, albo dać się zamordować. Mówię przeoryszy, że popróbuję szczęścia.

Nagle odziana bojowo przeorysza się rozmywa. Z drżącej sylwetki wykracza Siostra Woalu, w której poszukiwaniu przybyłem.

Jednak wciąż podskakuję.

– Zapowiedź śmierci nie spoczywa na tobie – zapewnia mnie.

– Dobrze wiedzieć. – Staram się wymusić uśmiech.

– A teraz… możesz zadać jedno pytanie.

Pytam jej więc o jej młodzieńcze lata.

Zabrana przez zakon z domu tarskiego kupca praktycznie nic nie pamięta. Jej dzieciństwo było niekończącym się cyklem nauki władania ostrzem, medytacji i gojenia ran. Pomija rytuały inicjacji, ale z cieniem uśmiechu przyznaje, że była najmłodszą, która kiedykolwiek przywdziała woal. Miała wtedy dwanaście lat.

Jej pierwsze zabójstwo? Tajemnica między nią a trupem. Drugie? Pyszałkowaty król Białogrzywia. Nigdy o nim nie słyszeliście? No właśnie.

Nim udaje mi się spróbować pociągnąć rozmowę dalej, wraca wcześniejsza „szata bojowa”. Ech.

Powinienem był się domyślić. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_44_PhantomAssassin_LocHeroName" "Widmowa Zabójczyni" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_44_PhantomAssassin_LocPersonaFieldNotes" "Uliczką snuł się zapach spalonej nafty i szafranu. Woń ta długo zalegała w nozdrzach. Na bruku wciąż rozbryzgana była krew, ale ciało handlarza zostało już zabrane przez revtelskich stróżów, usunięte starannie niczym wpis z księgi.

Do gardła przystawione zostało mi zimne ostrze. – Kto to zrobił? – spytał głos niecierpiącym sprzeciwu tonem. Był niski, naglący i niechętny do pogaduszek.

Mrugnąłem. – Mogę… powiedzieć tylko o swoich domysłach. – Wskazałem gestem w kierunku krwi, jej rozłożenia i schludnych łuków. – Obustronne ostrze. Świadek widział skrytą za woalem postać. I jeszcze doszło do tego wszystkiego w przeciągu godziny.

Ostrze się odsunęło. Z cieni wyłoniła się smukła sylwetka. Mężczyzna przejechał mi wzrokiem po twarzy. Lekkim ruchem kiwnął głową. – W takim razie nie mogła odejść za daleko.

Odetchnąłem. A zanim wypuściłem oddech w całości, jego już nie było. Ani odgłosu kroków, ani szmeru. Jedynie ciężar braku jego obecności i poczucie, że jakiekolwiek rachunki, które go tu ściągnęły, pociągną ten wzorzec dalej i towarzyszyć mu będzie jeszcze więcej krwi. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_45_Pugna_LocFieldNotes" "Klasztor leży w gruzach, a poczerniałe belki wyciągają się ku niebu. Błądziłem pośród popiołów i kreśliłem w notatniku swoje obserwacje.

W połowie zdania zatrzymał mnie szyderczy śmiech. Podniosłem wzrok, a moim oczom ukazała się kościotrupia zjawa obleczona w zielony płomień oraz skromnie zdobione, lecz godne arystokracji szaty. Jej oczy pałały szelmowską bezwzględnością.

Ogarnęła mnie panika. – Musisz być…

Zjawa wyrwała mi notes z rąk i przekartkowała znajdujące się tam gryzmoły i marginalia z ciekawością godną dzieciaka wyrywającemu musze skrzydełka. Szelest stron ustał, gdy dotarła do tych zawierających informacje na temat pobliskich osad i miejscowych przekazów, które zaprowadziły mnie tu w poszukiwaniu Pugny. A teraz, znalazłszy go, żałowałem, że kiedykolwiek udałem się go szukać.

Wyszczerz Pugny zdawał się poszerzać. Kapryśnym pstryknięciem podpalił karty dotyczące jego miejsca pobytu zielonkawym ogniem. Niedbale cisnął notes i wyrwał mi z ręki pióro. – Moje! – zachichotał. A potem zniknął.

Pozbierałem to, co zostało z mojego notesu i oparłem się o osmalony mur. Znalazłem grudkę węgla i zacząłem pisać od nowa. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_45_Pugna_LocHeroName" "Pugna" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_46_TemplarAssassin_LocFieldNotes" "Podenerwowany uzdrawiacz gestem dłoni pogania mnie w kierunku bogato zdobionej sali hospicyjnej.

– Jego zdrowie się pogarsza – dyszy. – Nie ma co się guzdrać.

Moja reputacja guzdrały znowu mnie wyprzedziła.

Podparty o poduchy wypchane ostowym puchem na łożu z baldachimem leży niegdysiejszy książę Uhatu. Przenikliwym wzrokiem błaga o opowiedzenie swojej historii.

Nienasycony apetyt na tajemnice doprowadził go do głównego kodeksu o którym mówiło się, że odkrywał ukryte drzwi do wszelkiej wiedzy. Niestety wieść o jego dążeniu do wiedzy przysporzyła mu uwagi niewłaściwych osób. Był w połowie inkantacji stworzonej do odblokowania sekretów wszechświata, gdy psioniczne ostrze Lanayi zadźwięczało o jego skroń. Jej panowie zlecili zabicie go, ale w zamian za zdobytą przez niego wiedzę zaoferowała kompromis.

Wystarczająco wiele jego umysłu musiało zostać wymazane, żeby zaliczał się do zmarłych, ale zrobiono z niego przykład, wybudzając się raz dziennie, by opowiedzieć swoją historię. Jej ostrze wślizgnęło się w jego umysł. Reszta jego życiowej wiedzy poza jego tragiczną historią wślizgnęła się do umysłu Lanayi.

Wzrok księcia staje się otępiały. Opada bezwładnie w tył. Oddycha, ale w bezruchu.

Przynajmniej ma fajne łóżko. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_46_TemplarAssassin_LocHeroName" "Świątynna Zabójczyni" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_47_Viper_LocFieldNotes" "Słaba mżawka wszelkimi siłami próbuje ugasić dymiące wyrwy pozostawione na linii drzew. Pyk-pss, pyk-pss rozlega się z każdą kroplą lądującą na kolejnym jaskrawozielonym pniu po tysiącletnim sękatym wiązie.

Leśniczy Arrol będący moim przewodnikiem wyciąga miedziaka i wrzuca go w topniejącą breję. W mgnieniu oka znika wraz z kłąbkiem trującego gazu.

– Mówiłem ci, że to paskudztwo – chichocze. Gwiżdżę z przerażonym podziwem. Przyglądam się skutkom ostatniego kwasowego ataku podłego piekłosmoka imieniem Żmij.

Mieszkańcy lasu, od tych żyjących nieopodal linii drzew aż po tych skrytych głęboko w najciemniejszych połaciach, których brak na mapie, złożyli się i najęli strażników do ubicia piekłosmoka. Żmij domagał się w sposób raczej uparty i brutalny, żeby leśne ludy go czciły. Do tej pory strażnicy nie okazali się szczególnie pomocni w odpieraniu jego ataków. Strzały i cięcia miecza nie są zbyt skuteczne przeciwko bestii, której wydzieliny roztapiają łuki i miecze.

Spytałem, czy próbowali już go czcić. W odpowiedzi zostaję obdarzony spojrzeniem, które mylnie biorę za znak, że mnie nie słyszał. Pytam więc raz jeszcze. Tym razem spojrzenie, którym zostaję obdarzony podpowiada mi, że usłyszał mnie za pierwszym razem. Na szczęście mżawka zamienia się w deszcz, a my biegiem udajemy się do schronienia, jakie zostało w tlącym się lesie. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_47_Viper_LocHeroName" "Żmij" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_48_Luna_LocFieldNotes" "– A więc Novę żeś już poznała – mówi wojowniczka w hełmie, wyłaniając się z Lasów Srebrzystej Nocy, a jej glewie jaśniały w dostrzegalnych strużkach czerwonawego blasku księżyca.

Poznałam. Olbrzymi kot przycisnął mnie do drzewa. Założę się, że mógłby mnie przełknąć na dwa kęsy. Na trzy, jeżeli chciałby podelektować się moim smakiem.

– Gadaj, jaki masz interes, ino nie łżyj – ostrzega mnie Luna. – Bogini nam powie, jak popróbujesz kantować.

Próbuję wziąć oddech z łapą kota wielkości kowadła na mojej klatce piersiowej. Dysząc, wyjaśniam, że przybyłam w poszukiwaniu jej historii. Blask księżyca z czerwonawego przechodzi w srebrny i, miłościwie, kot traci mną zainteresowanie i się oddala. Jednak nie za daleko.

Luna mówi, że była kiedyś wielką wojowniczką, której armia została zdziesiątkowana. Błąkała się bez celu na skraju śmierci, z głodu doprowadzona do szaleństwa, gdy bogini księżyca Selimena zesłała Novę, by poddać ją próbie. Rzecz jasna, przeszła ją pomyślnie.

– Jak teraz idę na wojnę, to w jej służbie – mówi pełnym czci tonem. – Jak rozlewam krew, to za nią.

Z tymi słowy wskoczyła na grzbiet Novy i pomknęły w dal. Selimena ocaliła ją od śmierci głodowej. A czy od szaleństwa? Tego już pewna nie byłam." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_48_Luna_LocHeroName" "Luna" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_49_DragonKnight_LocFieldNotes" "Sir Davion Mężny. Sir Davion Roztropny. Sir Davion Szlachetny. Bycie rycerzem tak ukochanym przez każdego, kogo spotka, musi być ciężkie. Davion nigdy nie delektował się uwagą otoczenia, ale dostrzegłem lekki uśmiech, gdy miejscowe panny przepychały się na bok łokciami, żeby tylko rzucić okiem na bohatera.

Jednak jeden przydomek napawał go irytacją: Sir Davion Smokobójca. Wydało mi się to niemal groteskowe. Czyż nie słynął z zabicia nikczemnego smoka Slyraka? Czyż nie nosił łusek swoich wrogów?

Dane mi było widzieć już fałszywą skromność, zapytałem go więc bez ceregieli, gdy jego świta udała się do Hauptsztadu. Po raz pierwszy zauważyłem, że jego oczy nie należały tylko do niego. Zgładziwszy Slyraka, nie tylko wchłonął jego ogromną smoczą moc. Biedaczynie udało się także przyswoić niedogodne poczucie empatii w stosunku do swojego największego nieprzyjaciela (niedogodne, znaczy się, jak jesteście słynnym smokobójcą).

Czy oznacza to, że skończył z uśmiercaniem smoków? Otóż niekoniecznie. To nie tak, że Slyrak spoufalał się z każdym rodem smoczątek. Słyszałem, że wiele z nich uważał za nie do zniesienia i ma niezliczone rachunki do wyrównania. Więc być może udało im się zaledwie dojść tu do porozumienia. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_49_DragonKnight_LocHeroName" "Smoczy Rycerz" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_4_Bloodseeker_LocFieldNotes" "Jak to mawiają: gdzie Iczoxtotec poczuje zew, tam Strygwyr przeleje krew.

Rzecz jasna, tylko Łowcy Kości (jego koledzy po fachu) zwą go Strygwyr. Wrogowie zazwyczaj nazywają go Krwiożercą. A przyjaciele? Cóż, umówmy się, że takowych to on za wielu nie ma.

Tak czy siak, śledzę wielkiego ptaka Iczoxtoteca szybującego w kierunku bandy oglodijskich najemników, których właśnie wyrzyna Krwiożerca. To moja jedyna szansa na kontakt z nim twarzą w twarz. Albo pół szansy.

Doganiam go w momencie, gdy przecina jakiegoś niedobitka na dwie równe i dziwacznie identyczne kupki, a jego mistyczny pancerz odbija każdą skapującą szkarłatną kroplę. Przełykam ślinę. – Zawsze byłeś, yyy, tym?

Po raz pierwszy mnie zauważa. I ku mojemu zaskoczeniu, odpowiada.

– Obdarte domagają się ofiary z krwi – dyszy. – Muszę im jej dostarczyć, bo inaczej wezmą tę krew od mojego ludu.

Wycofuję się. Nie musisz czuć żądzy krwi, żeby rozpoznać ją u kogoś innego. Na szczęście właśnie wtedy dostrzega więcej najemników powracających do obozowiska. Na szczęście dla mnie. Na WIELKIE nieszczęście dla Oglodich.

Ulatniam się, gdy on siecze ich zastępy. Kolejnej szansy pewnie już nie dostanę. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_4_Bloodseeker_LocHeroName" "Krwiożerca" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_50_Dazzle_LocFieldNotes" "– Nie jestem potworem – zapewnił mnie Dazzle.

Gdy się na niego natknęłam, pochylał się nad ciałem konającego jelenia w zacienionej puszczy położonej jakieś półtora kilometra od gór w Mglistej Kniei.

– Powiadają, że kraina Nothl mnie zepsuła. Ale jedyne co zrobiła, to wskazała mi moją perfekcyjną postać.

Dazzle był ledwie chłopcem, gdy podjął się zdradzieckiego rytuału pozwalającego mu na podróż do krainy. Rada zakonu dezuńskiego doglądającego rytuału odradzała mu udanie się tam. Był zbyt młody, zbyt niedoświadczony. Jednak w dalszym ciągu nalegał, że był gotowy, więc otrzymał pozwolenie. Rada pocieszała matkę Dazzle'a z powodu jego niechybnej śmierci, gdy, ku jej zdumieniu, powrócił.

– Tak poza tym, to czy potwór zrobiłby to?

Po tych słowach łososioworóżowa kula światła wystrzeliła mu z dłoni i raziła jelenia. Jeleń natychmiastowo poderwał się na nogi i potrząsnął łbem, jakby otrząsając się ze złego snu.

Pomyślałam sobie, że w takim razie opowieści chyba były nieprawdziwe, a wtedy on zachichotał i wypuścił białą kulę światła z drugiej dłoni, ponownie powalając jelenia. Może mimo wszystko opowieści nie były do końca nieprawdziwe." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_50_Dazzle_LocHeroName" "Dazzle" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_51_Clockwerk_LocFieldNotes" "Gruchot zdawał się powtarzać: „Nie dotykaj tego” z każdą wypełnioną mechanizmami okropnością, którą ruszałem w celu zbadania w jego wypełnionym okropnościami warsztacie. Powiedziałem mu, że nie mam nawet zamiaru. Nie byłem głupi. Ale połapałem się także o tym, że jego ostrzeżenia były formą fanfaronady owiniętej w troskę.

Trzeba przyznać, że jego pewność siebie jest w pełni zasłużona. A do tego, zważywszy na liczbę makabrycznych zgonów przypisywanych Gruchotowi, jego porada była w pełni uzasadniona. Spytany przeze mnie o to, czy plamy na wynalazkach i dookoła nich były krwią, czy rdzą, po prostu skinął głową i się uśmiechnął, jakbyśmy wspólnie zażartowali w sposób zrozumiały wyłącznie dla nas.

Nie, Gruchot tak naprawdę nie przejmował się niewinnymi ludźmi siekanymi w jego warsztacie, ale miał świadomość, że nie zawsze pomagało to już wątpliwej reputacji Bystrych.

– Ostatnie, czego mi trzeba, to żeby zjawiła się tu zgraja wieśniaków z widłami i pochodniami – sarknął. – Przenoszenie całego tego szajsu to istny ból rzyci. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_51_Clockwerk_LocHeroName" "Mechamistrz" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_52_Leshrac_LocFieldNotes" "Mawiają, że prawdziwa mądrość tkwi w wiedzeniu, że nic nie wiesz. Więc jak nazwać to, kiedy wiesz za dużo?

Według legendy na Leshracu, który był niegdyś filozofem, ciąży właśnie ta klątwa. W poszukiwaniu odpowiedzi na tajemnice natury wpatrywał się w Chronoptyczne Kryształy – nawiedzone kamienie, o których krążyły opowieści, że oferują spojrzenie w serce wszelkiego stworzenia.

To, co ujrzał, było tak spaczone, że rozszczepiło jego umysł na pół. Teraz jego świadomość zamieszkuje między krainami, a obie niegodziwe i nielitościwe są na wskroś.

Obecnie niektórzy zwą go Udręczoną Duszą. Może to zabrzmieć dramatycznie, ale ci, którym udało się go spotkać i przeżyć, by o tym opowiedzieć, mówią, że przydomek ten nie jest zanadto sensacyjny. Jeśli już, to mawiają, że to bardziej jak diagnoza.

Opowieść głosi, że jego nauki nie doprowadziły go na tyle do szaleństwa, na ile popchnęły go do OKRUCIEŃSTWA. Jeśli on musi znać gorzką prawdę zatruwającą jego umysł, dowodzi, to sprawiedliwość wymaga, by inni dzielili z nim ten ból. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_52_Leshrac_LocHeroName" "Leshrac" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_53_NaturesProphet_LocFieldNotes" "Wchodząc do Poszarpanego Lasu, nie sposób przeoczyć licznych malowanych znaków.

– On nakazuje, żeby niczego po sobie nie pozostawiać – głosi jeden z nich. – On nakazuje, żeby niczego nie ścinać – mówi kolejny. – On nakazuje, żeby nie zbierać niczego do zjedzenia – przekazywał trzeci.

Nie mówiły one odwiedzającym, żeby trzymali się z daleka, tylko żeby się pilnowali i nie czynili niepotrzebnych szkód. Pojedynczo każdą z tych tabliczek łatwo byłoby zlekceważyć jako dzieło jakiegoś starego wieśniaka pilnującego swojej ziemi. Ale to był Poszarpany Las, miejsce z dala od jakiegokolwiek znacznego miasta, a do tego pełne powykręcanego i, mówiąc szczerze, nieprzyjaznego listowia. Tylko głupiec przekonałby się o groźbach stojących za tymi pisemnymi prośbami na własnej skórze, a ja nim nie jestem.

Ostrożnie wkroczyłem do lasu i, jak można się było spodziewać, niebawem natrafiłem na karawanę głupców. Pnącza grubsze niż moje nogi trzymały trupy przy ziemi. Przypominające palce gałęzie trzymały w uścisku siekiery podróżników, teraz już na zawsze osadzone w pokrytych mchem szyjach. Z ich ust wyrastały grzyby.

Złapałem wolną deskę i pospiesznie namazałem czwarty znak, po czym umieściłem go przy karawanie. Głosił on: „Czytaj znaki”. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_53_NaturesProphet_LocHeroName" "Prorok Natury" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_54_Lifestealer_LocFieldNotes" "Drom, Rzeźnik z Barrowhaven, był potężnym mężczyzną z silną brwią i spłaszczonym nosem awanturnika. Mimo to wiercił się, a jego wyłupiaste oczy błądziły po obskurnej celi.

– Lochy Devarque to ostatni przystanek dla tych, którzy tu trafiają – powiedział. – Byłem w celi, kiedy usłyszałem ten hałas. Wyjrzałem, a tamci strażnicy, oni po prostu się nawzajem mordowali. My, więźniowie, zaczęliśmy wiwatować. Najwyższy czas, żeby dostali za swoje. Ale potem robi się naprawdę cicho. I wtedy to zobaczyłem.

Strażnik, w jakimś transie, otworzył celę. Został natychmiast rozerwany na strzępy.

– To coś było wysokie, ale co więcej, było DŁUGIE. Zęby na zębach. Kości tam, gdzie powinna być skóra. Oczy skupione na krzywdzie. – Drom przełknął ślinę.

Następnego ranka kapelan więzienny przyszedł wygłosić poranne kazanie. Po tym, jak zwymiotował na widok rzezi, zasugerował, że była to kara boska.

– Ale żaden bóg, który pozwalałby na to, nie jest wart modlitwy – zadrżał Drom.

Kapelan uznał to za znak. Zaoferował więźniom wolność. Tylko Drom został.

– Dopóki to coś tam jest – powiedział – ja zostaję tutaj." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_54_Lifestealer_LocHeroName" "Złodziej Życia" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_55_DarkSeer_LocFieldNotes" "– Jeszcze jedna partyjka – nalega Mroczny Wieszcz Ish'Kafel.

Wyzwał mnie właśnie na czwartą rundę jakiejś gry strategicznej, w której dowodziliśmy armiami replik na polu bitwy. Pierwsze trzy przewaliłem tak szybko, że dziwiło mnie, jak on (znakomity strateg wojenny) mógł w ogóle czerpać z tego radość.

– W wojnie nie chodzi o radość – strofuje mnie, gdy o to pytam. – A bystry umysł może odkryć nowe strategie nawet w pojedynku przeciwko wrogowi z wątłym umysłem.

Hmm. Cóż, skoro nie chodzi o radość, to granie w tę grę przynajmniej zdaje się go uspokajać. Kiedy gramy, a ja przegrywam, on otwiera się i zaczyna mówić o swojej przeszłości..

Przed zyskaniem zdolności panowania nad energią, wspomina, dzieci z jego rodzinnego wymiaru najpierw opanowują swoje ciała. Ish'Kafel szkolił się w wielu sztukach walki i zwyciężył w ogólnokrainowym festiwalu walk zwanym Lekel D'vit (w luźnym tłumaczeniu: Otwarta Burda?). I to właśnie dlatego rzadko kiedy uderza wroga przy użyciu siły fizycznej. – To byłoby nieuczciwe. – Posyła mi drwiący uśmieszek.

A poza tym uważa, że pokonywanie wrogów sprytem daje większą satysfakcję niż zwykłe pokonywanie ich pięściami.

– Bo widzisz, pozostawiłeś swoją lewą flankę bez ochrony, co czyni twoje wojska narażonymi na atak – mówi, otaczając mojego generała ukośnym manewrem kleszczowym w wykonaniu swojej południowej kawalerii, o której istnieniu zupełnie zapomniałem.

– Jeszcze jedna partyjka. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_55_DarkSeer_LocHeroName" "Mroczny Wieszcz" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_56_Clinkz_LocFieldNotes" "Tylko miejsce tak zasmolone jak Hoven było w stanie wydać na świat istotę podobną Clinkzowi i tylko tutejszy lud byłby w stanie obdarzyć go miłością. Gęsty las poznaczony kałużami czerni przywodzi na myśl uśpionego boga uwięzionego w swego rodzaju stanie kosmicznego pokwitania – nieustannie się przemieniającego, ale wiecznie niezmiennego.

Nietrudno byłoby uznać, że ziemia ta toczy wojnę przeciwko samej sobie, ale poza możliwością zrujnowania sobie butów przez nieostrożność, Hoven odnalazło przedziwną równowagę.

Cóż za ironia, że z powodu obrony tej równowagi Clinkz sam znalazł się w stanie graniczącym między życiem a śmiercią. Opowieści spoza tych terenów mówią o ognistym demonie, który upodobał sobie wypalanie dziur w torsach poczciwych i niewinnych podróżników.

Niczego innego nie oczekiwałem, ale ten jeden raz się pomyliłem. Clinkz nie był żadnym demonem. Zgładził demona, w rezultacie czego spłonął żywcem. Obdarzony wiecznym życiem za to zwycięstwo (będącym zarówno karą, jak i nagrodą, zważywszy na jego obecną płomienistą postać) jest nieznającym snu obrońcą, a ogień okalający jego głowę jest w tym samym stopniu ostrzeżeniem dla tych, którzy chcieliby sprowadzić na Hoven klęskę, co iskierką nadziei dla tych, którzy uznają je za swój dom. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_56_Clinkz_LocHeroName" "Clinkz" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_57_Omniknight_LocFieldNotes" "Dołączyłem do nierównego sznura pielgrzymów zmierzającego z mozołem w kierunku wysokich klifów Emaurakus, które zamieszkiwane są przez kapłanów Wszechwiedzącego. Wędrówka ta kosztowała mnie całe tygodnie, parę dobrych sandałów i połowę mojej cierpliwości, ale zyskanie nieco informacji na temat Purista Gromowładnego, Wszechrycerza, warte było każdego odcisku.

Wreszce na horyzoncie zarysowały się klify: czysty, wyszczerbiony kamień usiany jaskiniami niczym głęboko osadzone baczne oczy. W jaskiniach hierofanci witali wiernych mających nadzieję na otrzymanie wizji. Podszedłem do młodszego kapłana i zapytałem go o Wszechrycerza.

– Przybył z powątpiewaniem – powiedział. – Przygotowaliśmy się na wrzucenie go do dołu ofiarnego.

Potem wyczuł na sobie moje spojrzenie. – Jest to należyte postępowanie w stosunku do niewierzących – dodał. – Ale potem zajaśniał łaską Wszechwiedzącego i wiedzieliśmy już, że został wybrany, by spotkać Wszystkowidzącego. – Obrzucił mnie wzrokiem, marszcząc z lekka brwi. – Jeśli masz dalsze pytania, to mogę zorganizować ci wycieczkę po dole ofiarnym.

Nagle zdałem sobie sprawę, że mam wszystkie potrzebne mi informacje na temat Wszechrycerza. Uśmiechnąłem się i podziękowałem kapłanowi za poświęcony mi czas. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_57_Omniknight_LocHeroName" "Wszechrycerz" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_58_Enchantress_LocFieldNotes" "Aiusthta powitała mnie najpierw na rozległej, zielonej polanie w gęstych głębinach Lasu Srebrzystej Nocy – ukrytego wrzosowiska, którego nigdy bym nie odnalazła, gdyby nie zaprowadziła mnie tam prawdziwa menażeria duszków.

– Słyszałam, że mnie szukasz – powiedziała. Jej głos był przyjemny i od razu mnie uspokoił. – Wysłałam moich przyjaciół, żeby cię tu przyprowadzili. Czego pragniesz?

Jej leśni towarzysze ćwierkali, świergotali i gruchali w euforycznym zachwycie. Słyszałam, że Zaklinaczka potrafi kontrolować istoty o słabych umysłach. To, jak całkowicie zafascynowała te istoty o słabych mózgach, było niezwykłe.

– Chcę spisać twoje wyczyny. – Ukłoniłam się. – Dla potomności.

Uśmiechnęła się ciepło, a jej śpiewny głos ponownie wypełnił moje uszy.

– Moja historia jest długa i nic nieznacząca – gruchnęła. – Ale opowieści o stworzeniach wokół nas – to jest warte wysłuchania.

I oczywiście miała rację. Było jasne, że wiedziała lepiej niż jakiś skromny skryba. Pani zawsze wie najlepiej." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_58_Enchantress_LocHeroName" "Zaklinaczka" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_59_Huskar_LocFieldNotes" "Ostrzegano mnie przed niebezpieczeństwami Wyjącego Polesia – ogrami, wilkami, piekłodźwiedziami – więc nie byłam chętna, by szukać tam Huskara. Niestety, Huskar właśnie tam był.

Na szczęście sam Huskar był sympatyczniejszy, niż się spodziewałam. Pochylony nad rozpalonym ogniskiem, wydawał się niemal chętny do podzielenia się posiłkiem i swoją opowieścią. Ale gdy zaczął opowiadać o swoich podróżach, zostaliśmy zaatakowani przez watahę głodnych wilków.

Pomyślałam, że spisałam już moją ostatnią depeszę, gdy krążyły. Jeden wojownik, nieważne jak wyszkolony, nie był żadnym wyzwaniem dla tuzina gigantycznych psów, które nas otaczały. Pierwszy rzucił się na niego, powalając go. Ja byłam pewnie następna.

Ale gdy przywódca watahy wgryzał się w mięsiste ramię Huskara, mięśnie berserka zadrżały i rozciągnęły się. W mgnieniu oka wilk został kopnięty na drugą stronę polany. Kolejny rzucił się na mnie, ale jego gardło napotkało, z niepokojącą nagłością, obsydianowy sztylet Huskara.

Kolejne wilki nadciągały. Kolejne wilki padały. Każde ugryzienie, każde szarpnięcie zdawało się podwajać furię berserka.

Kiedy ostatni wilk wykradał się, Huskar stał, zakrwawiony, ale jakoś wyglądał na silnijeszego niż przedtem. Gdy jego oczy błyszczały wściekłością, postanowiłam, że też się wykradnę." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_59_Huskar_LocHeroName" "Huskar" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_5_CrystalMaiden_LocFieldNotes" "Błękitnosercowy Lodowiec jest lodowaty nawet w najlepszych czasach, ale Rylai sprawia, że jego smagany wiatrem szczyt wydaje się jeszcze zimniejszy.

– Czy moja siostra cię przysłała? – pyta. Ma błysk w oku, ale jej głos jest niczym ostrze. Nie wiem, czy mnie lubi, czy zaraz mnie zamorduje. A może jedno i drugie.

– Oczywiście, że nie – odpowiada sama sobie z chichotem. – Gdyby to moja siostra cię przysłała, już próbowałabyś mnie zabić.

– A wtedy musiałabym cię zabić.

Teraz jej głos brzmi śpiewnie, ale jej przejrzyste, niebieskie oczy sugerują coś innego. Nie jestem pewna co, ale dreszcz, który przechodzi mi po plecach, nie jest spowodowany tym mroźnym klimatem.

Czar pryska. Sugestia znika. – W każdym razie, jestem strażniczką tego królestwa i lepiej powiedz, o co ci chodzi – mówi, znów szczęśliwa.

Próbuję wyjaśnić swoją misję – kronikę opowieści o największych bohaterach świata – ale Rylai traci zainteresowanie mniej więcej w połowie pierwszego zdania.

– Powodzenia! Możesz się odprowadzić do drzwi? – Gestykuluje, nie zauważając – Czy może nie? – że już jesteśmy na zewnątrz. – Jeśli zobaczysz moją siostrę, powiedz jej, żeby kiedyś wpadła z wizytą!" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_5_CrystalMaiden_LocHeroName" "Kryształowa Panna" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_5_CrystalMaiden_LocPersonaFieldNotes" "Przybyłam pomówić z Lodowym Czarodziejem, żywiąc nadzieję, że jego owiana plotkami tysiącletnia hibernacja obejmowała jakieś godziny, kiedy nie spał. A jak nie, to wygląda na to, że przyszłam sobie popatrzeć na lodowego czarodzieja.

Zamiast niego zastałam Wilka z Lodowej Ruiny. Jego futro miało kolor pokrytego zmarzliną pola oświetlonego blaskiem księżyca, a jego szafirowe oczy przeszywały niczym świder przewiercający się przez blok lodu.

– Przybywasz w poszukiwaniu władzy? – zapytał. Prawie runęłam do tyłu w wirujący śnieg.

– W pewnym sensie – powiedziałam, z trudem próbując nad sobą zapanować. – O ile wiedzę można uznać za władzę.

Oczy wilka się zwężyły, a jego spojrzenie powędrowało następnie na lodowiec. – Wiedza to krystaliczna jasność. Ale wiedza to też druzgocący ciężar. Chroni… ale pozbawia też wolności.

Potem otrząsnął futro ze szronu i odszedł w śnieg. Przeszedł mnie dreszcz. Lecz nie od chłodu. I zdałam sobie sprawę, że przez cały ten czas mogłam szukać nie tego lodowego czarodzieja. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_60_NightStalker_LocFieldNotes" "Zakon Balanara prowadzi koczowniczy tryb życia, a jego kilkudziesięciu członków zmierza tam, gdzie dzień jest najkrótszy. Gdy spotykam ich o zmierzchu, okazuje się, że rozbili obozowisko na mroźnym, wysuniętym najbardziej na północ skraju Płaskowyżu Lodowej Zarazy.

Zważywszy na chłód, przydałoby się jakieś ognisko. Jednak w kręgu sekty Nocnego Okrutnika zakazane są wszelkie źródła światła.

Spotykam Paz, przedstawicielkę starszyzny grupy, która okazała swoje oddanie ciemności poprzez wydłubanie sobie oczu.

– Czy przyjęłaś noc? – pyta z ożywieniem. Kłamię, odpowiadając twierdząco.

– To dobrze. – Jej cienkie usta wykrzywiają się w ponurym uśmiechu. – Gdy nadejdzie, czeka cię nagroda.

Nagroda, jak mówi, to błoga śmierć i miejsce u boku Balanara na wieczność. Ale legenda mówi wyraźnie, że prześladuje ofiary w samotności, co skłania osobę nienależącą do sekty do przemyśleń, dlaczego tak właściwie jej członkowie są tacy pewni, że Okrutnik będzie spragniony towarzystwa.

Ostatnie skrawki słońca skłaniały się ku skalistej grani, chłód wypełniał powietrze, a nikłe światło oddalało się coraz bardziej. Paskudny uśmiech na pozbawionej oczu twarzy Paz wywołuje u mnie dreszcze gorsze niż to przeklęte zimno.

– Nadchodzi – szepcze pełnym nadziei głosem." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_60_NightStalker_LocHeroName" "Nocny Okrutnik" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_61_Broodmother_LocFieldNotes" "Zniszczony znak „Wędrowny cyrk osobliwości Kuza Borsta” kołysze się w rytmie podmuchów wiatru o zmierzchu.

– Co ty chcesz wiedzieć o Czarnej Arachnii? – pyta Kuz, nerwowo zerkając na pogłębiające się cienie Redmaw.

Jedyny znany poszukiwacz przygód, który uciekł ze skarbem bogactw Ptoloptalesa, przekształcił je w kolekcję najcenniejszych rarytasów po tej stronie Lodowej Ruiny. Następnie handlarz ponownie spróbował swojego szczęścia, wracając na Pyrotheos, by „zwabić” dzieci Matki Lęgu do swojego przedstawienia. Od tamtej pory jest w ukryciu.

– Ile z nich… schwytałeś w sieć?

– Prawie zero, przysięgam. Nawet nie… dwieście?

Wkradł się do tunelu lawy, podczas gdy Matka Lęgu bawiła się swoim jedzeniem (pechowym hipogryfem). – Jej oczy zawsze rozglądają się za kolejnym posiłkiem, ale nawet gdy zacznie zawijać ofiarę w kokon, czuje przymus i nie może się powstrzymać, dopóki nie skończy. Wtedy je złapał.

Kuz odjeżdża. Życzę mu dużo szczęścia.

Odgłos potężnych, pędzących nóg rozbrzmiewa po przełęczy, zanim zostaje przebity wściekłym krzykiem.

Powinienem był doprecyzować. Życzę mu bardzo dużo szczęścia. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_61_Broodmother_LocHeroName" "Matka Lęgu" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_62_BountyHunter_LocFieldNotes" "Pomimo wielkiego zainteresowania Dobromiły i wielokrotnych próśb, odmawiam dalszego zagłębiania się w Gondara, Łowcę Nagród. Wielokrotnie powtarzałem jej, że nie istnieje. Ja bym przecież wiedział, włożyłem dużo wysiłku w to, aby go odnaleźć.

Zapytaj tuzin bandytów, a otrzymasz tuzin różnych opisów Gondara: wysoki, niski, szczupły, tęgi, zielony, czerwony… Każdy bandyta zapewni cię, że absolutnie, bezapelacyjnie widział go na swoje własne oczy. Jeden złodziej przysiągł na grób swojego ojca chrzestnego, że Gondar był żywym cieniem. Spotkałem wcześniej żywy cień i łatwiej znaleźć dowody na ich istnienie niż na istnienie tego tak zwanego Łowcy Nagród.

Nawet moralność Gondara zależy od tego, kto opowiada historię. Wydaje się, że morduje on tylko najgorszych przestępców, albo tylko najsłodszych kurierów, albo w jakiś sposób tylko najsłodszych przestępców. To wszystko to kompletne bzdury. W tym momencie zaryzykowałbym stwierdzeniem, że Gondar istnieje wyłącznie w umysłach niespokojnych przestępców, którzy próbują utrzymać w ryzach swoje młode, aspirujące rzezimieszki." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_62_BountyHunter_LocHeroName" "Łowca Nagród" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_63_Weaver_LocFieldNotes" "Thaddeus Greymantle jest dziekanem wydziału nauk ontologicznych w Akademii Ultymiru. Mówią, że z prowadzonego przez niego przedmiotu (zaawansowana kosmologia cudotwórstwa) w ciągu 42 lat jego nauczania zdało zaledwie pięciu studentów. To nie tak, że bezlitosny z niego belfer. Bardziej chodzi o to, że Ultymir niechętnie dzieli się tajnikami tkania płótna rzeczywistości samej w sobie, chyba że potraficie udowodnić, że nie przekręcicie żadnego słowa w swoich zaklęciach.

Thaddeus, jak się okazuje, pisał pracę doktorską na temat Tkaczy i w jego oczach pojawia się błysk uznania, gdy o nich pytam. Tkacze, jak wyjaśnia, są kustoszami samego istnienia. Nie są to architekci ani bogowie. Dla Tkacza wszechświat to tkanina rozciągnięta na wielkich krosnach. Reperują oni będące dziełem czasu przetarcia, zaciskają poluzowane szwy, wzmacniają wyblakłe obszary zanim coś mrocznego, zakazanego i spoza naszego wymiaru egzystencji będzie mieć okazję się do niej przemsknąć.

Brzmi to jak niewdzięczne i monotonne zajęcie i mimo że Thaddeus jest szybki w ocenie Skitskurra jako złoczyńcy, to ciężko byłoby zaprzeczyć, że każdy z nas mógłby ulec tej samej pokusie. Skitskurr był jednym z najlepszych Tkaczy, jednak zniecierpliwiło go łatanie raz po raz tych samych dziur przez wieczność. Znużyło go zwykłe podtrzymywanie rzeczywistości. Bardzo pragnął stworzyć swoją własną.

Jego eksperymenty zaczęły się skromnie, ale nie minęło wiele czasu, nim zauważyli je strażnicy. Wyszył na nowo za dużą część schematu wszechświata, a nici powiodły z powrotem do niego. Strażnicy wycięli jego świat, wypędzając go z nadświata do będący błędem świata, którego mógł, ale którego nie musiał stworzyć: naszego.

Thaddeus nie prowadzi żadnych zajęć na temat Skitskurra. Im mniej jest tych, którzy znają jego historię, tym większe bezpieczeństwo splotu. – Nasza rzeczywistość być może nie jest idealna – mówi – ale wolę ją taką, jaką jest. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_63_Weaver_LocHeroName" "Tkacz" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_64_Jakiro_LocFieldNotes" "Trzydzieści zakrętów w głąb labiryntu niesławnego kupca w Revtel, gdzie zniszczony szyld głosi „Brambletin i Synowie”, choć „Brambletin” jest przekreślone, podobnie jak „owie” na końcu słowa „synowie”.

Szyld wisi nad małym, ponurym domkiem. Kiedy handlujesz smoczym mięsem, lepiej zachować skromność i nie zwracać na siebie zbyt dużej uwagi.

– Pisarz, hm? – pyta mężczyzna, który, zgaduję, jest tym ostatnim synem, ponuro tnąc małe, łuskowate udo.

– No dobra, więc mięso ognistego smoka jest dobre i pikantne – chwali się. – Smoki lodowe, to inny rodzaj pikantności. Ale takie, które są JEDNOCZEŚNIE lodowe i ogniste? Cóż, to by były DUŻE pieniądze.

Brambletinowie wyruszyli więc na poszukiwanie Jakiro i dostrzegli go zataczającego się w oddali, prawdopodobnie bliskiego śmierci. Podążyli za nim przez przełęcz, tylko po to, by odkryć, że zostali oszukani. Jakiro udawał kontuzję, żeby ich zwabić, po czym jedna głowa spaliła jego ojca i połowę braci, a druga zamroziła resztę jak mrówki w bursztynie.

– Rodzinny biznes nie jest już taki jak kiedyś – wzdycha syn. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_64_Jakiro_LocHeroName" "Jakiro" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_65_Batrider_LocFieldNotes" "Mimo że zostałem poinformowany przez wiarygodne źródło, że Jeździec Nietoperza to „idiota” i „tchórz”, to przynajmniej jest chytry, bo okazuje się niemożliwy do odszukania.

Siedzę skulony za porośniętym pnączami głazem nieopodal samego skraju Yama Raskav. – To najlepsza miejscówka do oglądania Jeźdźca Nietoperza – uparcie twierdzi mój przewodnik, ogarnięty nadmiernym zapałem hodowca bagiennego jęczmienia, wyglądając zza głazu.

Jako młodzieniec Jeździec Nietoperza całymi dniami palił kępy drzew baliboju, by zwolnić miejsce na pola trzciny szablastej swojej rodziny. Jego ojciec, z tego co mówią, chodzący kufel piwa, był wymagający i surowy w stosunku do młodzika, którego znał zaledwie jako „dzieciaka”.

Pewnego dnia maniakalna skłonność do podpaleń Jeźdźca Nietoperza zdenerwowała stado mordoperzy. Jeden z nich pochwycił go i pofrunął ku niebu z zamiarem roztrzaskania młodzieńca o skały, by nakarmić swoje młode.

– Większość ludzi panikuje jak diabli, gdy zostaną złapani przez mordoperza – szepcze mój przewodnik, przeczesując wzrokiem horyzont. – Ale nie Jeździec Nietoperza.

Zamiast tego młodzikowi udało się wyszarpać z uścisku mordoperza i wgramolić się na jego grzbiet. Używając do tego jego uszu, „posterował” mordoperzem do chaty swojego ojca i zrzucił ognisty wór na rodzinną posiadłość. Mordoperz ten zdołał pożreć swój pierwszy i ostatni gorący posiłek, nim Jeździec Nietoperza oderżnął mu łeb.

– A potem Jeździec Nietoperza wrócił i…

Świst ogromnych skrzydeł i maniakalny śmiech wysoko nad naszymi głowami ucisza mojego przewodnika.

– Wydaje mi się, że wraca żeby upewnić się, że jego tata nie żyje – mówi szeptem ogarnięty podziwem przewodnik, gdy przyglądamy się postaci zataczającej po niebie łuk.

PS Otrzymałem wiarygodne informacje oraz przypomnienie od mojego wiarygodnego źródła, że prócz bycia idiotą i tchórzem, Jeździec Nietoperza boi się także Kata. Otrzymałem wiarygodne informacje, że powinienem to zapisać na oczach mojego wiarygodnego źródła. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_65_Batrider_LocHeroName" "Jeździec Nietoperza" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_66_Chen_LocFieldNotes" "Usłyszawszy po raz pierwszy plotki na temat Chena, dawnego kryminalisty, który nawrócił się na stronę świętej sprawiedliwości, podchodziłem do nich z rezerwą. Już dawno temu przekonałem się, że rycerze w lśniących zbrojach zwykle mają niemało plam na sumieniu.

Żaden z wieśniaków chętnych do wzięcia moich pieniędzy nie spotkał Chena osobiście, ale większość z nich miała znajomego lub krewnego, który wyruszył na jego poszukiwania w nadziei na nawrócenie na jego słuszną sprawę. Jak można się było spodziewać, żadna z tych osób nie powróciła. Wybrałem się więc na poszukiwania i ja.

Zdałem sobie sprawę, że jestem na dobrej drodze, gdy natrafiłem na krwawy ślad, gdzie pielgrzymka wielu przepełnionych nadzieją akolitów dobiegła brutalnie końca. Przeprowadzenie z Chenem wywiadu wydało się wtenczas… niemądre. Wspiąłem się więc na najbliższe drzewo.

Z tego punktu widziałem zanoszącego się płaczem błagającego mężczyznę. Czy to o miłosierdzie, czy odpuszczenie, nie dowiem się nigdy.

Rozbłyskiem światła Chen nawrócił go tak samo jak i innych, a parujący trup wywabił oddane Chenowi zwierzęta na ucztę. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_66_Chen_LocHeroName" "Chen" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_67_Spectre_LocFieldNotes" "Przez lata plemiona Azmeddir i Muddaral toczyły ze sobą wojny. Ich bitwy rozciągały się na twardych piaskach Krain Żalu. Wydawało się, że nie da się wynegocjować rozejmu, aż nagle stał się rozejm.

Bliźniaczy wodzowie spotkali się ze mną w dużym namiocie, czymś w rodzaju ratusza, w osadzie, gdzie obie strony żyły teraz w niespokojnej, lecz wymuszonej harmonii.

– Walka nie mieć końca – powiedział wódz Azmeddi. – Walka nigdy się nie kończyć, dopóki jedna ze stron nie ginąć. – Jego twarz opada. – Dopóki ona.

Z tego, co zrozumiałam, Zjawa o imieniu Mercurial była zafascynowana ich niekończącym się konfliktem. Cienista istota po prostu pojawiła się pewnego dnia w środku wyjątkowokrwawej bitwy.

– Wtedy ludzie zacząć umierać – powiedział wódz Muddar z szeroko otwartymi oczami. – Bez ostrza, bez strzały, po prostu umierać. Ona sprawiać, że ludzie umierać.

Cienie owiały wojowników, ich własne ostrza zwróciły się przeciwko nim, wielu oszalało. Bezradne, walczące plemiona zgodziły się na pospieszny rozejm.

– Przysłana przez prawdziwego boga Rah'kazala, kazać nam nie walczyć – powiedział wódz Azmeddi.

– Nie! – krzyknął gniewnie wódz Muddar. – Przysłana przez jedynego prawdziwego boga Ek'tobara!

Zostawiłam ich, gdy ich głosy stały się głośniejsze i bardziej przenikliwe, by mogli przedyskutować swój najnowszy spór." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_67_Spectre_LocHeroName" "Zjawa" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_68_AncientApparition_LocFieldNotes" "Historycy twierdzą, że Kaldr został wykuty z zimnej nicości, że zrodziła go zarówno jako posłańca, jak i przestrogę. Mędrcy twierdzą, że jest zimnem w najczystszej postaci i jest tu po to, by zmrozić świat, nie pozostawiając na nim nic prócz lodu.

Dla mieszkańców Trell, maleńkiej osady na Równinie Zimnej Skarpy w Ostępach, był wcieleniem śmierci.

Słyszałam, że przybył do Trell dwa dni temu. Gdy dotarłam tu dzisiejszego ranka, osada nie zdążyła jeszcze w pełni rozmarznąć. KiIku mieszkańców i sztuk bydła nadal stało jak posągi, zamrożone wpół kroku przy próbie ucieczki. Niektórzy poupadali, roztrzaskując się przy tym na kawałki. Ziemia kleiła się od krwi powoli przechodzącej z lodowej postaci w płynną.

Jedną rzecz trzeba Kaldrowi przyznać – jest równie skrupulatny co nieprzenikniony. Nie było mowy o żadnych ocalałych. Żadnej wskazówki, dlaczego uderzył w tę osadę. Według wszelkich relacji był to pokojowo nastawiony lud, więc możliwe, że tak dzieje się po prostu wszędzie, gdziekolwiek się zjawi.

Jeśli właśnie tak jest w tym przypadku, jeśli jego niszczycielstwo jest w mniejszym stopniu brakiem zahamowań niżeli produktem ubocznym tego, czym jest, to jego motywy będą musiały nadal pozostać niewyjaśnione." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_68_AncientApparition_LocHeroName" "Przedwieczne Widmo" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_69_Doom_LocFieldNotes" "Mówią, że Zagłada jest jedyną żywą istotą, która swobodnie porusza się między siedmioma piekłami. Oznacza to, że za siedem piekieł nie miałem nadziei na wytropienie go. Zamiast tego zacząłem od początku: od krateru.

Pojęcie „krater” jest trafne, ale trywializuje scenę. Otwarta rana na pustkowiu, gdzie został zrzucony z niebios, wciąż jest świeża i poczerniała, z piaskiem stopionym w szklane grzbiety tak ostre, że można na nich sobie odciąć palec, a gorące powietrze falowało z odorem spalenizny. Wyglądało to tak, jakby nie minął ani jeden dzień, w którym dół mógłby się zagoić. Większość miejscowych unika tego miejsca.

Większość, ale nie wszyscy. Stary pasterz twierdził, że widział jego upadek. – Wyszedł z ognia, dosłownie bez żadnych obrażeń. Poza tym, że jego skrzydła zostały wypalone do dymiących kikutów. Więc jak o tym myślę, to chyba były jakieś obrażenia. Aha, a jego oczy płonęły nienawiścią – myśli. – OGROMNĄ nienawiścią.

Ale jeśli opowieści są prawdziwe, nie powstał z ognia. On jest ogniem – pożerającym i bezlitosnym. Nie chodzi tylko o to, że Zagłada błąka się między piekłami. Chodzi o to, że ciągnie za sobą piekło wszędzie, gdzie się uda. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_69_Doom_LocHeroName" "Zagłada" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_6_DrowRanger_LocFieldNotes" "Spotkałem się z rodziną Traxex w chacie z dachem porośniętym mchem położonej w cieniu sosen, gdzie powietrze było tak gęste od wilgotnej ziemi, że dało się je przeżuwać. Jej rodzina to byli serdeczni gospodarze, choć raczej nie owijali w bawełnę.

– Od początku była jedną z nas – powiedziała jej przybrana matka, podając mi filiżankę gorącej herbaty z grzybów. – Cicha jak cień, szybka jak myśl. Myśleliśmy, że jest drowem, który powrócił do domu w innej postaci.

Jej wujek przytaknął. – Traxex była obdarzona wrodzonymi talentami. W wieku sześciu lat potrafiła wytropić mysz wśród suchych liści. – Wziął łyk herbaty. – Ale z tą jej twarzą to przykra sprawa.

Jej ciotka westchnęła. – Z obu stron taka sama i ani jednej brodawki czy wibrysa. Taka bez wyrazu. Nie dziwota, że zniknęła ot tak.

Jej rodzina powiedziała mi, jak rosła, osiągając wzrost większy niżeli jej pobratymcy, aż głową ocierała się o belki pod sufitem. Pewnego dnia wyszła i już nie wróciła. – Nie mogę powiedzieć, że jej się dziwię, zawsze o wszystko zahaczała głową – powiedział jej wujek. – Tyczkowata nieboga.

– Mimo wszystko to wciąż nasza Traxex – dodała twardo jej matka. – Brakuje nam jej. – Zastanowiła się. – Nie brak nam za to wymieniania tych wszystkich połamanych belek. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_6_DrowRanger_LocHeroName" "Strażniczka Drowów" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_70_Ursa_LocFieldNotes" "Spotkałem ocalałego w zadymionej tawernie na północ od granicy lasu, z podwiniętym rękawem, a drugą ręką wokół kubka. Zgodził się mówić, jeśli obiecam dokładnie zapisać jego słowa.

– Znaleźliśmy ślady wszędzie. Grube, duże. Moi kumple śmiali się, że zdobycz będzie łatwa. No i była.

– Wyłonił się z ciemności niczym osuwisko. Rozpłatał Bjorna od kołnierza do krocza. Mięso wypadło jak przewrócony stragan rzeźnika. Torstenowi odgryzł głowę w całości. Wydała mokry odgłos jak dojrzały melon roztrzaskany na bruku. Jannik próbował uciekać. Jego nogi zrobiły dziesięć kroków. Reszta ciała zrobiła tylko pięć.

– Mnie wziął za ramię. Odłamał je w barku, bardzo zgrabnie. Wrzeszczałem. Nie przejął się tym. Po prostu nachylił się bliżej. Gorący oddech. Powiedział: „Idź. Roznieś wieści. Ta ziemia to nie teren łowiecki”.

Znów uniósł kubek, niemal radośnie. – Więc to robię. Roznoszę wieści. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_70_Ursa_LocHeroName" "Ursa" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_71_SpiritBreaker_LocFieldNotes" "Minęłam zniszczoną karawanę handlarza na wschód od Oazy Kalabor. Podążałam za głębokimi śladami kopyt, które, miałam nadzieję, doprowadzą mnie do Barathruma, Łamacza Ducha. Ludzkie ślady stóp rozrzucone były w każdym innym kierunku.

Karawana wiozła drogocenne skarby – kamienie szlachetne, biżuterię, piękne dywany – teraz rozrzucone wśród gruzów. Zostały porzucone, by ratować życie kupców.

Barathrum skrobał ziemię z kopyt, gdy podeszłam tak ostrożnie, jak tylko mogłam.

– To była prośba mojego pana – odpowiedział, gdy zapytałam, dlaczego zniszczył karawanę. – Jak pan każe, tak robię.

Zapytałam, kim jest jego pan. Spojrzał w niebo. Jego przeciągające się milczenie nie dawało mi pewności, czy on sam wie, ale było jasne, że nawet jeśli wie, nie zamierza mi powiedzieć.

– Jestem tylko wysłannikiem – powiedział w końcu dumnie. – Zniszczenie nie przynosi mi radości, chyba że w Jego służbie.

Potem jego oczy pociemniały. – Pan mówi, że możesz żyć.

To była dobra wiadomość. Uśmiechnęłam się.

– Jeśli teraz odejdziesz.

Postanowiłam nie przedłużać pożegnania i puściłam się w bieg. Oczywiście nie było mowy, żeby go wyprzedzić, gdyby postanowił mnie gonić. To był gest szacunku, żeby dać mu znać, że nie będzie musiał." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_71_SpiritBreaker_LocHeroName" "Łamacz Ducha" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_72_Gyrocopter_LocFieldNotes" "Bystrzy niczego nie kochają bardziej niż wysadzać rzeczy w powietrze. Wywoływanie eksplozji to rodzinna tradycja – granat rzucany z miłością z pokolenia na pokolenie. Wynalezienie nowego prawa detonacji jest powodem dumy wśród Bystrych.

W jakiś sposób Aurelowi udało się postawić sobie jeszcze ambitniejszy cel: chciał nauczyć się latać. Smakować wiatr, słyszeć ryk śmigieł w uszach i czuć bomby wylatujące z rąk, spadające na niczego niepodejrzewające ofiary na dole.

– Wszyscy mówili mu, że się nie da – powiedział Dervil Szybkotrzask. – A my, Bystrzy, jesteśmy dość naiwni. Myślimy, że wszystko da się zrobić. Więc to o czymś świadczy.

Pewnego dnia Aurel po prostu zniknął. Warsztat pogrążył się w ciszy, zestaw śmigieł stał oparty o ścianę obok smutnego stosu niewybuchów. W tawernie rozmowy przybrały złośliwy ton: głupiec musiał odejść w wygnanie ze wstydu.

Następnego ranka, gdy nad placem po raz pierwszy pojawił się cień, nikt nawet nie pomyślał, żeby go rozproszyć. A potem coś spadło z nieba. A za nim kolejne coś. A za nim mnóstwo czegoś." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_72_Gyrocopter_LocHeroName" "Żyrokopter" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_73_Alchemist_LocFieldNotes" "Laboratorium Razzila Mrokowara wyglądało jak warsztat zbudowany na złomowisku podczas trzęsienia ziemi. Skrzynie z minerałami kołysały się obok syczących miedzianych alembików. Butelki mieniły się wszystkimi kolorami, niektóre lekko wibrowały. W powietrzu unosił się zapach spalonego kopru słodkiego, gotowanej jaszczurki i złych pomysłów.

Jego towarzysz ogr – pół wspólnik, pół juczne zwierzę – miał na sobie mały, poplamiony fartuch, a jego wyraz twarzy wisiał gdzieś pomiędzy ciekawością a głodem. Małobystry podskoczył, ściskając musującą niebieską piersiówkę.

– Idealny moment! Coś testujemy.

Zanim zdążyłem zaprotestować, fiolki były pełne, wznosiliśmy toast. Mikstura smakowała ostro i metalicznie, jak porażenie prądem zamoczone w soku z mango. Mój głos natychmiast zamienił się w pisk myszy. A głos ogra: absurdalny falset. Razzil bezgłośnie wyszeptał podniecone słowa, pies w pobliżu zawył. Spojrzeliśmy sobie w oczy po czym wybuchnęliśmy przenikliwym śmiechem.

– To – wydyszał Razzil – miało nam pozwolić latać.

Gdy dołączyłem do śmiechu, mój wzrok powędrował bezwiednie ku jednej z półek z eliksirami Razzila – niektóre tęczowe, jedna kusząco błyszcząca. A następnie, za nimi, prawie niewidoczne dla oka… były inne butelki. Butelki z glifami w kształcie szkieletów na etykietach. Butelki cicho bulgoczące. Jedna wyglądała, jakby kryła w sobie atramentową pustkę z pojedynczą, bladą gwiazdą. Jedna zdawała się na mnie patrzeć.

Ścisnęło mnie w żołądku. Na pierwszy rzut oka eksperymenty Razzila wydawały się nieszkodliwe, a nawet zabawne. Ale nie mogłem przestać myśleć o tym, co mógłbym znaleźć, gdybym zajrzał na którąś z półek z eliksirami ukrytymi w pomieszczeniu z napisem WSTĘP WZBRONIONY. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_73_Alchemist_LocHeroName" "Alchemik" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_74_Invoker_LocFieldNotes" "Gdy Wywoływacz mówił, magiczne kule wokół niego rozświetlały się, przygasały i zmieniały kolor, jakby dla podkreślenia emocji jego opowieści. Po dziesiątej godzinie naszej rozmowy, z narastającym przerażeniem zaczęło do mnie docierać, że facet może już nigdy nie przestać mówić.

Był dumny ze swoich wyczynów – i muszę przyznać, że były imponujące. Okazuje się, że opowiedzenie historii życia niemal nieśmiertelnego maga zajmuje niemało czasu. A Wywoływacz ma legendarną pamięć, potrafi przypomnieć sobie niemal każdy szczegół niemal każdego doświadczenia, jakie miał w co okazuje się bardzo przygodowym, bardzo interesującym i bardzo, bardzo długim życiu.

Oczywiście, on opisałby to jako przygodowe i interesujące. Słuchając tego bez przerwy, bardziej trafnym określeniem, które przyszło mi do głowy, było „żmudne”. Zaczęła mnie boleć ręka i, zauważywszy to, Wywoływacz zapytał, czy chcę, żeby rzucił zaklęcie, które sprawi, że moje pióro będzie pisać samo.

Z profesjonalizmu nieśmiało odmówiłem. Gdy słońce wzeszło drugiego dnia rozmowy, bardzo żałowałem tej decyzji. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_74_Invoker_LocHeroName" "Wywoływacz" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_74_Invoker_LocPersonaFieldNotes" "– Nie chciałem, żeby to zaszło tak daleko – Carl zapłakał nad tlącym się zgliszczem rozbójnika. Było dla mnie jasne, że pomimo wszystkich przechwałek, nigdy wcześniej nikogo nie zabił. Ocierając łzy, powiedział mi, że to niesprawiedliwe, żeby ktoś „tak po prostu na nas wyskoczył”.

Od „przybycia” do naszych czasów kilka tygodni wcześniej Carl był głównie przetrzymywany i obserwowany w Akademii Ultimyru. Zarówno ze względu na naukę sztuk mistycznych, jak i innych czarodziejów, którzy badali tego nadprzyrodzenie uzdolnionego młodego maga.

Magiczne przenoszenie się do odległych krain jest trudne nawet dla najpotężniejszego czarodzieja, a co dopiero przenoszenie się eony w przyszłość. Ale oto był ten dzieciak, bardzo głośny, bardzo zuchwały chłopiec, który był w stanie dokonać tego sam.

Starszym w akademii nie udało się powtórzyć zaklęcia Carla, a Wywoływacz naszych czasów nie chciał uwierzyć, że nie był zwykłym oszustem. Zirytowany Carl w końcu zażądał wyjścia na zewnątrz, przysięgając, że tym razem udowodni swoją wartość.

Carl nie chciał powiedzieć, co się wydarzyło za innymi razami. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_75_Silencer_LocFieldNotes" "Jak w większości domów w miasteczku namiotów Hazhadal, próba utrzymania piasku na zewnątrz jest z góry skazana na porażkę. Strzepuję, ile się da, z kwadratowej poduszki, po czym się poddaję.

Moim gospodarzem jest Abagard, ostatni żyjący nauczyciel niegdyś wielkiej szkoły magów wojennych, zakonu Aeol Drias. Przyszedłem zapytać go o Nortroma, najwspanialszego maga wojennego, jakiego wydała szkoła Aeol Drias.

– To prawda, że Aeol Drias wydało najwspanialszego maga wojennego – Abagard uśmiecha się lekko. – Ale nie poprzez akademickie nauki. – Kaszle z lekkim zażenowaniem. – My… przygotowywaliśmy go na bycie naszym czempionem. Przez dwieście lat, linia po linii, para po parze. On się nie urodził. My go stworzyliśmy.

Nortrom okazał się posłusznym uczniem. Ale rzeczywistość okazała się mniej posłuszna. Podczas jego siódmego roku w Aeol Drias Nortrom oblał nawet najbardziej podstawowy test magii. Uczeń, którego przez wieki przygotowywali na bycie najlepszym, nie potrafił rzucić zaklęcia, nawet jakby miało od tego zależeć jego życie.

– Byłem pewien, że odpowiednio dobrałem rodowody. Ale wszystko wskazywało inaczej. Ponieśliśmy porażkę – wzdycha. – Tak myśleliśmy aż do Dnia Tygla.

Okazało się, że po prostu późno się rozwinął. Uczniowie stanęli do pojedynku, by zademonstrować swoje umiejętności. Nikt niczego nie oczekiwał od Nortroma. Ale gdy aspirujący magowie zaczęli swoje inkantacje, Nortrom się skupił. Nagle, na poligonie, okazało się, że nie jest tylko najlepszym magiem. Był jedynym magiem. Nikt inny nie potrafił rzucić zaklęcia. A już na pewno nie takiego, od którego zależało ich życie.

– Z drugiej strony – wzdycha Abagard – udało mu się zakończyć edukację.

Kiwam głową i popijam moje piaskowe mleko. Bardzo piaszczyste. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_75_Silencer_LocHeroName" "Uciszacz" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_76_OutworldDestroyer_LocFieldNotes" "Wypytywałam od tygodni, mając nadzieję, że znajdę kogoś, kto przeżył spotkanie z Pozaświatowym Niszczycielem. W końcu wędrowny kupiec powiedział mi, że jego bratu w jakiś sposób się to udało.

– Mój brat Traymont był dociekliwy – powiedział. – Zawsze szukał nowych przygód. Podczas swoich podróży natknął się na miasto, które Niszczyciel… właśnie niszczył.

Powiedział mi, gdzie mogę znaleźć jego brata, jeśli chcę z nim porozmawiać.

– Powodzenia – dodał smutno, zanim ruszył w dalszą drogę.

Spotkałam Traymonta w ponurym, sterylnym przytułku, w którym teraz mieszka. Kiedy go powitałam, odwrócił ogoloną głowę, żeby na mnie spojrzeć. Albo gdzieś za mną.

– Idzie po ciebie – powiedział, a jego głos był ledwie słyszalny. – Idzie po nas wszystkich.

Niektórzy akademicy snują teorie, że Pozaświatowy Niszczyciel przybył spoza słońca, z krawędzi samej otchłani. Że patrolował ten odległy obszar, czekając. Na co? Niektórzy wierzą, że jest zwiastunem jakiegoś zła tak wszechobecnego, że pochłonie cały świat. Inni odmawiają zbyt dogłębnego rozważania takiej możliwości. Ale wychudzony mężczyzna siedzący przede mną z szeroko otwartymi oczami najwyraźniej miał swoją własną teorię.

– Nie da się uciec – wychrypiał. – Za późno. Już nadchodzi.

Nie miałam zamiaru dowiedzieć się więcej. Kiedy wychodziłam, Traymont zaczął chichotać. Jego śmiech przerodził się w maniakalny rechot. „Już nadchodzi!” krzyczał w kółko między śmiechami." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_76_OutworldDestroyer_LocHeroName" "Pozaświatowy Niszczyciel" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_77_Lycan_LocFieldNotes" "Przygasające światło mojego ogniska na polanie głęboko w Zachodnim Lesie ujwania refleksy od linii drzew: para świecących oczu. Potem druga para dołącza do pierwszej, a trzecia do drugiej, aż w końcu tworzy konstelację.

Chwytam w dłoń krótki nóż, który noszę przy sobie, ale gdy pierwszy olbrzymi wilk wyłania się z lasu niczym żywy cień, upuszczam ostrze w przerażeniu. Podchodzi do mnie pewnie, ale nie warczy ani nie grozi. Wydaje się… dziwny? Skomlę i odwracam głowę, gdy zbliża się na tyle, by mnie powąchać. Kiedy otwieram oczy po tym, co wydaje się eonami, odwracam się i widzę stojącego tam człowieka z kłami. Pozostałe wilki się rozbiegają.

– Ten las to niebezpieczne miejsce dla kogoś takiego jak ty – warczy.

Przedstawia się jako Banehallow z Domu Ambry. Słyszałam, jak jego rodzina zbuntowała się przeciwko szalonemu królowi. Jak on przeżył jako jedyny ze swojego rodu, ale magowie króla przeklęli go likantropią. Słyszałam już tę historię, ale wciąż miałam jeszcze jedno pytanie.

– Kiedy się zmieniasz… – odważyłam się zapytać. – …czy to nie boli?

– Bardziej, niż mogłabyś kiedykolwiek zrozumieć – mówi ponuro. – Za każdym razem boli." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_77_Lycan_LocHeroName" "Likan" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_78_Brewmaster_LocFieldNotes" "Pod pochłoniętymi bluszczem arkadami Zrujnowanego Miasta znalazłem Piwowara Mangixa. Zgodził się na rozmowę pod jednym warunkiem: że napijemy się razem.

– Członkowie Oyo – zaczął, podstawiając kufle – piją, by przemawiać do dusz. – Trunek przypominał mi jego samego: złocistobrązowy, lekko niezrównoważony, niepokojąco silny. – Jestem w połowie Niebianinem, więc widzę dalej w inne wymiary. – To pomagało.

Po kilku łykach również zacząłem widzieć w inne wymiary. To nie pomagało.

Przy drugiej kolejce opowiada mi (opowiadają? jest ich teraz dwóch), jak pokonał starego mistrza w walce na pięści i picie.

– Nie było łatwo – mówią Mangixowie (Mangixy?). – Dużo przewracania. – Kiwam głową. Może za dużo.

Gdzieś przy czwartej kolejce Mangix mówi, że szuaa jednej, idealnej myśli, która ołączy sferę fzyiczną i duchową. Muwię, że pewnopodobnie jes pod stołem.

Prz piątei kolejce Mangix klepielepie mnie po ramieniu. Dobrze ci poszło, mówi, a potem stół obraca się dookoła i znika w mroqu nocy." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_78_Brewmaster_LocHeroName" "Piwowar" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_79_ShadowDemon_LocFieldNotes" "Nie miałam zamiaru wyciągać informacji o Demonie Cienia od kultu, który go śledził, ale słyszałam o jednej zbuntowanej kultystce, która uciekła z ich szeregów. Próbowałam ją wyśledzić tygodniami.

Niesłychane było, by ktoś opuścił zakon Mrocznej Mgły, więc byłam sceptyczna. Zbuntowana kultystka również była sceptyczna, ale wobec mnie, moich wielokrotnych prób odnalezienia jej i moich zamiarów. Uciekała od dnia, w którym odeszła. Zajęło to tygodnie zakodowanej korespondencji, ślepych zaułków kontaktowych i wielu zapewnień, aby w końcu zorganizować spotkanie w odległej norze, w miejscu, którego obiecałam nie ujawniać.

Kiedy tam dotarłam, sztylet błysnął w jej dłoni i poza jej oczy. Miała dzikie spojrzenie ściganej zwierzyny.

– Uciekłam, kiedy rodzice zgłosili mnie do bycia ofiarą – pisnęła potulnie, podskakując na każdy dźwięk ze skrajnym przerażeniem. – Widziałam, jak trucizna, którą dają ofiarom, ich deprawuje… dręczy… zabija.

Kult składał ofiary, by przyczynić się do końca świata, powiedziała, nie tylko tego świata, ale wszystkich. To była największa nadzieja ich boga.

Szmer z zewnątrz i zerwała się na równe nogi, przystawiając ostrze do własnego gardła. Gęsta krew spłynęła jej do łokcia, zanim zdążyłam ją powstrzymać." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_79_ShadowDemon_LocHeroName" "Demon Cienia" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_7_Earthshaker_LocFieldNotes" "Znalazłem go w dolinie wyrzeźbionej trzęsieniami ziemi, powietrze było pełne żwiru i świeżych wstrząsów. Szczyty Nishai górowały nad nami, wciąż kichając małymi lawinami. Mówi na siebie Raigor Głazokopytny, inni nazywają go Ziemiotrząsem.

Jest trochę nieczuły. Prawdę mówiąc, jest dosłownie z kamienia. Porozmawiałem więc z jego przyjaciółmi.

– Wykonujemy rozkazy – powiedział golem. – On sam się stworzył. Nie jest taki jak my.

Gargulec skinął głową. – Stoimy na straży. Raigor chodzi wolno.

Pewnego roku szczyty oszalały: lawiny huczały, ziemia się rozsuwała, aktualne mapy wylądowały w koszu. Kiedy kurz opadł, pojawił się Ziemiotrząs, strząsając z siebie górę i strzepując z ramion głazy. Podobno cierpliwie tworzył sam siebie w skalnym łonie.

Po chwili milczenia mierzonej czasem geologicznym uznał, że warto mnie docenić. – Jestem jednocześnie kamieniem i kością – powiedział. – Żyję, krwawię i pewnego dnia umrę. A kiedy obrócę się w proch, po prostu wrócę do domu. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_7_Earthshaker_LocHeroName" "Ziemiotrząs" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_80_LoneDruid_LocFieldNotes" "W jednej chwili bazgrałem notatki na omszałej korze, w następnej leżałem rozpłaszczony za sękatą sosną, a serce waliło mi jak młot. Mówią, że gdy spotkasz niedźwiedzia na wolności, jeśli jest brązowy, połóż się; jeśli jest czarny, walcz. Ale duchowy niedźwiedź? Nie ma na to regułki, więc pozwól, że zaproponuję własną: bój się.

Starzec Sylla przybył bez pośpiechu. Wydawał się niewprawiony w towarzystwie innym niż niedźwiedzie, ale mimo to je przyjmował. Jego niedźwiedź podszedł do pobliskiego strumienia i wrócił z rybą, którą Sylla zjadł na surowo, gdy rozmawialiśmy. Robiłem notatki z naszej rozmowy, starając się ignorować niedźwiedzia zwracającego na mnie ciągłą uwagę.

Mówił o swoim dawno wymarłym klanie niedźwiedzi i o swoim zadaniu: strzec świętego nasiona i sadzić je tylko wtedy, gdy świat będzie spustoszony. W końcu namówiłem go, żeby pokazał mi to nasiono. Wyglądało jak nasiono.

Czekał już długo. Mam nadzieję, że będzie musiał czekać jeszcze całe eony. A kiedy skończył jeść, pożegnał się ze mną i zniknął między drzewami. Zastanawiałem się, co jeszcze robił w lesie. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_80_LoneDruid_LocHeroName" "Samotny Druid" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_81_ChaosKnight_LocFieldNotes" "Biegnę.

Gdy szwadron kawalerzystów na potężnych czarnych rumakach goni mnie przez Pola Rzezi, biegnę. Wiem, że nie mogę przebić ich tempa, ale nawet gdybym mógł, nie miałoby to żadnego znaczenia. Jeźdźcy po prostu znikają i pojawiają się przede mną. Pierwszy koń znika, gdy prześlizguję się koło niego i uderzam głową w potężnego rumaka za nim.

Zdyszany i nieco oszołomiony podnoszę się na nogi. W biegu upuściłem pochodnię, ale płomienne oczy jeźdźca i rumaka emitują ponurym światłem, przez które ledwo widzę.

– Nie jesteś istotą Światła – warczy jeździec. Nie jestem pewien, czy mam się obrazić, ale nawet gdybym się obraził, nie zamierzam tego okazywać.

– Twoje śmiertelne drogi są poniżej mojego poziomu. Nic nie znaczysz.

No dobra, to trochę zabolało.

– Światło ugnie się pod mym ostrzem. Jego wyznawcy obrócą się w proch.

Po tym pozostali jeźdźcy znikają. Rumak Rycerza Chaosu odwraca się i szarżuje, zostawiając mnie samego w ciemności. A jeśli to oznacza, że nie wróci, ciemność jest całkiem w porządku. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_81_ChaosKnight_LocHeroName" "Rycerz Chaosu" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_82_Meepo_LocFieldNotes" "Gdy weszliśmy do jego chaty zbudowanej z różnych, znalezionych materiałów, Meepo zachichotał.

– Witaj! Witaj! Usiądź! – powiedział, wskazując na coś, co wyglądało jak gnijący tron jakiejś dawno wymarłej cywilizacji.

– Nie, dziękuję. Postoję – skrzywiłem się, ku uciesze Meepo.

Spojrzał mi przez ramię. Kiedy podążyłem za jego wzrokiem, zobaczyłem kolejnego Meepo siedzącego na popękanym stołku i uśmiechającego się.

– Jak sobie chcesz – powiedzieli jednocześnie. Nowy Meepo dramatycznie przeciągnął się i ziewnął, zakładając ręce za głowę. Potrafię rozpoznać próbę odwrócenia uwagi, więc odwróciłem się i zobaczyłem trzeciego Meepo grzebiącego w mojej torbie w poszukiwaniu czegokolwiek, co warto by ukraść. Kiedy wyciągnąłem rękę, żeby go złapać, zniknął z trzaskiem, razem z posiłkiem zawiniętym w liście, który zachowałem na drogę do domu.

Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem tam jeszcze dwóch. Cała piątka Meepów (Meepy?) patrzyła na mnie z każdej strony i zapytała: „Nie masz nic przeciwko, żebym to pożyczył, prawda?”.

Powiedziałem, że nie. W tym momencie wydawało mi się to najszybszym sposobem, żeby przestał się mnożyć. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_82_Meepo_LocHeroName" "Meepo" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_83_Treant_LocFieldNotes" "Po tygodniu wędrowania po górach za Doliną Przepowiedni straciłam nadzieję na znalezienie kogokolwiek, kto mógłby mi opowiedzieć o Drzewcu Obrońcy. Albo w ogóle kogokolwiek. Były tam tylko drzewa. Więcej drzew, niż można by się spodziewać w górach, wszystkie nieustannie szeleszczące.

Właśnie usiadłam na dużym, odsłoniętym korzeniu, gdy nade mną rozległ się głos.

– Siedzisz mi na stopie.

Zerwałam się na równe nogi. Po nerwowych przeprosinach przedstawiłam się i zapytałam o Obrońcę.

– Znamy go jako Rooftrellena – powiedział drzewiec. – Jest daleko. Przybył, by poznać twój świat, różowa istoto, tak jak ty przybyłaś, by poznać nasz. Ale nie dla ciebie są nasze sekrety.

Wydawał się wyraźnie rozluźnić (o ile drzewo może się rozluźnić), kiedy powiedziałam, że interesuje mnie tylko Rooftrellen.

– Był najszybszy z nas, a zarazem najbardziej przedsiębiorczy – zagrzmiał. – On mógł poradzić wszelkim niebezpieczeństwom, jakie mogłyby spaść na królestwo drzew.

– Może kiedyś wróci. Może nie. Ale ty…

Pochyliłam się, trzymając pióro w górze.

– Musisz odejść i nigdy nie wracać. – Ach.

Noce były zimne, gdy wracałam do domu. Uznałam, że najlepiej nie rozpalać ognia." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_83_Treant_LocHeroName" "Drzewiec Obrońca" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_84_OgreMagi_LocFieldNotes" "W kandonyckim salonie gier panuje cisza w oczekiwaniu na kolejkę Aggrona Kamieniołupa przy stole do gry w kości.

– Pięć piątek. Znowu – ogłasza ponury gospodarz stołu, przekrzykując wrzawy tłum.

Bogini Szczęścia podobno obdarzyła ogry swoją łaską. Bez niej byłyby zbyt głupie, by ich gatunek przetrwał. Ale ten salon gier znany jest z tego, że odbiera swoim grom element szansy, działając na swoją korzyść. Uznali, że kości zostały wystarczająco obciążone, aby reputacja ogra jako szczęściarza nie miała znaczenia. To było dziesięć rzutów kośćmi temu. Dziesięć rzutów kośćmi… z których wszystkie były piątkami.

Z dwiema głowami zamiast typowej jednej, Aggron ma jednak dwa razy więcej szczęścia niż większość ogrów. Jego dwie głowy oznaczają również dwa razy więcej rozumu. Jest najmądrzejszy ze swojego gatunku, co czyni go mniej więcej tak inteligentnym jak człowiek, któremu nie powierzyłoby się gorącego jedzenia.

Wychodzę za Aggronem na zewnątrz, gdzie sprawdza swojego wierzchowca, Złotodziobą.

Jedna z głów Aggrona mówi mi, że jego matką była ogrzyca o imieniu „Ogrzyca”. Druga mówi, że jego ojcem był ogr o imieniu „Ogr Ogr”. Byli farmerami padliny na krawędzi śmierci głodowej, dopóki nie narodził się Aggron i ich los się poprawił.

Teraz Aggron podróżuje po świecie, mając nadzieję podzielić się swoim szczęściem z każdym, kogo nazywa przyjacielem. A z tymi, których tak nie nazywa?

– Cóż, tym, którzy nie mają szczęścia, daję to, co nazywam… – powiedziała jedna głowa, zanim druga dokończyła z ogrową próbą erudycji – …nie-szczęściem. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_84_OgreMagi_LocHeroName" "Ogrzy Mag" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_85_Undying_LocFieldNotes" "Gęste kłęby czarnego dymu zaprowadziły mnie na jałową łąkę na Krwawiących Wzgórzach, gdzie obdarty nastolatek rzucał na wpół zjedzone zwłoki na ogromny, płonący stos, już pełen trupów. Widok nie był tak nieprzyjemny jak smród.

Spojrzał na mnie nieufnie, tak jakbyś patrzył, gdyby twoje plemię nomadów zostało brutalnie zaatakowane bez ostrzeżenia. W końcu, być może szukając chwili wytchnienia od targania ciał, młodzieniec podszedł do mnie.

– To… coś nadchodzi bez ostrzeżenia, w środku nocy – jego głos był ledwie szeptem. – Wszyscy słyszymy ciche buczenie, naprawdę przerażające. Ja? Uciekam.

Płonące zwłoki – dodał nastolatek – to ci, którzy zostali, by walczyć.

– Uniósł rękę bardzo powoli, a ten kamień po prostu wystrzelił z ziemi, przynosząc ze sobą żywe trupy. I były głodne. Głodne naszego gatunku.

Słyszałem już wcześniej ciche szepty o Ożywieńcu pustoszącym wioski i obozowiska w taki sposób. Problemem było znalezienie kogoś, kto przeżył, by o tym opowiedzieć.

– Teraz muszę spalić moją rodzinę – próbował, ale nie zdołał stłumić szlochu. – Nie chcę, żeby wrócili tacy jak te stworzenia. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_85_Undying_LocHeroName" "Ożywieniec" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_86_Rubick_LocFieldNotes" "– Mistrz miasta to jedna z najbardziej zaszczytnych pozycji, jaką może piastować mag – przechwalał się Ilwyn Caladrian, wskazując na ogromną komnatę pełną oprawionych w skórę tomów, kul inkrustowanych złotem, kryształowych zlewek i innych ozdobnych arkanów.

Według wszystkich relacji Caladrian zasłużył na miano głównego maga Kamieniogrodu dzięki dekadom nauki i praktyki. Co ważniejsze, przetrwał to, co w kręgach magicznych nazywa się po prostu Kataklizmem. Nikt nigdy nie rzucił wyzwania całej gildii magów. Nikt nie był aż tak głupi. Ale kiedy Rubick odważył się to zrobić, omal nie doprowadził do upadku świata magii.

– Rubick rzucił rękawicę. – Pokręcił głową. – Rzucił wyzwanie nam wszystkim, a nie ma siły potężniejszej niż armia magów dążących do wspólnego celu.

Przynajmniej taka jest teoria. Magowie wyruszyli z żądzą krwi, a skończyło się na tym, że przelali tylko swoją. Na każde zaklęcie, które rzucili, Rubick miał odpowiedź. Często tą odpowiedzią było zaklęcie, którego użył już inny mag.

– Zaklęcia, których nauka zajmowała lata, replikował bez namysłu, jakby to była dziecięca zabawa – wybełkotał Caladrian. – Niektórzy z nas dali radę się odczołgać, ale tylko dlatego, że znudziło mu się zabijanie nas.

– Mam nadzieję, że mu się nie odwidzi." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_86_Rubick_LocHeroName" "Rubick" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_87_Disruptor_LocFieldNotes" "Dźwięk czerwonego piasku chrupiącego pod moimi stopami harmonizuje z trzaskiem burzliwego nieba nad jałowymi równinami wyżyn Druud.

Obok mnie maszeruje duża jaszczurka, na której szczycie siedzi Mąciciel. Jest mały jak na Oglodich, ale nosi wielki kij. A dokładniej, wielki drąg, iskrzący elektrycznością, którego Mąciciel używa do inkantacji samej elektryczności. Pędzę za nim, gdy patroluje teren.

– Mój lud od pokoleń uczył się sztuki burzowej – mówi o oglodzkich nomadach, którzy zostali wygnani z ojczyzny i od tamtej pory błąkają się po pustyniach. Wszyscy bardziej przejmują się pogodą, gdy muszą w niej żyć.

– Zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństw, jakie może nieść pogoda. Traktujemy ją z należnym jej szacunkiem. W zamian pozwala nam użyć siebie do naszych celów.

Podmuch wiatru smaga mnie w twarz ogromną ścianą piasku, choć zdaje się omijać Mąciciela.

– To nie ja – mówi z chichotem. – Czasami pogoda potrafi być figlarna. Ale nie martw się. Gdyby była na ciebie zła, wiedziałabyś o tym.

Kolejny podmuch wyrywa mi notatki z plecaka. Biegnę je pozbierać. Mąciciel, nie może na mnie czekać. Zamiast tego radzi: „Znalazłbym schronienie. Nadchodzi burza”." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_87_Disruptor_LocHeroName" "Mąciciel" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_88_NyxAssassin_LocFieldNotes" "Zaprowadziło mnie tam ostrzeżenie kuriera: „Nie zatrzymuj się w tunelach”. Naturalnie, zatrzymałem się. Światło z mojej lampy odbijało się na krawędziach kwarcu, wilgotnego kamienia i migotania jakiejś żywicznej wydzieliny. Mój własny oddech stał się zbyt głośny.

Najpierw pojawił się chitynowy chrobot, a potem myśl, która nie była moja: STOP. Wbiła się w mój mózg z taką siłą, że upuściłem notatnik.

Wyłonił się z ciemności: osiem kończyn, przednia para zakrzywiona jak sztylety. Żuchwy wygięte tak, jakby mnie smakowały. Jego opływowy pancerz zdawał się być stworzony do jednego celu: podkraść się, szybko uderzyć, wymknąć się.

Dwoje oczu płonęło, emanując intencją tak ostrą, jakby wbito mi nóż między żebra. Czułem się jak potencjalna ofiara, miękki, różowy kęs. Myśl przyciskała mocniej: Pamiętaj moją historię, skrybo. Królowa bogini wybrała tę larwę. Tylko ta larwa przetrwała rytuał. Stworzona na nowo. Jej najostrzejsze ostrze. Jej wola w ciele. Nyx.

Nie mrugnąłem, dopóki nie zniknął, pozostawiając po sobie jedynie cierpki zapach i echo woli. Piszę teraz szybko, nie wiedząc, czy te słowa są moje, czy jego… czy jej. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_88_NyxAssassin_LocHeroName" "Zabójca Nyx" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_89_NagaSiren_LocFieldNotes" "Suche Migotliwe Pustkowia. to nietypowe miejsce na znalezienie pirata, ale to właśnie tam, według moich źródeł, znajdę krzemiennego, starego wilka morskiego Grymstocka. Znalazłam go śmiejącego się przy stole uginającym się pod ciężarem pustych kufli, w obskurnej tawernie o nazwie „Pod Wielbłądzią Głową” na obrzeżach Qaldin. Ale kiedy zapytałam o nią, natychmiast spoważniał.

– Strzegłem ładowni naszego statku, Czerwonej Szabli, gdy usłyszałem ten przenikliwy jęk – opowiadał. – Po prostu zamarłem. Tak, ze strachu, ale nie tylko. A potem pojawia się ona.

– Przemknęła obok mnie i spojrzała mi prosto w oczy z nienawiścią, jakiej nie widziałem ani wcześniej, ani później. Przeszukała nasze łupy, sprawdzając każdy kufel, graala i kielich.

– Chyba nie znalazła tego, czego szukała, więc po prostu bezszelestnie wślizgnęła się z powrotem do morza – zadrżał.

Mówi, że jego towarzysze zamarli tak samo jak on. Nie wie, co się z nimi stało.

– Wiem tylko, że już nigdy nie zbliżę się do wody." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_89_NagaSiren_LocHeroName" "Syrena Nag" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_8_Juggernaut_LocFieldNotes" "Pole bitwy nieopodal wzgórz Kantusy usiane jest ciałami. Usiane jest także głowami niegdyś przyczepionymi do owych ciał. Na środku stosu trupów stoi Yurnero.

Wykonuje skok i wbija miecz w jeszcze jednego przeciwnika. Jego stopy poruszają się zwinnie w zgodzie i przeciwstawnym kierunku do ramion, gdy siecze wrogów. Ogląda się to jak wodę w ruchu. Wodę, która może rozpłatać ludzi na pół.

W końcu popadali ostatni z jego wrogów (kilku uciekło, ku zniesmaczeniu Fechmistrza), a jego oczy jarzyły się zza maski, gdy przyglądał się rzezi, której dokonał.

– Dobry był dziś dzień – intonuje. – Tak, dla mnie, ale jeszcze lepszy dla tych, co polegli tutaj z honorem.

Pytam go, czy żal mu, że został wygnany z Wyspy Masek albo jej późniejszego zniszczenia, pozostawiając go ostatnim przedstawicielem swego rodu i modląc się, żeby nie poczuł się urażony. Na szczęście tak się nie dzieje.

– Nie ma czasu na żal – poucza – kiedy są bitwy do wygrania." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_8_Juggernaut_LocHeroName" "Fechmistrz" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_90_KeeperoftheLight_LocFieldNotes" "Znalazłem go o świcie, kucającego nad trzaskającym ogniem, próbującego zagotować wodę w czajniku. Wyglądał jak każdy stary wędrowiec – wątły, opatulony, mamroczący. Jego koń rżał nerwowo.

– Nie daj się zwieść staremu Ezalorowi – ostrzegł traper. – Wygląda na jakiegoś zgrzybiałego, starego głupca. Zgubiłem się pewnej bezgwiezdnej nocy, kiedy go spotkałem. Potem – puf – Gwiazda Polarna zabłysnęła jak latarnia.

To prawda, starzec wydawał się nieszkodliwy. Jego laska była oparta o skałę, słabo świecąc, w sposób, w jaki kije zazwyczaj nie świecą. Dziwnie mamrotał o „błysku” i o tym, jak świt dawniej „biegł szybciej”. Potem zachichotał, jakby dzielił się z wszechświatem jakimś prywatnym żartem.

– O, witam – powiedział, gdy podszedłem. Wskazał na wschód słońca. – Piękny, prawda? Według mnie całkiem niezły. Koń parsknął.

Czajnik zapiszczał. Ezalor niepewnie nalewał herbaty. Ogień zdawał się buzować. Wziałem łyk, powtarzając sobie, że to tylko poranne słońce. Ale w głębi czułem, jakbym wcale nie siedział z mężczyzną, a z czymś, co pamiętało czasy, gdy sama koncepcja poranka była czymś zupełnie nowym. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_90_KeeperoftheLight_LocHeroName" "Powiernik Światła" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_91_Io_LocFieldNotes" "Równiny rozciągały się bielą i ciągłością pod niebem tak szerokim, że aż bolały mnie oczy. Powietrze było naelektryzowane i mrowiło jak sól. Podobno Io jest wszędzie, ale plotka głosiła, że można go tu zobaczyć. Wokół mnie pulsował cichy, jednostajny puls, niczym bicie serca. A potem Ognik płynnym ruchem pojawił mi się na widoku.

Czymkolwiek Io jest, jest on starszy niż czas, nie mówiąc już o języku. Ci, którzy go spotkali, mówią, że „mówi” tylko poprzez współpracę i harmoniczne tony.

– Czasami śpiewa – powiedział mi nomada. – Tonacja durowa oznacza, że cię lubi. Dysonans oznacza… uciekaj.

Czując się głupio, zapytałem, skąd się wziął. Lśniąca tercja durowa rozeszła się we wszystkich kierunkach. Rozległy gest wszechobecności? Zapytałem, dlaczego łączy się tylko z niektórymi, a z innymi nie. Dryfujący ton molowy oscylował niepewnie, niczym wzruszenie ramion.

W końcu Io wzbił się w niebo, rozpraszając drobinki światła. Wpatrywałem się w notes, niepewny, czy niemal pojąłem kosmiczną siłę, czy po prostu przeprowadziłem wywiad sam ze sobą. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_91_Io_LocHeroName" "Io" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_92_Visage_LocFieldNotes" "W hospicjum w Hauptsztadzie spotkałem łotrzyka zwanego Raff, który wyglądał, jakby przeszedł przez piekło i z powrotem. Okazało się, że tak było – siedem razy.

Technicznie rzecz biorąc, umarł tylko raz – na wpół pijany, w opadających spodniach, wypadając z balkonu domu publicznego – i znalazł się w Wąskim Labiryncie, plątaninie krętych korytarzy, gdzie sortowane są dusze.

– Tylko że znalazłem wyjście – szepcze, pochylając się. – Nie powiem gdzie. Zamurowaliby je.

Za każdym razem, kiedy w Wąskim Labiryncie dochodzi do ucieczki z więzienia, Łowca Dusz – gargulec znany jako Oblicze – zostaje wypuszczony na wolność i otrzymuje zadanie sprowadzenia zbiegów.

– Masywne skrzydła z kamienia. Szpony jak dłuta – mówi Raff z autorytetem kogoś, kto słyszał ich bicie i też sam go doświadczył. Raff próbował każdej możliwej kryjówki: oceanów („kamień tonie”), dżungli („skrzydła się zaplątują”), a nawet kościołów („powinny siedzieć na dachu, prawda?”). Bez skutku.

– Teraz jestem tutaj – mówi, wskazując gestem na swoich mizernych, słabnących (i na wszelki wypadek, niedawno zmarłych) współlokatorów, którzy przebywają w hospicjum. – Myślę, że nie znajdzie mnie wśród tych wszystkich na wpół żywych.

Po co uciekać? Raff wzrusza ramionami.

– Gdybyś zobaczył, co czeka po drugiej stronie, też byś uciekł. Nawet jeśli ten kamień zawsze cię tam ciągnie z powrotem." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_92_Visage_LocHeroName" "Oblicze" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_93_Slark_LocFieldNotes" "– Większość osób nie wie nawet, jakie zbrodnie popełnił Slark – powiedział slithereeński strażnik, który zgodził się ze mną rozmawiać pod warunkiem, że zachowa anonimowość. – Ci, którzy wiedzą, mówią, że są zbyt makabryczne, by o nich mówić.

Siedzimy między gruzami starej karczmy w Ruinach Cieniobrzegu i choć slithereeńscy strażnicy są przerażający i odważni, moje źródło drży na każdy szelest.

– On nie jest taki jak my. – Wzdryga się. – Jesteśmy potężni, ale on jest okrutny. Okrutny i przebiegły.

Przez lata zło Slarka było trzymane na uwięzi. Był zamknięty w Mrocznej Rafie, zatopionym więzieniu nie do zdobycia, gdzie zanika nadzieja, a nikt nie wychodzi. Nikt, aż do Slarka. Już raz próbował uciec z więzienia i ledwo go powstrzymano. Przesiedział tam pół życia, zanim dostał kolejną szansę na ucieczkę, dołączając do kilkunastu innych więźniów.

– Nie sądzę, że dołączył, bo mieli dobry plan – powiedział strażnik. – Opracował własny plan i wykorzystał ich tylko jako dywersję. Wiedział, że im się nie uda. – Zastanawia się. – Mógł być tego powodem.

– Nie wiem, co ten wredny mały gnojek zrobił, żeby tu trafić – mówi. – Ale gdybyś kiedykolwiek trafił do więzienia i próbował uciekać – dodaje – to właśnie za nim bym poszedł." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_93_Slark_LocHeroName" "Slark" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_94_Medusa_LocFieldNotes" "Pełen posągów rynek w Sholcaste przywodzi na myśl chwalebną przeszłość. Dopiero gdy przyjrzysz się bliżej, zauważysz, że posągi te nie upamiętniają wielkich postaci z minionych dni. Przedstawiają miasto pogrążone w panice.

Przyjechała wędrowna trupa teatralna z pantomimą o mitycznych Gorgonach. Jak większość pantomim, była ona głupawa i wyśmiewająca. A gorgona Meduza nie znosi kpin.

– Przedstawienie trwało przez cały tydzień, a potem artyści mieli się wyprowadzić – powiedział Luther Garrick, nowy burmistrz miasta. – Ale chyba rozeszła się wieść o ich przedstawieniu i o tym, jakie było zabawne. Było też dość brutalne. Nikt nie był przyzwyczajony do publicznego opowiadania dowcipów o gorgonach. Wielki hit.

– W każdym razie Medusa pojawiła się trzeciego dnia.

Wieki temu siostry Meduzy zostały porwane ze względu na ich urodę i nieśmiertelność. Ona sama poświęciła swój oszałamiający wygląd dla narzędzi zemsty. Wślizgnęła się do Sholcaste i rzuciła kamienne spojrzenie aktorom. Potem zwróciła się do tłumu, który śmiał się z przedstawienia.

Posągi wciąż zdobią rynek, zbyt ciężkie, by można je znieść ze sceny. Służą jako ostrzeżenie dla przyszłych aktorów: nie naśmiewajcie się z gorgon, jeśli nie jesteście gotowi na recenzje." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_94_Medusa_LocHeroName" "Meduza" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_95_TrollWarlord_LocFieldNotes" "Trolle nie są chętne do rozmowy o Jah'rakalu, Trollu Watażce. Przez kilka niepewnych godzin po moim przybyciu do ich nędznego obozu wydaje się, że prędzej mnie zabiją, niż ze mną porozmawiają. W końcu, na szczęście, rozkręcają się. Trochę.

– Nie znosimy tego gościa, a jesteśmy trollami, a wiele znosimy – mruczy jeden z nich, znacząco kiwając głową w stronę kucharza obozu, który spluwa do zjełczałego gulaszu, który gotuje dla plemienia.

Grupa na zmianę rzuca przekleństwami opisującymi Jah'rakala, zanim w końcu dociera do sedna sprawy.

– Ukradł mojemu kuzynowi część łupów, które razem zdobyli. A nawet nie pomógł w walce – prycha krzepki troll. – Więc wyrzucili go z obozu.

Jah'rakal nie przyjął dobrze wygnania. Wrócił następnego dnia, wymachując toporami.

– Ten drań zabił mojego kuzyna – mówi troll. – Jego i około 20 innych. Po prostu wpadł w szał.

– Jeśli tu przyjdzie, to mamy ostrza, które tylko czekają, żeby go rozpłatać – dodaje wódz trolli, ściszając głos.

– Eee, jeśli go zobaczysz, nie mów mu, że to powiedziałem. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_95_TrollWarlord_LocHeroName" "Troll Watażka" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_96_Centaur_LocFieldNotes" "Tawerny zawsze są zatłoczone w noc walki o tytuł w Omexe. Dziś wieczorem nie jest inaczej, wszyscy mówią o wielkiej walce. Ale nie o dzisiejszej wielkiej walce. Minął rok, a ona wciąż wydaje się jedyną walką wartą omówienia.

Dzień, w którym Pędzibój powrócił do Omexe. Powrócił jako zwycięski bohater.

Ale na ringu nie ma miejsca na rozkoszowanie się przeszłą chwałą. I nie ma niczego, czego świeży, młody, głodny wojownik pragnie bardziej niż pokonania zwycięskiego bohatera.

Przez miesiące bukmacherzy typowali młodego nowicjusza o imieniu Thalanax jako stałego faworyta zakładów. Do tego momentu jeszcze nie zawiódł. A kiedy Pędzibój prychnął i tupnął kopytem na wyzwanie Thalanaxa, młodzieniec (bardziej muskularny niż inteligentny) nie zrozumiał tego ostrzeżenia.

Pogrzeb Thalanaxa miał słabą frekwencję. Sporo osób straciło przez niego dużo pieniędzy na tej walce.

Pędzibój powiedział, że z przyjemnością wróci do Omexe w każdej chwili, żeby zabić każdego, kto zechce rzucić mu wyzwanie.

I prawdopodobnie nie będę się spieszył – dodał – aby ta podróż była dla mnie warta zachodu. Jak dotąd, jeśli ktokolwiek uważa, że ma szansę, to zachował to dla siebie." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_96_Centaur_LocHeroName" "Centaur Pędzibój" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_97_Magnus_LocFieldNotes" "Vaer Umbercloth, ostatni z długiej linii myśliwych i kłusowników w rodzinie, wyciąga królika z sideł. Wędrujemy w górę i w dół góry Joerlak, sprawdzając jego pułapki, gdy mówi.

– Króliki i inne takie są w porządku – przeciąga. – Ale magnorożce to prawdziwa zdobycz.

Jego ojciec, Kaelor Umbercloth, cieszył się tak wielkim szacunkiem, jaki był możliwy dla kłusownika – czyli niezbyt wielkim, poza kręgami kłusowników. Kaelor postanowił schwytać jedną z tych ogromnych bestii, gdy Vaer był zaledwie dwunastoletnim chłopcem. Magnetyczny róg stworzenia sam przyniósłby jego ojcu wystarczająco dużo pieniędzy, by móc wyżywić rodzinę przez lata.

Ale kiedy wybuchła góra Joerlak, ziejąc płynnym ogniem i popiołem na kilometry, magnorożce, które nie zginęły w katastrofie, uciekły na północ. Wszyscy oprócz jednego: Magnusa. Kaelor nie zdążył nawet wyciągnąć włóczni, gdy jakaś niewidzialna siła pociągnęła go w stronę bestii. Vaer obserwował z ukrycia, jak róg Magnusa go przebija.

– Prawdziwa zdobycz – mruczy Vaer, wyciągając lisa z zardzewiałej pułapki. – Ale nie są warte swojej ceny." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_97_Magnus_LocHeroName" "Magnus" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_98_Timbersaw_LocFieldNotes" "Podążałem szlakiem zdziesiątkowanych drzew przez zachodnie lasy. Zwykle, gdy ludzie rąbią drewno, zabierają je ze sobą. Tutaj kłody były porozrzucane niczym ofiary na polu bitwy. To mówiło mi dwie rzeczy: że znalazłem Rizzracka i że plotki o jego zdrowiu psychicznym były prawdopodobnie prawdziwe.

Gdy się zbliżałem, zacząłem słyszeć zgrzyt metalu o drewno, świeże powietrze lasu zostało zastąpione oleistym zapachem. Tam, na polanie, śmiejąc się na cały głos, stał Rizzrack w swoim mechanicznym kombinezonie.

Wyglądał absurdalnie. Wyglądał też na pochłoniętego równą miarą nienawiści i szaleństwa. Nie tyle co ścinał sosnę, co rąbał ją piłą obrotową na ramieniu kombinezonu. Gdy gałęzie opadały, Rizzrack wykrzykiwał potok przekleństw o pochodzeniu drzewa.

Gdy skończył, odchrząknąłem, a on odwrócił się w moją stronę. Rizzrack przez chwilę patrzył na mnie z krzywym uśmiechem na ustach, po czym wyszeptał: „Czy jesteś drzewem?”. " "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_98_Timbersaw_LocHeroName" "Wyrwidrzew" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_999_CodexIntro_LocFieldNotes" "Przedmowa" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_999_CodexIntro_LocNonHeroName" "Atlas bohaterów" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_99_Bristleback_LocFieldNotes" "– To, co gadam tobie – i to, co gadam każdemu – to to, że to nie była uczciwa walka – burknął Rigwarl nieznoszącym sprzeciwu tonem. – ******syn przyłożył mi z zaskoczenia, ot co się stało.

Siedzieliśmy w pubie w Palenisku Njorda (w którym panował syf ogromny nawet jak na standardy Paleniska Njorda) nieopodal miejsca, gdzie awanturnik Rigwarl (znany wśród miejscowych jako „Kolcogrzbiet”, „ten pijak” oraz „ten wściekły pijak, co nigdy nie przestaje się ze wszystkimi bić”) spotkał się ze swoją pierwszą porażką. Wzmianka o burdzie wywołała u barmana nerwowe spojrzenie z ukosa. Szemrani goście w zasięgu słuchu włożyli swoje okrycia i wymknęli się na zewnątrz.

– Ciosy z zaskoczenia nie są w porządku – warknął Rigwarl i odwrócił głowę, by splunąć na podłogę zielonym glutem (odrażającym nawet jak na standardy zielonych glutów). Zdawało się, że pub od miesięcy nie widział sprzątania. Wydzielina jakimś cudem wciąż wszystko pogorszyła.

Barman, rzecz jasna, miał na tyle rozsądku, żeby nie prosić Kolcogrzebieta o opuszczenie lokalu. Nie kiedy był taki nakręcony. Niechlujnie przyklejony tynk miał zasłaniać (w nieudolny sposób) ziejące dziury w ścianach powstałe w wyniku kilku ostatnich prób wyrzucenia Rigwarla z przybytku. Na szczęście awanturnik podjął decyzję sam. Wywalił na hejnał ostatni z czort wie ilu trunków i wstał.

– No, znajdę teraz tego bękarta, dam mu popalić – zarzekał się i skierował krok ku drzwiom, wywalając je z zawiasów i czmychając w zimny zmierzch.

Poszłam za nim. Zapowiadała się walka jak diabli." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_99_Bristleback_LocHeroName" "Kolcogrzbiet" "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_9_Mirana_LocFieldNotes" "Kwiaty lotosu, unoszące się na spokojnym stawie głęboko w Lesie Srebrzystej Nocy, mienią się srebrem w świetle dwóch grubych, nisko zawieszonych, częściowo roztrzaskanych księżyców.

– Piękne, prawda? – głos wyrywa mnie z zadumy, z której nie zdawałam sobie sprawy.

Zaskoczona, odwracam się, by stanąć twarzą w twarz z Miraną, Księżniczką Księżyca. Jej królewska postawa nie łagodzi niepokoju, który czuję – głównie z powodu dużego kota czającego się między drzewami za nią.

– Te kwiaty należą do mojej bogini, Selimeny. Możesz patrzeć, ale nie dotykaj – ostrzega księżniczka. Znałam tę historię, ale nie odważyłam się jej przerwać.

– Więc jeśli myślałaś o wzięciu jednego… – jej głos rozbrzmiewa słabo.

Niska, krzepka młoda kobieta wyłania się zza zagajnika po mojej lewej stronie i wydaje złowieszczy gwizd.

– Jestem tu tylko po to, żeby z tobą porozmawiać – mówię, kłaniając się nisko.

Cmoka z dezaprobatą na mój gest.

– Takie gesty są zarezerwowane dla Selimeny – mruczy Mirana z poważaniem. – Te lasy należą do niej. Ja jestem tylko ich opiekunką.

Pytam, dlaczego poświęciła życie jako następczyni Słonecznego Tronu, by służyć komuś innemu. Wydaje się, że uważa to pytanie za głupie.

– Zamki i korony to tylko drobiazgi – mówi. Następnie wskazuje na swoich kocich i ludzkich towarzyszy. – Służymy wyższemu powołaniu." "DOTA_VData_monster_hunter_world_CodexEntriesLocalized_9_Mirana_LocHeroName" "Mirana" }